Afera taśmowa w PSL: Prokuratura wszczęła śledztwo ws. wiarygodności zeznań Sawickiego

Redakcja
Wojciech Barczyński/Polskapresse
Białostocka prokuratura wszczęła w czwartek śledztwo ws. zeznań złożonych przez b. ministra rolnictwa Marka Sawickiego w śledztwie i procesie dotyczącym dwóch b. prezesów ARR, Władysława Ł. i Bogdana T. Są oni oskarżeni o przekroczenie uprawnień.

Wszczęte śledztwo ma związek z ujawnieniem kilka tygodni temu przez "Puls Biznesu" nagrania rozmowy szefa kółek rolniczych Władysława Serafina z byłym prezesem Agencji Rynku Rolnego Władysławem Łukasikiem.

Jak podawały media, Łukasik podczas rozmowy z Serafinem miał sugerować, że ówczesny szef resortu rolnictwa Marek Sawicki skłamał podczas składania zeznań jako świadek w postępowaniu dotyczącym nieprawidłowości przy zatrudnianiu i zwalnianiu pracowników ARR.

"Przedmiotem postępowania będzie ocena wiarygodności zeznań złożonych przez ówczesnego ministra rolnictwa i rozwoju wsi, i ma związek z wpływaniem na zatrudnienie osoby w terenowym oddziale Agencji Rynku Rolnego w Białymstoku" - podała w komunikacie Prokuratura Okręgowa w Białymstoku.

Zawiadomienie o uzasadnionym popełnieniu przestępstwa złożenia fałszywych zeznań złożyła do niej Delegatura CBA w Białymstoku. Jak napisano w komunikacie, prokurator uznał, iż zachodzi konieczność wykonania czynności procesowych, w szczególności - przesłuchania dwóch osób, których nagrana rozmowa została opublikowana w mediach.

Według komunikatu prokuratury chodzi o zeznania złożone przez Sawickiego w lutym 2009 roku w trakcie postępowania prokuratorskiego dotyczącego sytuacji w ARR, a także przed sądem, gdzie toczy się proces, w którym dwóch b. prezesów tej agencji oskarżonych zostało o przekroczenie uprawnień przy zatrudnianiu pracowników.

Ówczesny minister rolnictwa był jednym ze świadków w tym procesie. Białostocki sąd stara się wyjaśnić, czy byli prezesi ARR, Bogdan T. i jego następca Władysław Ł., wydawali polecenia zatrudniania lub zwalniania konkretnych osób w ARR, przez co, w ocenie Prokuratury Okręgowej w Białymstoku, przekroczyli uprawnienia. Obaj do zarzutów się nie przyznają. Proces zmierza ku końcowi.

Polecenia miały być wydawane w 2008 roku ówczesnemu dyrektorowi oddziału ARR w Białymstoku. Według prokuratury chodzi o zatrudnianie oraz zwalnianie osób przez prezesów "wbrew zasadom określonym w ustawie o Agencji Rynku Rolnego i organizacji rynków rolnych", która przewiduje, iż nabór kandydatów do zatrudnienia na wolne stanowiska pracy jest otwarty i konkurencyjny".

Sawicki, zeznając w tej sprawie w grudniu ubiegłego roku, zapewniał, że nie ingerował w decyzje prezesów ARR. Kilkakrotnie zaprzeczył też wtedy, by z prezesami ARR rozmawiał o zatrudnieniu konkretnej osoby, mężczyzny znanego mu z działalności partyjnej w PSL, ale także prywatnie.

W efekcie ujawnionej w mediach rozmowy Serafina i Łukasika Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła oddzielne postępowanie sprawdzające dotyczące przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego.

CBA skierowało natomiast do Prokuratury Generalnej zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa m.in. ws. nadzoru Agencji Rynku Rolnego nad podległymi jej spółkami.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Marcepan
Aleksander Grad, były minister skarbu, od niedawna prezes PGE Energia Jądrowa i PGE EJ1 nie chce ujawnić swoich zarobków - informuje "Gazeta Wyborcza". Grad był ministrem skarbu przez całą kadencję poprzedniego rządu Donalda Tuska. W 2011 r. został posłem. Teraz zrezygnował z mandatu - wolał zostać prezesem.

Dlaczego akurat Grad dostał tę posadę, a nie ktoś inny, może lepiej przygotowany? Odpowiedź jest prosta: bo (Grad) jest kolegą Tuska i aktywistą PO.

---

Tomasz Sakiewicz o aferze taśmowej:

Nie ma żadnej afery ministra Sawickiego. Jest potężna afera w rządzie Donalda Tuska. To on dobrał sobie taką koalicję i takich ministrów. To on spowodował, że znaczna grupa urzędników potraktowała urzędy i spółki skarbu państwa jak dojne krowy.

