Aleksander Grad. Czy mesjasz liberałów sprawdzi się w biznesie?

Joanna Miziołek
Były minister skarbu pokieruje budową polskiej energetyki jądrowej
Były minister skarbu pokieruje budową polskiej energetyki jądrowej Marcin Obara/ Polskapresse
Są takie momenty, że żałuję, że zająłem się polityką - miał skarżyć się pod koniec kadencji poprzedniego rządu partyjnemu koledze Aleksander Grad. Wtedy wiedział już, że nie będzie ministrem w kolejnym gabinecie. Ale premier o Aleksandrze Gradzie nie zapomniał. Odczekał kilka miesięcy i powołał go na stanowisko prezesa spółek PGE Energia Jądrowa i PGE EJ1. Wielu ma to Gradowi za złe

Jego szybka nominacja i zawrotna pensja wywołały poruszenie opinii publicznej. Co takiego ma Grad, co imponuje Donaldowi Tuskowi albo raczej ilu ludzi w partii jest po jego stronie? Wielu. Co ciekawe, z kolegami z Platformy nie zawiązuje bliższych relacji. W partii nie ma dobrych znajomych. Wszystkich zna po trochu.

Brat łata z dystansem

Polityk PO: - Olek zachowuje się jak wyrachowany dyplomata. Na każdej imprezie przysiada się do kilku stolików. Z każdym chce nawiązać kontakt.

Paweł Graś ciepło, choć z pewnym rozżaleniem w 2009 roku mówił tak "Dziennikowi" o Gradzie: - Odkąd został ministrem, nie mamy relacji prywatnych. Po prostu przestał się udzielać w życiu towarzyskim. Pamiętam stare dobre czasy, gdy Olek częściej przebywał z posłami Platformy. To, co najbardziej utkwiło mi w pamięci, to, że opowiada kawały z brodą, które wszyscy znają co najmniej od pięciu lat.

Mnogość partyjnych znajomości, szczególnie tych z wierchuszką PO sprawiła, że Aleksander Grad przez lata utrzymywał się na politycznej powierzchni. Utrzymywało go na powierzchni coś jeszcze, a raczej ktoś - Grzegorz Schetyna. Dziś w kuluarach na Wiejskiej krąży hipoteza, że Donald Tusk znów mści się na byłym wicemarszałku, nominując zaprzyjaźnionego z nim polityka na ważne stanowisko. Przez to Schetyna traci kolejnego sprzymierzeńca.

Aleksander Grad nigdy jednak nie grał w polityce pierwszych skrzypiec. Posłem był już czwartą kadencję i mimo że nazywano go carem Małopolski, nie zyskał sobie sławy równej Januszowi Palikotowi.

Polityk PO: Przyroda rządzi się swoimi prawami i eliminuje najsłabszych. W to właśnie wierzy Grad

Jednak jego dokonania mają o wiele większe znaczenie niż telewizyjne happeningi. To właśnie ten człowiek zajął się jednym z najtrudniejszych resortów tego rządu. Maciej Wewiór, ówczesny rzecznik Ministerstwa Skarbu, mówi, że Aleksander Grad w czasie urzędowania w resorcie podjął setki trudnych decyzji dotyczących m.in. prywatyzacji. A w samym ministerstwie wprowadził zupełnie inny model zarządzania, resort funkcjonował jak korporacja. - Dzięki Aleksandrowi Gradowi wiele się zmieniło w Skarbie Państwa. Sprywatyzował prawie 600 spółek, a więc zmniejszył wpływ państwa na firmy, a tysiące ludzi zarobiło na spółkach wprowadzanych na giełdę. Rozbroił też kilka tykających bomb, jak spór o PTC, który groził roszczeniami na 34 mld zł, czy trwający blisko 10 lat konflikt o PZU. Minister podpisał porozumienie z holenderskim konsorcjum Eureko. Holendrzy wyszli ze spółki w sposób kontrolowany przez Skarb Państwa i mają nie prowadzić działalności konkurencyjnej - mówi Wewiór. I dorzuca, że debiuty prywatyzowanych państwowych spółek Tauronu i GPW to jedne z najważniejszych wydarzeń na polskiej giełdzie w 2010 roku.

