Afera podsłuchowa w pigułce, czyli o tym warto wiedzieć

Dorota Kowalska
Polityczną cenę za aferę taśmową zapłacił Bartłomiej Sienkiewicz, któremu wcześniej wróżono wielką karierę
Polityczną cenę za aferę taśmową zapłacił Bartłomiej Sienkiewicz, któremu wcześniej wróżono wielką karierę Fot. Bartek Syta
Od wybuchu afery podsłuchowej minęło już ponad pół roku i wciąż poznajemy nowe fakty. Nagrań ze spotkań przybywa, a jak donoszą ostatnio media, obok poważnych rozmów kelnerzy podsłuchiwali także kochanków.

A jak afera
"Kontrowersyjna sprawa w mediach o dużym zasięgu (w porównaniu z podobnym skandalem). Na wzór afery Watergate nazwy niektórych afer tworzy się, dodając słowo »gate« (z ang. dosłownie »brama«), np. Rywingate, Orlengate, Begergate. Mimo że Watergate jest nazwą miejsca (kompleksu w Waszyngtonie), fragment »gate« jest używany jako formant słowotwórczy. Zabieg taki zyskał popularność w Polsce w ostatnich latach, a zaczerpnięty został z amerykańskiej publicystyki. Aferę »rozporkową« w USA ochrzczono mianem »Zippergate« lub »Monicagate« (od imienia Moniki Lewinsky), a aferę związaną z dostarczaniem broni do Iranu - »Irangate«. Tyle o słowie "afera" możemy wyczytać w Wikipedii. W Polsce rzeczywiście w afery obrodziło. Ostatnia, o której głośno od kilku miesięcy, to ta podsłuchowa. Podsłuchowa, bo związana z podsłuchiwaniem polityków, biznesmenów, celebrytów. Skandal wybuchł 14 czerwca 2014 r. po publikacji w tygodniku "Wprost" stenogramów z nielegalnie podsłuchanych rozmów polityków. Na początku mówiło się, że podsłuchanych konwersacji jest kilka, z czasem ich liczba rosła, podobnie jak liczba tych, którzy dali się nagrać.

B jak bohaterowie
Łukasz N. i Konrad L., dwaj kelnerzy pracujący w dwóch znanych warszawskich restauracjach. Łukasz N. to właściwie menedżer restauracji Sowa & Przyjaciele. Miła aparycja: szczupły, uśmiechnięty, wysportowany. Klienci go lubili, podobno był ujmujący, a przy tym profesjonalny i dyskretny. Podobnie mówią o Konradzie L., kelnerze z restauracji Amber Room w Pałacu Sobańskich w Warszawie. Obaj twierdzą, że nagrywali na polecenie biznesmena Marka Falenty. W sprawie pojawia się też nazwisko Krzysztofa Rybki, szwagra Falenty, który miał o podsłuchach widzieć, a potem pomóc w przekazaniu nagrań tygodnikowi "Wprost".

C jak CBA
W całej aferze przewija się nazwisko Pawła Wojtunika, szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego. On też dał się nagrać kelnerom podczas swojej rozmowy z Elżbietą Bieńkowską, wówczas wicepremier rządu. Przed publikacją nagrań przyszedł do niego Sylwester Latkowski, redaktor naczelny "Wprost", i prosił o kontakt z Bartłomiejem Sienkiewiczem. Wojtunik miał dzwonić do ministra spraw wewnętrznych, ale ten nie miał ochoty na spotkanie z Latkowskim. Dużo mówi się też o związkach Marka Falenty ze służbami specjalnymi, biznesmen miał być informatorem delegatury biura CBA we Wrocławiu i miał przekazywać oficerom sprawozdania z rozmów polityków z biznesmenami. Ostatnio o CBA w kontekście afery podsłuchowej zrobiło się głośno kilka dni temu, bo oto Centralne Biuro Antykorupcyjne natrafiło na kolejne nagrania podsłuchiwanych rozmów. Zapisy z 11 spotkań przekazano prokuratorowi generalnemu. Ponoć biuro natrafiło na ten skarb podczas badania innej sprawy korupcyjnej niemającej związku z aferą taśmową.

