Afera taśmowa. Służby nagrały rozmowę Donalda Tuska z Janem...

    Afera taśmowa. Służby nagrały rozmowę Donalda Tuska z Janem Kulczykiem? ABW zaprzecza [VIDEO]

    Leszek Rudziński AIP

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Byli funkcjonariusze tajnych służb, m.in. ABW, zwani "grupą wiedeńską" oferowali dostęp do nagrań wśród których ma się znajdować m.in. rozmowa ówczesnego premiera Donalda Tuska z biznesmenem Janem Kulczykiem – poinformowała w czwartek "Gazeta Wyborcza". Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zaprzecza doniesieniom dziennika.
    Według GW Tusk rozmawiał z Kulczykiem w willi premiera przy ul. Parkowej w Warszawie w pierwszej połowie 2014 r. Catering miała zapewniać w tym czasie restauracja "Sowa i przyjaciele" - ta sama, w której dokonano poprzednich podsłuchów. Jednak były rzecznik rządu Paweł Graś, który organizował Spotkanie Kulczyka z Tuskiem zapewnia, że obsługa była z ulicy Parkowej. Potwierdza jednak sam fakt spotkania Tuska z Kulczykiem.


    TVN24/x-news


    Według dziennika Jan Kulczyk miał zabiegać o poparcie w kwestii planowanej budowy mostu energetycznego między Ukrainą a Unią Europejską. Obawiał się przy tym prowokacji ze strony Rosji i miał być w stałym kontakcie z ABW, które miało go od niej chronić. Po wybuchu afery taśmowej Kulczykowi grożono ujawnieniem taśm – dodaje dziennik. Z tajnej części akt wynika, że już po wybuchu afery podsłuchowej biznesmen zawiadomił ABW, że "jednym z inspiratorów nagrań mógł być jego dawny współpracownik, mieszkający w USA działacz polonijny", z którym zerwał współpracę, podejrzewając, że jest przez niego oszukiwany- informuje Wyborcza.

    Zdaniem dziennikarzy, "byli funkcjonariusze tajnych służb dysponują 700 godzinami nagrań, które można odsłuchać w stolicy Austrii – stąd nazwa ,,grupa wiedeńska”. Z tajnych akt śledztwa ws. afery podsłuchowej ma też pochodzić notatka CBA o dwóch byłych oficerach ABW, którzy mieli pośredniczyć w handlu nagraniami – jeden z nich to kpt. Bogusław T. z delegatury we Wrocławiu. Prowadził sprawę biznesmena Marka Falenty, który miał zlecić podsłuchiwanie polityków, a następnie dla niego pracował.

    Rzecznik prasowy Agencji płk Maciej Karczyński powiedział na antenie TVN24, że "nie jest prawdziwy wątek rzekomego udziału oficerów Urzędu Ochrony Państwa lub ABW" opisany w gazecie. Zapewnił, że każda informacja w sprawie tzw. afery podsłuchowej jest na bieżąco sprawdzana, a wszystkie ustalenia przekazywane prokuraturze. Ze względu na tajność materiałów nie chciał odpowiadać na inne pytania.

    O pomocy państwa w interesach Kulczyka biznesmen miał rozmawiać także z prezesem Najwyższej Izby Kontroli, byłym ministrem sprawiedliwości Krzysztofem Kwiatkowskim. Do takiego spotkani doszło 10 czerwca 2014 r., o czym poinformował, zaraz po wybuchu afery podsłuchowej, rzecznik NIK Paweł Biedziak.

    W czwartek Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga poinformowała, że zamyka śledztwo w sprawie afery podsłuchowej, a we wrześniu akt oskarżenia w sprawie nielegalnego nagrywania polityków i biznesmenów w znanych warszawskich restauracjach trafi do sądu.

    Afera taśmowa wybuchła w 2014 r., gdy tygodnik ,,Wprost” opublikował stenogramy z nielegalnych posłuchów polityków i ludzi biznesu. Nagrań dokonywano w warszawskich restauracjach od lipca 2013 r. do czerwca 2014 r. Dwóch biznesmenów, w tym Marek Falenta oraz dwaj pracownicy restauracji usłyszeli zarzuty dotyczące współudziału w nieuprawnionym zakładaniu i posługiwaniu się urządzeniem nagrywającym oraz ujawnieniu utrwalonych rozmów innym osobom. Grozi za to do dwóch lat więzienia. Marek Falenta nie przyznał się do tych zarzutów i zapewnia, że jest niewinny.

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    W związku z ciszą wyborczą komentarze zostały wyłączone, zapraszamy z powrotem w niedzielę wieczorem.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo