Afery, megaafery, skandale i pieniądze... Przegląd politycznej blogosfery

Anita Czupryn
Afery, megaafery, skandale i pieniądze - to dziś zajmuje polityków na blogach. Przoduje oczywiście temat PSL. Autorski przegląd blogów polityków przygotowała Anita Czupryn.

Afera w związku z ujawnieniem nagrań rozmów Władysława Łukasika z Władysławem Serafinem ma swoje odbicie również na blogach. Janusz Palikot skorzystał z okazji, aby w notce pod znamiennym tytułem "Zielona wyspa PSL" przypomnieć wszystkie grzechy ludowców. I robi to niezwykle drobiazgowo. Wytyka, że po pierwsze PSL stosuje nepotyzm i obrzydliwe partyjniactwo. Oto przykłady: Adam Kalinowski, brat byłego prezesa PSL, a obecnie europosła Jarosława Kalinowskiego, został zatrudniony w Zamojskich Zakładach Zbożowych i Towarowych, pensja około 10 tys. zł; Andrzej Kłopotek, brat prominentnego posła ludowców Eugeniusza Kłopotka, znalazł zatrudnienie w oddziale spółki Elewarr w Wąbrzeźnie, wynagrodzenie ponad 7,5 tys. zł; Dariusz Żelichowski, syn byłego szefa klubu parlamentarnego PSL, Stanisława Żelichowskiego, pracuje na stanowisku doradcy w centrali Elewarr Sp. z o.o. w Warszawie, odbiera pobory w wysokości 2,8 średniej krajowej.

Po drugie: działacze związani z PSL kontrolują rynek polskiego obrotu zbożowego: Zbigniew Komorowski, Andrzej Śmietanko i Przemysław Litwiniuk. Spółka Elewarr, nadzorowana przez Agencję Rynku Rolnego, stanowi modelowy przykład partyjnego łupu. W radzie nadzorczej tego ważnego dla polityki zbożowej państwa, podmiotu aż roi się od polityków PSL. W jej skład wchodzą: Andrzej Śmietanko, były prezes Elewarru, aktualnie dyrektor generalny spółki; Lucjan Zwolak, obecny wiceprezes Agencji Rynku Rolnego; Władysław Łukasik, były prezes ARR, Józef Kulza zatrudniony w ARR na stanowisku dyrektora Biura Zarządzania Bezpieczeństwem. Część z tych osób, m.in. Śmietanko, Litwiniuk, Łukasik, Kulza, Zwolak zasiada w radach nadzorczych wielu innych podmiotów gospodarczych, nastręczając poważnych wątpliwości co do zgodności takiego zachowania z prawem, nie wspominając już o aspekcie moralnym. Ale to nie wszystko. Elewarr posiada wiele oddziałów terenowych rozmieszczonych na obszarze całej Polski. Można tam z łatwością upychać lokalnych działaczy partyjnych, niezauważalnych dla dziennikarzy czołowych mediów.

Po trzecie w agencjach odpowiedzialnych za obsługę rolnictwa PSL zatrudnia kogo chce i kiedy chce. Po czwarte, kolesiostwo i nepotyzm panuje w KRUS, skąd wypompowywano pieniądze do organizacji wspierających PSL, np. do kierowanego przez Waldemara Pawlaka Związku Ochotniczych Straży Pożarnych czy do rodzinnej gminy Jarosława Kalinowskiego. Po piąte - Palikot szeroko rozpisuje się o interesach żony ministra Marka Sawickiego i wspieraniu przez niego przedsięwzięć biznesowych swojej córki. Lider Ruchu Palikota przykłada też lupę do Waldemara Pawlaka i przypomina o sieci powiązań towarzysko-biznesowych stworzonych przez wicepremiera. Lider PSL i osoby z jego towarzystwa robią interesy z jednostkami ochotniczej straży pożarnej, które dysponują publicznymi pieniędzmi. Na współpracy ze strażakami miała także skorzystać spółka Plockman należąca do kolegi Pawlaka ze studiów. W 2003 r. prezesem zarządu w Plockamnie została partnerka Pawlaka.
Pawlak nie ma już udziałów w firmach, które żyją ze strażackich pieniędzy, ale podarował je fundacji Partnerstwo dla Rozwoju, na czele której stoi... jego 71-letnia matka. To ona wraz z kolegą Pawlaka ze studiów zarządza udziałami firm, których wicepremier był właścicielem.
Palikot jako ilustrację do grzechów PSL dołącza grafikę zatytułowaną: "Stereotypowa rodzina PSL". W stereotypowej rodzinie PSL ojciec jest posłem, brat wójtem, syn sołtysem, żona sołtysa szefową Koła Gospodyń Wiejskich, ich dzieci mają pracę w biurze dziadka posła, w miejscowej OSP i urzędzie wujka-wójta.

Do afery taśmowej PSL odniósł się także Janusz Piechociński, którego notka na blogu przybrała formę dialogu, a może wywiadu pewnej pani z autorem. Piechociński jest mało chwalebną rozmową dwóch ludzi związanych z PSL zasmucony. Zadziwił go fakt, że Władysław Serafin jest producentem filmowym. Piechociński tłumaczy, dlaczego zniknął Sawicki: jest na urlopie i tak się trafiło, że pod jego nieobecność odpalono "ten materiał". Że ważne jest, aby odpowiednie służby wszystko sprawdziły. Piechociński przypomina też, że rywalizuje z Waldemarem Pawlakiem o szefostwo w partii, więc nie chce komentować tego, co powinien zrobić Pawlak. Podkreśla, że on sam nie znika, odbiera telefony i na pytania odpowiada. I z wielką pokorą mówi, że jesienią wygra w starciu z Waldemarem Pawlakiem.

Taśmy Serafina nie dziwią Janusza Wojciechowskiego, który radzi wyborcom PO i PSL aby też się temu nie dziwili, bo głosując na te partie świadomie oddali Polskę kolegom Skarbu Państwa - fachowcom od kręcenia lodów. Koledzy podzielili łupy: Platforma wzięła różne "Kagehaemy i Orleny", a PSL - posady rolne. A wszystko to po to, jak sarkastycznie pisze europoseł PiS, żeby nie wygrał ten straszny Kaczyński, ktory, o zgrozo wysłał CBA za Lepperem, kazał ścigać tych, co kradną i nie wahał się koalicji rozwalić, żeby nie dopuścić do złodziejstwa i korupcji. I stworzył milion dwieście tysięcy nowych miejsc pracy. I obniżył podatki. I majątku państwowego nie sprzedawał. Tego nowoczesny Polak, wykształcony, z dużego miasta, poprawny politycznie zdzierżyć nie był w stanie. Bo za Kaczyńskiego lodów kręcić się nie dało.

Poniekąd w rolniczym temacie pozostaje europoseł SLD Wojciech Olejniczak, który zawiadamia, że ceny pszenicy szaleją, a eksperci wróżą, że tona tego zboża przekroczy nawet 1000 zł! A co to oznacza? Ano to, że jesienią chleb będzie drogi - straszy polityk. Na szczęście w Parlamencie Europejskim jest grupa robocza Socjalistów i Demokratów ds. reformy WPR, która pracuje nad kształtem Wspólnej Polityki Rolnej po 2013 r. Grupa wychodzi naprzeciwko oczekiwaniom rolników, zgłaszając szereg poprawek: przywrócenie rent strukturalnych, uproszczenie systemu kontroli oraz zdecydowane uproszczenie systemu tzw. zazieleniania. Ufff, a zatem będzie dobrze.
O tym, że z walutą euro jest dobrze prześmiewczo pisze Marek Siwiec. Bo nadal opłaca się podrabiać euro. Władze państw członkowskich przez ostatnie pół roku skonfiskowały 250 tysięcy fałszywych banknotów, wśród których dominowały 20-tki i 50-tki. Interes kwitnie, choć jest to 15 proc. mniej niż w podobnym okresie poprzedniego roku. Należy sądzić, że policja pracuje tak samo efektywnie, tylko fałszerze mniej przykładają się do roboty. Wśród państw, które przodują w tym nikczemnym procederze, prym wiedzie Bułgaria. Dodatkowo, na przekór pogłoskom o wystąpieniu z eurozony znaczące miejsce zajmuje Grecja. Mało tego, policja wykryła wspólne bułgarsko-greckie przedsięwzięcie, które polegało na tym, że w ramach przygranicznej współpracy wybijano monety. Fałszerze wybrali rewers belgijski i w tym kraju wprowadzili do obiegu 100 tysięcy euro. A zatem z euro nie jest tak źle, jak się powszechnie myśli - cieszy się polityk SLD.

Też o pieniądzach, ale rosyjskich pisze senator PO Jan Filip Libicki. Z jego notki dowiadujemy się, że rosyjskie pieniądze dzielą się na niebezpieczne i bezpieczne. Niebezpieczne to te, które Rosjanie chcieliby umieścić w polskich branżach strategicznych, jak np. w Tarnowskich Azotach.- Nie znam się na przemyśle chemicznym, ale przemawia do mnie argumentacja, że zakupienie przez Rosjan naszego chemicznego lidera może mieć ścisły związek z kwestiami gazowymi. Z teoretyczną możliwością naszego energetycznego uzależnienia. Jeśli tak jest i mamy w tej sprawie twardą wiedzę, to rząd postępuje w tej kwestii absolutnie słusznie. - Ale to, że niechętnie widzimy rosyjski kapitał w naszych sektorach strategicznych nie oznacza naszej niechęci do rosyjskiego kapitału w ogóle - pisze Libicki i przypomina o swoim spotkaniu z grupą Rosjan z Kaliningradu, którzy uczą się języka polskiego, z którego odniósł wrażenie, że Polska dla Rosji to kraj ważny i interesujący. A ten fakt potwierdzają doniesienia medialne o tym, że rosyjski biznesmen, Anton Zingarevich chce kupić piłkarski klub Lechii Gdańsk. Libicki, nie waha się narazić gdańskim kibicom, trzyma kciuki za rosyjskiego biznesmena. Oby udało mu się kupić zasłużoną gdańską Lechię i na polską skalę zrobić z niej to, co Roman Abramowicz zrobił ze słynną angielską Chealsą - kończy senator.

W temacie pieniędzy pozostaje Ryszard Czarnecki pisząc o megaaferze i skandalu w Barclays Banku, uważanym za stabilny system bankowy. Afera, jaka tam się dzieje kolejny raz wskazuje na praprzyczyny światowego kryzysu gospodarczego: to wszechwładza banków, które w Zjednoczonym Królestwie Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej robią ciche deale między sobą- ale za wiedzą i błogosławieństwem angielskiego banku centralnego (oczywiście bez wiedzy klientów i ich kosztem). I nie jest to histeryczna propaganda antyglobalistów, tylko po prostu fakty. I nawet jeśli politycy trafią do rad nadzorczych banków, a bywa że trafiają, to też nie chcą kontrolować tego, co się pod ich bokiem dzieje - ubolewa Czarnecki. No, jacyś dziwni to politycy, którzy nie chcą kontrolować.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Afery, megaafery, skandale i pieniądze... Przegląd politycznej blogosfery
p
polo
Tusk.
I co zrobili maja taka wiedzę?
NIC !
Dodaj ogłoszenie