Afery o białostocką spalarnię ciąg dalszy. Wiceminister klimatu wzywa na spotkanie Tadeusza Truskolaskiego i Rafała Trzaskowskiego

Tomasz Mikulicz
Tomasz Mikulicz
Zdjęcia z otwarcia spalarni. Luty 2016 roku. Anatol Chomicz
Afera o białostocką spalarnię nabiera ogólnopolskiego rozgłosu. W środę (3 czerwca) do naszego miasta przyjechał wiceminister klimatu Jacek Ozdoba. Wzywał prezydenta Białegostoku Tadeusza Truskolaskiego i prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego do spotkania w sprawie - jak to ujął - nieodpowiedzialnej polityki, jaką uprawiają. Do sprawy odniosła się też miejska spółka Lech, która twierdzi, że śmieci z Warszawy przyjmowała wyłącznie na przełomie 2015 i 2016 roku - na rozruch spalarni.

Ta sytuacja może mieć konsekwencje nie tylko dla Białegostoku, ale również dla Warszawy - mówił wiceminister klimatu Jacek Ozdoba podczas środowej (3 czerwca) konferencji w urzędzie marszałkowskim.

Chodzi o - opisane na naszych łamach w poniedziałek (1 czerwca) - wyniki kontroli przeprowadzonej przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w białostockiej spalarni śmieci. WIOŚ stwierdził przede wszystkim, że w latach 2015-19 trafiały tu odpady spoza naszego województwa. Przeważnie z mazowieckiego, a najwięcej z Warszawy. Natomiast według WIOŚ-iu mogły trafiać wyłącznie z Podlasia.

Czytaj też: Spalarnia śmieci w Białymstoku przyjmowała odpady z Warszawy, kontrola WIOŚ-u wykazała nieprawidłowości. Mogą zamknąć spalarnię

- Na podstawie przeprowadzonych kontroli krzyżowych (czyli nie tylko w spółce Lech, ale też w firmach, które dostarczały odpady do spalarni - przyp. red.) stwierdzono, że w latach 2015-2019 dowieziono do spalarni odpadów w Białymstoku następujące ilości odpadów spoza woj. podlaskiego: w 2015 r. – ponad 15,2 tys. ton, w 2016 r. – ponad 14,3 tys. ton, w 2017 r. – ponad 17,9 tys. ton, w 2018 r. - 18,9 tys. ton. A od 01 stycznia do 30 kwietnia 2019 r. (czyli w okresie przed rozpoczęciem kontroli WIOŚ) – 4,2 tys. ton. Były to odpady z tzw. frakcji kalorycznej (czyli np. zanieczyszczona makulatura czy zabrudzone plastiki, które są odsiewane z odpadów zmieszanych, które trafiają do sortowni - przyp. red.) - precyzuje zastępca Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska w Białymstoku Mirosław Michalczuk.

Już w poniedziałek tłumaczył, że spalarnia została zbudowana po to (i jest to potwierdzone w dokumentach), by przyjmować zmieszane odpady komunalne z miasta Białystok i dziewięciu gmin (a są to: Choroszcz, Czarna Białostocka, Dobrzyniewo Duże, Gródek, Michałowo, Juchnowiec Kościelny, Supraśl, Wasilków i Zabłudów - przyp. red.) oraz odpady z tzw. frakcji kalorycznej z obszaru objętego projektem.

- Obszar objęty projektem to Białystok i wspomniane dziewięć gmin - mówi zastępca wojewódzkiego inspektora.

Dodaje, że wojewódzki plan gospodarki odpadami na lata 2016-2020 daje jednak możliwość kierowanie do spalarni w Białymstoku tzw. frakcji kalorycznej ze wszystkich regionów naszego województwa. Podkreśla, że plan nie przewiduje natomiast przekazywania odpadów kalorycznych z innego województwa.

Czytaj też: Afera o spalarnię. Prezydent: Marszałek wyciąga armaty i chce strzelać do wróbla. Marszałek: Prezydent nie nadaje się do zarządzania miastem

Natomiast Jacek Ozdoba stwierdził podczas konferencji, że konsekwencją całej tej afery może być to, że Warszawa stanie się nowym Neapolem.

- Dlatego, że jeden z kluczowych podmiotów dla zagospodarowywania odpadów w Warszawie może mieć dalszy problem z funkcjonowaniem. Z uwagi na złamanie przepisów. A to złamanie przepisów nastąpiło właśnie w Białymstoku - mówił.

Natomiast Białystok może mieć według niego problem z dalszym funkcjonowaniem spalarni (jak wiadomo marszałek województwa rozpoczął procedurę cofnięcia dla spalarni pozwolenia zintegrowanego, co oznacza ryzyko zamknięcia spalarni - przyp. red.). Wezwał na spotkanie do Warszawy zarówno prezydenta Tadeusz Truskolaskiego jak i prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego. - Ale nie w tematach kampanijnych, a w tematach nieodpowiedzialnej polityki, jaką uprawiają - stwierdził Jacek Ozdoba.

Marszałek województwa Artur Kosicki zadeklarował zaś chęć współpracy, by rozwiązać problem. - Nie chcemy, by Białystok i tereny przyległe były składowiskiem odpadów dla instytucji z Warszawy. Chcemy by spalarnia w Białymstoku i składowisko w Hryniewiczach służyły potrzebom mieszkańców naszego województwa - mówił podczas konferencji.

Czytaj też: Powstrzymać katastrofę. Radni apelują, by marszałek zgodził się, by wysypisko w Hryniewiczach mogło przyjąć więcej śmieci

Konferencję zorganizował w środę również Lech. Rzecznik spółki Zbigniew Gołębiewski żałował, że wicemister Ozdoba nie znalazł czasu, by odwiedzić spalarnię i zobaczyć jak funkcjonuje. - Jeszcze raz podkreślamy: w Białymstoku nie ma procederu - jak mówił minister czy marszałek - sprowadzania odpadów z Warszawy - mówił.

Stwierdził, że jedynie na przełomie 2015 i 2016 roku (czyli w czasie, kiedy instalacja była w fazie rozruchu) do białostockiej spalarni trafiło 10 tys. ton warszawskich odpadów z tzw. frakcji kalorycznej. - Gdybyśmy nie uzyskali tych 10 tys. ton, to nie oddalibyśmy spalarni do użytku w terminie, co groziło utratą unijnej dotacji w wysokości 210 mln zł netto - podkreślał rzecznik.

Pokazał też opinię ministerstwa środowiska z 28 lutego 2017 roku, w której jest mowa o tym, że odpadów z tzw. frakcji kalorycznej nie dotyczy zasada regionalizacji i zasada bliskości. Mogły więc być one przywożone ze wszystkich części kraju.

Czytaj też: Awantura o śmieci - ciąg dalszy. Rzeczniczka marszałka: Spółka miejska powinna prowadzić racjonalną gospodarkę

Choć jak zaznaczył Zbigniew Gołębiewski, białostocka spalarnia przyjmowała tzw. frakcję kaloryczną wyłącznie z terenu województwa podlaskiego. - Między innymi z Łomży czy Suwałk. Nigdy tego nie ukrywaliśmy - stwierdził.

Dodał, że zarzuty jakie padły podczas konferencji z udziałem wiceministra klimatu mają charakter polityczny, a cała sprawa jest elementem kampanii wyborczej. - Wszystkie zarzuty jakie wniósł WIOŚ zaskarżyliśmy do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Analizujemy też słowa, które padły na wczorajszej i dzisiejszej konferencji marszałka. Zastanawiamy się nad skierowaniem pozwu o zniesławienie spółki - podkreślał Zbigniew Gołębiewski.

Wspomniał też, że już kilka razy spółka próbowała umówić się z marszałkiem, by pomóc mu w rozwiązywaniu problemów gospodarki odpadami w województwie. - Niestety nigdy nie znalazł czasu. A dzisiejsza deklaracja, że chciałby wyciągnąć do nas rękę i wspólnie rozwiązywać te problemy? Jesteśmy otwarci, ale nie bardzo w to wierzymy - stwierdził Zbigniew Gołębiewski.

Przygotuj swój turystyczny biznes na sezon

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Pytający

Warto zadać pytanie - czy te warszawskie śmieci nie POchodziły z opróżnianych nieruchomości ,które były zwracane PO znajomości?

J
Janek

Z tego wynika, że problem ze spalarnią jest, ale innego rodzaju https://www.teraz-srodowisko.pl/aktualnosci/spalarnia-odpady-Bialystok-WIOS-sad-administracyjny-8779.html

G
Gość

Przyjmowal warszawskie śmieci a białostoczanom zafundował zasmrodzenia atmosfery

G
Gość
4 czerwca, 00:01, Gość:

Wszędzie na świecie śmieci to interes. W Polsce zawsze odwrotnie.

interes jest ale nie dla mieszkańców

G
Gość

Wszędzie na świecie śmieci to interes. W Polsce zawsze odwrotnie.

M
Mefi

A potem "oj, oj, oj, nie możemy zamknąć składowiska w Hryniewiczach bo ościenne gminy nie będą mogły składować swoich śmieci". Szkoda, że przyjmujemy wszystko jak leci.

Dodaj ogłoszenie