Albo Komorowski pogodzi się z PO, albo skończy jak... Obama

Joanna Miziołek
Barack Obama i Bronisław Komorowski
Barack Obama i Bronisław Komorowski FOT.BARTEK SYTA
Tygodnik "Wprost" napisał, że PO nie będzie finansowała przyszłej prezydenckiej kampanii Bronisława Komorowskiego. I na tym tle zrodził się w partii konflikt. Czy to oznacza, że Bronisław Komorowski będzie kandydował w następnych wyborach jako bezpartyjny? Oraz jak do tej pory wyglądało finansowanie kampanii prezydenckich? Oto krótka historia kosztów kampanii naszych prezydentów.

Z finansowaniem kampanii problem miał już Aleksander Kwaśniewski. Danuta Waniek, szefowa jego sztabu wyborczego, wspomina, że fundusze szły nie tylko z kasy partyjnej, ale i wsparcia wyborców. - Już wtedy opracowaliśmy system cegiełek.
Podczas spotkań z kandydatem, każdy, kto chciał, wpłacał na kampanię. Zebraliśmy dużo pieniędzy - mówi "Polsce" Danuta Waniek. Kwaśniewski był oficjalnym kandydatem Sojuszu. - Cała partia pracowała na jego sukces. Mimo to dbaliśmy, aby kampania była oszczędna. Nie puściliśmy nawet filmiku wyborczego, który nagraliśmy. Czas antenowy był drogi, a my obawialiśmy się, że Polacy zarzucą nam marnotrawienie pieniędzy - zdradza. Była szefowa sztabu Aleksandra Kwaśniewskiego dziwi się pomysłowi Platformy, żeby partia nie współfinansowała kampanii prezydenckiej swojego kandydata. Szczególnie że z biegiem czasu koszt takiego przedsięwzięcia wzrósł. Teraz do przygotowywania kampanii zatrudnia się wyspecjalizowane firmy.

Poza tym koszt billboardów i reklamówek telewizyjnych jest ogromny. - Jeśli partia nie wesprze finansowo kandydata, to będzie duży problem w czytelności funduszy - mówi Waniek. Warto przypomnieć, że wybory prezydenckie w 2005 r. kosztowały niemało. Dwaj główni kandydaci: Donald Tusk i Lech Kaczyński, wydali odpowiednio: 14,2 mln zł i 13,4 mln zł. Zdobycie jednego głosu kosztowało każdego z kandydatów odpowiednio: 2,02 zł i 1,62 zł.

Skąd partie miały pieniądze? Partia, która chce uczestniczyć w wyborach, musi mieć stały fundusz wyborczy. Na nim są gromadzone środki na przyszłe wybory i z niego są przelewane fundusze na konto komitetu wyborczego. Na stały fundusz wyborczy wpłat mogą dokonywać zwolennicy partii - osoby fizyczne. Tak samo jak przy wpłatach na konto komitetów wyborczych, nie może to być więcej niż 15-krotność wynagrodzenia minimalnego. Obecnie obowiązuje zakaz finansowania partii przez przedsiębiorstwa i osoby prawne. Partia może też przenosić na fundusz wyborczy środki uzyskane z innych źródeł, na przykład z subwencji i dotacji otrzymanych na wybory parlamentarne lub pochodzących z sprzedaży swojego majątku. Na poczet kampanii partia może też zaciągnąć kredyt w banku. W przeciwieństwie do parlamentarnych, kampanie prezydenckie nie są dotowane przez państwo. Przed każdą kampanią Minister Finansów w rozporządzeniu określa maksymalną kwotę, jaką komitety mogą przeznaczyć na wydatki wyborcze. W roku 2010 jest to 15,5 mln zł - w roku 2005 komitety mogły wydać do 13,8 mln zł.

Tak więc jeśli Bronisław Komorowski nie złagodzi konfliktu między pałacami i nie przekona Donalda Tuska, by partia poniosła przynajmniej częściowe koszty jego przyszłej kampanii prezydenckiej, może mieć problem. I jedynym wyjściem pozostanie tak jak za czasów Kwaśniewskiego zbieranie cegiełek lub - jak kto woli - zdecydowanie się na pozyskiwanie funduszów metodą amerykańską. W ostatnich wyborach Barack Obama pozyskał ok. 750 mln dol. W samym wrześniu 2008 r. zebrał 150 mln dol., sumę wyższą od tej, jaką zgromadzili w 2004 r. dwaj główni kandydaci: George W. Bush i John Kerry, w końcowym etapie kampanii.

Obama rozwinął strategię, na którą stawiał już swego czasu niefortunny kandydat demokratyczny Howard Dean w wyborach 2004 r.: wykorzystanie internetu i wciągnięcie do pomocy młodych entuzjastów. Zwracając się do swych sympatyków, aby pomagali, jak mogą, przyjmował wpłaty w wysokości 25, 10, a nawet 5 dol. Dzięki temu jego kampanię poparły finansowo ponad 3 mln osób, w tym 600 tys. tylko we wrześniu. Pozwoliło mu to zrezygnować z sięgnięcia po fundusze publiczne - 84 mln dol. na cele kampanii. Stał się pierwszym kandydatem, który od chwili ustanowienia tego systemu nie sięgnął po fundusze publiczne.