Możesz wiedzieć więcej! Kliknij i zarejestruj się w systemie Piano

Kiedy pytam, jakim szefem był Aleksander Grad, jego były rzecznik mówi: - Działał jak dobry prezes. Potrafił zbudować drużynę, która umiała ze sobą współpracować i osiągać cele - przeprowadzać z sukcesem trudne projekty. To pewnie dzięki temu był pierwszym ministrem skarbu, który pełnił swoje obowiązki całą kadencję, bo dotychczas średnia kariera ministra w tym resorcie trwała tylko dziewięć i pół miesiąca - mówi Wewiór. Nasz inny rozmówca z ministerstwa twierdzi, że praca w resorcie nie wyglądała różowo. A osoba, której nie chciał widzieć Grad, natychmiast zyskiwała nieoficjalny status persona non Grada. To przezwisko minister zyskał sobie całkowicie zasłużenie, a mianowicie pracownicy resortu mówili, że Grad posiada długą listę osób, z którymi nie chce się spotykać. Jak twierdzi nasz informator: na pierwszym miejscu byli ludzie, którzy kiedyś zajmowali się stoczniami.

- Zakompleksiony, cały czas napięty, nie patrzy w oczy. Zachowuje się, jakby się czegoś bał czy wstydził, taki mruk - taką opinię głoszą o Aleksandrze Gradzie jego partyjni koledzy.

W telewizji były minister skarbu pokazywał się bardzo rzadko. Pewnie dlatego, że kiedy decydował się na występ w mediach, potrafił wzbudzić kontrowersje. Jak wtedy gdy w RMF FM (10 maja 2008 roku) na pytanie dziennikarza, dlaczego Platforma Obywatelska nie mówiła o prywatyzacji szpitali w kampanii wyborczej, krótko uciął: - Kampania rządzi się swoimi prawami.

Polityczny determinista

Przyroda też rządzi się swoimi prawami, a najsłabsze jednostki eliminuje. - Właśnie taka zasadę głosi w życiu Grad - mówi jego partyjny kolega. Mało osób w Platformie zna polityka bliżej. Co ciekawe, on za to zna wszystkich bardzo dobrze. Było już kilka sytuacji, w których Grad starał się sterować miejscami na listach Platformy, ale te praktyki szybko ukrócił Donald Tusk. - Grad zawsze zdaje się wiedzieć, co będzie lepsze dla kolegi z partii. Zachowuje się jak mesjasz liberałów - dorzuca.

Aleksander Grad zaimponował Tuskowi po tym, jak sprawdził się w terenie. Kiedy został przewodniczącym w Małopolsce, dyplomatycznie mówiąc, uporządkował struktury Platformy Obywatelskiej. Ujmując rzecz bardziej brutalnie: robił czystki. W regionie to on decydował, kto do czego się nadaje i kto nie nadaje się do niczego. To był ten okres, kiedy zauważył go Grzegorz Schetyna. - Jest w nim cecha, którą posiada były marszałek Sejmu, a mianowicie: jest świetnym administratorem. Stosuje dokładnie takie same metody. Taki niepozorny, świetnie steruje - mówi nasz rozmówca. To właśnie Schetyna jest uważany za promotora sukcesu Grada. - Z Grzesiem dobrze się znają. Może stąd tak wiele ludzi w spółkach Skarbu Państwa jest z Wrocławia i okolic - śmieje się były kolega z partii. Jego zdaniem na państwowych posadach za czasów urzędowania Grada w Ministerstwie Skarbu dominowali ludzie zaprzyjaźnieni z konkurentem Tuska. - Nie był samodzielny w podejmowaniu decyzji. Decyzje zapadały nie w gabinecie pana ministra Grada, ale w gabinecie ówczesnego wicepremiera Schetyny góry - dorzuca.