Była to cena za utworzenie rządu. A tak konkretnie to Tusk zapłacił Pawlakowi za Drzewieckiego, Grada i senatora Misiaka, a Pawlak zapłacił Tuskowi za Sawickiego, władców Elewarru i wszelkich agencji rolnych.

Obydwie strony umówiły się, że podłączają się do wielkiego państwowego wymiona, każdy do innego cycka. Układ był oczywisty i zrozumiały dla wszystkich stron.

Koledzy się pokłócili, mleko się rozlało, a teraz trzeba sprawę przykryć. Sawicki nie robił większych przekrętów niż jego koledzy z rządu. Miał pecha, znalazł się na linii strzału. Może PSL przeszkadza polityce euroentuzjastów, którzy chcą ciąć budżety na rolnictwo? Może przesadził z dojeniem, nawet jak na liberalne normy unijne. Po prostu pech.

Świat dzieli się na frajerów i cwaniaków. Oni są po stronie cwaniaków. Nie chcą być z frajerami, bo frajerzy pracują od rana do nocy i nie starcza im do pierwszego. Frajerom należy się pogarda i odpowiedni bajer.
L
LM
Pamiętają wszyscy artykuły o działaczu PSL, które opisywała prasa „Marek Ttrębicki - działacz PSL i historyk z wykształcenia - dostał stanowisko przeznaczone dla specjalisty z zakresu rolnictwa, ewentualnie prawa lub ekonomii. Jak sam zeznawał podczas przesłuchań w CBA, jest on znajomym ministra rolnictwa Marka Sawickiego i to przez niego próbował załatwić sobie pracę. Byli sąsiadami, Sawicki uczył go w technikum rolniczym w Sokołowie Podlaskim, a potem kontaktowali się w sprawach partyjnych (T. od 2000 r. działa w strukturach PSL). Z zeznań Marka T. wynika jednoznacznie, że kilkakrotnie rozmawiał z ministrem i telefonicznie, i osobiście: "Popierał moją kandydaturę, mówił mi, że mój awans jest możliwy". Rozmowy te miały zacząć się w styczniu 2008 roku. Do spotkania miało dojść w ministerstwie. T. odniósł wrażenie, że Sawicki rozmawiał o "załatwieniu jego sprawy" najpierw z jednym prezesem ARR, a potem, po zmianie - z jego następcą (ARR jest jednostką nadzorowaną przez ministerstwo rolnictwa). T. miał chrapkę na posadę dyrektora ARR w Białymstoku. Wiedział, że "jest popierany" przez posłów-ludowców oraz szefa wojewódzkich struktur partii. "Zawsze tak to się odbywa" - tłumaczył funkcjonariuszom CBA. Gdy jego "awans" się opóźniał, obniżył wymagania. Rozumiał, że trudno odwołać A.Sutkowskiego, gdyż był on radnym sejmiku i zawarł w tej sprawie porozumienie z radnymi PO. Miesiące mijały, a sprawa kariery Marka T. wciąż tkwiła w punkcie wyjścia, więc działacz zdecydował, że zadowoli się stanowiskiem zastępcy dyrektora. Mówił, że ostatnia rozmowa z ministrem na ten temat miała miejsce w siedzibie PSL w Warszawie i że został odesłany do szefa gabinetu politycznego. Kontaktował się z nim, złożył wymagane papiery i "przeczuwał, że konkurs wygra". Tak też oczywiście się stało. Został zatrudniony na czas określony, do końca września 2008 roku i gdy termin dobiegał końca, zasugerowano mu, że możliwe jest przedłużenie umowy, ale nie zgodził się na to, bo nie mógł znieść "atmosfery, która była niezdrowa w związku z prowokacją medialną".
Przypomnijmy, że o Marku Trębickim stało się głośno w 2008 r., kiedy przyznał on, że pracę w Agencji Rynku Rolnego dostał dzięki protekcji ministra rolnictwa Marka Sawickiego. Sam minister do znajomości się przyznaje, ale żadnego „załatwiania” sobie nie przypomina. Trębicki przed ponad trzema laty musiał odejść z ARR, ale szybko znalazł pracę w białostockim WORD-zie na stanowisku zastępcy swego PSL-owskiego kolegi. Tak się załatwia pracę kolesiom a Sądy i Prokuraturę można oszukać tak jak to zrobił były minister rolnictwa - również działacz PSL. Sprawiedliwości musi stać się zadość przecież żyjemy w Państwie prawa!
Dodaj ogłoszenie