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Polonez
Sytuacja finansowa podmiotów, które otrzymały od Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (KRRiT) koncesję na nadawanie drogą naziemną, była niekorzystna a decyzje o rozłożeniu na raty były niegospodarne i niecelowe – potwierdziła w raporcie Najwyższa Izba Kontroli (NIK). Wcześniej zastrzeżenia te zgłaszała Fundacja Lux Veritatis, nadawca Telewizji Trwam, której nie przyznano miejsca na cyfrowym multipleksie.

- NIK potwierdziła to co mówiła Fundacja w swoich zarzutach do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, że sytuacja finansowa przynajmniej trzech podmiotów, które otrzymały koncesję na MUX-1 była bardzo zła. Te podmioty nie istnieją gospodarczo, nie posiadają ani potencjału ani majątku. I nie były wstanie zapłacić opłaty koncesyjnej – powiedziała w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl Lidia Kochanowicz, dyrektor finansowa Fundacji Lux Veritatis.

Krajowa Rada była świadoma złej kondycji finansowej tych podmiotów. KRRiT z uwagi na ich złą sytuację finansową musiała rozłożyć na 10 lat, czyli na ponad 100 rat. To oznacza, że Krajowa Rada dokonała manipulacji i nadużycia mówiąc o tym, że wybrała firmy najlepsze, posiadające zdolność finansową, które są zdolne udźwignąć nadawanie na MUX 1 – dodała Kochanowicz. Niezdolność finansowa była głównym zarzutem przeciwko Telewizji Trwam, powtarzanym przez Jana Dworka, przewodniczącego KRRiT i przedstawicieli tego konstytucyjnego organu.

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji (KRRiT) poprzez rozkładanie na raty opłat koncesyjnych na nadawanie programów radiowych i telewizyjnych dopuściła się niecelowego i niegospodarnego działania ze względu na odraczanie poboru dochodów budżetowych wskutek rozkładania na raty opłat koncesyjnych – wynika z raportu Najwyższej izby Kontroli (NIK). Wcześniej na ten sam problem zwracała uwagę Fundacja Lux Veritatis, której Rada nie przyznała miejsca na cyfrowym multipleksie.

NIK w corocznej kontroli zbadała jedynie kwestię finansów Krajowej Rady. Wcześniej zarówno przedstawiciele Fundacji jak i posłowie Prawa i Sprawiedliwości (PiS) i Solidarnej Polski (SP) wnioskowali o pełną kontrolę w KRRiT, dotyczącą procesu przyznawania koncesji na nadawanie drogą naziemną. - Gdyby Najwyższa Izba skontrolowała cały proces koncesyjny to tych nieprawidłowości znalazłaby o wiele więcej. Niestety na to nie wyrazili zgody posłowie Platformy Obywatelskiej (PO), Polskiego Stronnictwa Ludowego (PSL), Ruchu Palikota i Sojuszu Lewicy Demokratycznej (SLD). Ta nieformalna koalicja rządząca zdawała sobie sprawę z tego, że zarzuty przez nas stawiane są zasadne – dodała dyrektor Kochanowicz.

Z raportu NIK wynika, że w swoich działaniach KRRiT żadnego problemu nie widzi, co więcej za nieuzasadnione uważa zastrzeżenia, dotyczące niegospodarności i niecelowości opłat ratalnych.

Zdaniem Witolda Grabosia, zastępcy przewodniczącego KRRiT, „należności z tytułu opłat prolongacyjnych za decyzje o udzieleniu lub zmianie koncesji radiowych i telewizyjnych wynosiły 13.135,9 tys. zł i powodowały wzrost dochodów budżetowych w tej wysokości”. KRRiT po raz kolejny twierdzi, że na przydział poszczególnym podmiotom miejsca na cyfrowym multipleksie duży wpływ miał interes publiczny, który – zdaniem Rady – polega na poszerzeniu wśród nadawców telewizyjnych oferty programowej. Ten czynnik był także brany pod uwagę przy podejmowaniu decyzji o rozłożeniu opłat za decyzje rozszerzenia koncesji o możliwość umieszczenia programów w sygnale MUX-1.

W raporcie wyraźnie odnotowano, że KRRiT świadoma była problemów rynku medialnego w Polsce, co stanowi potencjalną groźbę niewypłacalności nadawców.
U
Urban
Czyżby towarzysze w upale się obijali?

Za co wam płacimy?

Na PO-sterunek marsz!
???
wygląda na to, że wstydzisz się poprzednich, hahahaha !
C
Cyberto
Ci ludzie jakby mieli bielmo na oczach: nie chcą widzieć błędów Tuska i Platformy, licznych afer w wykonaniu członków partii rządzącej i samego Tuska (np. przeciek Tuska w aferze hazardowej. To Tusk poinformował swoich kolesi, że CBA już ma ich na oku).

Tzw. dziennikarze udają, że nic złego w Polsce się nie dzieje. To działalność antypaństwowa panowie i panie dziennikarze! To hańbi wasz zawód! Wypełniacie obrzydliwe polecenie polityczne: atakować PiS i gloryfikować PO i Tuska. Obrzydliwość.

To właśnie DZIENNIKARZE zmarnowali nam 5 lat trzymając parasol ochronny nad swoją ukochaną Platformą Oszustów.

Przez pierwsze kilka miesięcy moderatorzy systematycznie wycinali wszelkie posty krytyczne dot. PO !!!
c
cezar
dwojga ignorantów.
Dodaj ogłoszenie