Poza tym do pracy w ministerstwie Aleksander Grad dostał aż dwóch aniołów stróżów. Pierwszy to Michał Chyczewski, który był podsekretarzem stanu odpowiedzialnym za Narodowe Fundusze Inwestycyjne, banki, zakłady ubezpieczeń i gry losowe. Drugi to Michał Dziemba, który był członkiem gabinetu politycznego i doradcą ministra skarbu. - Dziemba był tam uchem Schetyny - twierdzi jeden z polityków Platformy Obywatelskiej.

Możesz wiedzieć więcej! Kliknij i zarejestruj się w systemie Piano

Dzieciństwo Aleksandra Grada nie przebiegało w atmosferze sielanki. Urodził się w Łosińcu - niewielkiej miejscowości na Zamojszczyźnie. Kiedy był małym chłopcem, zmarł jego ojciec. Był najmłodszym z siedmiorga dzieci i mocno to przeżył. Teraz z ulgą wspomina tamte czasy. Z uśmiechem mówi o tym, jak pracował w każde wakacje od ósmej klasy. Zajmował się różnymi rzeczami, ale najczęściej pracował w sklepie. Sprzedawał wszystko od placków ziemniaczanych po piwo.

Do tej pory wspomina chwilę, gdy postanowił zostać geodetą. Kiedy miał kilka lat, we wsi odbyło się scalanie gruntów. Była wielka awantura i wtedy Grad zobaczył, jaką siłę mają geodeci - jak potrafią wszystkich pogodzić. A właśnie siła imponowała przyszłemu ministrowi skarbu najbardziej. Studiował na krakowskiej AGH, gdzie poznał żonę.

W latach 90. Aleksander Grad zaczyna błyszczeć, ale nie w polityce, tylko w biznesie. Założył firmę z braćmi, prowadził też przedsiębiorstwa geodezyjne z kolegami ze studiów i z żoną. W 1990 roku Aleksander Grad został radnym i zastępcą wójta gminy Pleśna. W 1997 roku zasiadł w fotelu wojewody tarnowskiego i został w nim aż do 1999 roku, kiedy to zlikwidowano województwo. Później rozpoczął się okres poważnej, centralnej polityki. Grad został wiceministrem zdrowia w rządzie Buzka. W 2001 roku, kiedy dostał się do Sejmu z list nowo powstałej PO. Cztery lata później powtórzył ten wyczyn. W 2007 roku po raz trzeci został posłem z okręgu tarnowskiego.

Choć w partii minister skarbu nie ma wielu znajomych, ma ich za to w rodzinnym Tarnowie. Prezydentem miasta jest Ryszard Ścigała, którego Grad popierał wbrew części PO. Prezesem największego pracodawcy w regionie - Zakładów Azotowych - Jerzy Marciniak, były doradca w jego gabinecie politycznym. Jego ludzie obsadzili też zakłady mechaniczne i Tarnowską Agencję Rozwoju Regionalnego. I to wbrew nieformalnej umowie z posłem Wiesławem Wodą z PSL, z którym po wyborach Grad miał podzielić się łupami. Dziś z ironicznym uśmiechem Woda zarzuca Gradowi jedno: - Nie dotrzymuje obietnic.

Nie zawsze lubiany

Aleksander Grad w swej działalności politycznej dorobił się nie tylko awansu, lecz także politycznych konfliktów. Do dziś konflikt z byłym ministrem skarbu wspomina Józef Rojek (PiS). O Gradzie mówi w kilku słowach: - Sprytny polityk, pełen wyrachowania. Był moim stałym adwersarzem. Kiedy zostałem odwołany z funkcji prezydenta Tarnowa, on stał z tyłu, za fotelami. Teraz dopiero dowiedziałem się, że to była częściowo jego sprawka.

Nawet politycy Platformy mieli okazję poznać drugą twarz Aleksandra Grada. Andrzej Czerwiński nie został wpisany na listę wyborczą właśnie przez niego. W tej sprawie musiał interweniować osobiście Tusk.

Dziś jednak premier najwyraźniej uznał, że byłego ministra skarbu warto mieć po swojej stronie i nominował go na szefa strategicznych spółek. Ta decyzja może jednak odbić się na wizerunku Platformy, który po aferze taśmowej został mocno nadszarpnięty. Nominacja partyjna Aleksandra Grada na prezesa spółek PGE Energia Jądrowa i PGE EJ1, podczas gdy Donald Tusk mówi o walce z powoływaniem znajomych w państwowych instytucjach, brzmi mało przekonująco.

Joanna Miziołek

Możesz wiedzieć więcej! Kliknij i zarejestruj się w systemie Piano

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

h
hyhy
To ten idiota ktory z pazernym Tuskiem sprywatyzowal stocznie.Szybciej bedziemy kupowac energie od sasiadow niz ten glupek cokolwiek zrobi.A swoja droga jaka dole odpala Tuskowi
G
Gluś
Zabawny jest też passus, że Czerwińskiego nie wpisał na listę poselską Grad i musiał interweniować Tusk :) Dla przypomnienia na pierwotnej liście Czerwiński był drugi i został przesunięty później na pierwszą pozycję w okręgu nowosądeckim przez Zarząd Krajowy. I Grad nie będący we władzach regionalnych nie miał z tym nic wspólnego.
G
Gluś
Najbardziej obłędne w tekście tej pani jest hasło, że: "Dziś z ironicznym uśmiechem Woda zarzuca Gradowi jedno: - Nie dotrzymuje obietnic." O ile pamięć mnie nie myli, to Wiesław Woda(PSL) zginął w katastrofie smoleńskiej.
G
GW
Aleksander Grad, były minister skarbu, od niedawna prezes PGE Energia Jądrowa i PGE EJ1 nie chce ujawnić swoich zarobków - informuje "Gazeta Wyborcza". Grad był ministrem skarbu przez całą kadencję poprzedniego rządu Donalda Tuska. W 2011 r. został posłem. Teraz zrezygnował z mandatu - wolał zostać prezesem.

Dlaczego akurat Grad dostał tę posadę, a nie ktoś inny, może lepiej przygotowany? Odpowiedź jest prosta: bo (Grad) jest kolegą Tuska i aktywistą PO.

---

Tomasz Sakiewicz o aferze taśmowej:

Nie ma żadnej afery ministra Sawickiego. Jest potężna afera w rządzie Donalda Tuska. To on dobrał sobie taką koalicję i takich ministrów. To on spowodował, że znaczna grupa urzędników potraktowała urzędy i spółki skarbu państwa jak dojne krowy.

Była to cena za utworzenie rządu. A tak konkretnie to Tusk zapłacił Pawlakowi za Drzewieckiego, Grada i senatora Misiaka, a Pawlak zapłacił Tuskowi za Sawickiego, władców Elewarru i wszelkich agencji rolnych.

Obydwie strony umówiły się, że podłączają się do wielkiego państwowego wymiona, każdy do innego cycka. Układ był oczywisty i zrozumiały dla wszystkich stron.

Koledzy się pokłócili, mleko się rozlało, a teraz trzeba sprawę przykryć. Sawicki nie robił większych przekrętów niż jego koledzy z rządu. Miał pecha, znalazł się na linii strzału. Może PSL przeszkadza polityce euroentuzjastów, którzy chcą ciąć budżety na rolnictwo? Może przesadził z dojeniem, nawet jak na liberalne normy unijne. Po prostu pech.

Świat dzieli się na frajerów i cwaniaków. Oni są po stronie cwaniaków. Nie chcą być z frajerami, bo frajerzy pracują od rana do nocy i nie starcza im do pierwszego. Frajerom należy się pogarda i odpowiedni bajer.
J
Jacek
On nie jest od tego, żeby się sprawdzał, tylko żeby brał kasę. Na tego rodzaju stanowiskach można postawić kogokolwiek i tak inni będą za niego pracować.
T
Tom
Sprawdzi - nie sprawdzi... co za różnica? KASĘ wezmie...
Dodaj ogłoszenie