F jak Falenta
Marek Falenta to mózg afery podsłuchowej - przynajmniej tak twierdzą śledczy. Pochodzący z Lubina absolwent Wydziału Zarządzania i Marketingu Wyższej Szkoły Menedżerskiej w Legnicy na rynku pojawił się w 1997 r. jako specjalista od majątku trwałego w KGHM. Potem, jak pisze "Forbes", razem z dwoma kolegami utworzył spółkę Electus zajmującą się wykupywaniem długów od samorządów i szpitali publicznych. Po sześciu latach sprzedał Electusa za 450 mln zł Domowi Maklerskiemu IDMSA. W 2010 r. utworzył fundusz Falenta Investment i zajął się projektami innowacyjnymi. Ponoć posiada kontrolne pakiety akcji blisko 30 spółek, jedna z nich to notowana na warszawskiej giełdzie ZWG, jeden z najnowocześniejszych w Europie producentów wyrobów gumowych i gumowo-metalowych. Już obsługuje: KGHM, Bogdankę, Jastrzębską Spółkę Węglową, Katowicki Holding Węglowy i Kompanię Węglową. Na fali planów konsolidacji polskiego rynku usług dla górnictwa natknął się na SkładyWęgla.pl. Kupił 40 proc. jego udziałów. I co dzieje się dalej? "Działalność SkładówWęgla.pl budzi niepokój lobby górniczego i rządu. Premier Donald Tusk na spotkaniu w Katowicach obiecuje, że żadna kopalnia nie zostanie zamknięta i że będzie się starał »ograniczyć nieuczciwy import«. Rząd myśli m.in. o zaostrzeniu norm zanieczyszczenia węgla, co ma uderzyć w surowiec zza wschodniej granicy. W mediach pojawiają się materiały o tym, że rosyjski węgiel jest wprawdzie tańszy, ale gorszej jakości. Tusk zleca też szefowi MSW Bartłomiejowi Sienkiewiczowi sprawdzenie, czy w sieciach sprzedaży surowca nie dochodzi do nieprawidłowości. Rząd myśli również o utworzeniu państwowej firmy sprzedaży węgla, która zmonopolizuje rynek i będzie kontrolować ceny. 3 czerwca 2014 r. policja zatrzymuje w Bydgoszczy dziesięciu menedżerów SkładówWęgla.pl. Zarzuty: oszustwa, wyłudzanie podatku VAT i pranie brudnych pieniędzy na łączną kwotę ponad 85 mln zł. Paraliżuje to działalność spółki" - pisze Wojciech Chuchnowski w "Gazecie Wyborczej". Falenta jest wściekły i postanawia się zemścić. O tym, w jaki sposób, będzie troszkę dalej.

L jak liczby
Jak podaje tygodnik "Do Rzeczy", Łukasz N. i Konrad L. nagrali w sumie około 100 osób. Kelnerzy nagrywali od lipca 2013 do czerwca 2014 r. Zarobili na swojej robocie ok. 120 tys. zł, czyli na głowę wychodzi po 60 tys. zł.

N jak nagrani
Stu nazwisk wymieniać nie będziemy. Wystarczy powiedzieć, że to politycy, ale też biznesmeni z pierwszych stron gazet. Pierwsza polityczna liga. Cezary Gmyz w "Do Rzeczy" napisał ostatnio, że według akt śledztwa kelnerzy nagrywali czołowych przedstawicieli PO, PSL i SLD. "Lista tych, którzy zostali podsłuchani, robi ogromne wrażenie" - pisze Gmyz. Są na niej ministrowie, parlamentarzyści, lobbyści oraz członkowie zarządów największych polskich firm, oczywiście prezesi. Większość z nich to osoby związane z rządzącym obecnie układem. Jedynym wyjątkiem jest europarlamentarzysta PiS Janusz Wojciechowski. "To, co mówią kelnerzy, powinno zmieść PO, PSL i SLD ze sceny politycznej" - napisał Gmyz na Twitterze.

H jak hipotezy
Nielegalne nagrania ważnych osób w państwie miały obalić rząd Donalda Tuska, a sprawcy mieli dostać "nagrodę od PiS", gdy dojdzie on do władzy, tak przynajmniej ma wynikać z zeznań kelnerów, do których dotarła "Gazeta Wyborcza". Wojciech Czuchnowski, dziennikarz "GW", pisze, że kelnerzy twierdzą, iż pracowali na zlecenie biznesmena Marka Falenty. Nagrania miały początkowo posłużyć Falencie do celów biznesowych oraz do "gry ze służbami specjalnymi". Jednak po uderzeniu prokuratury w jego firmę SkładyWęgla.pl latem 2014 r. , biznesmen postanowił się zemścić i użyć podsłuchów do obalenia rządu i szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza. Jak pisze dalej "Wyborcza", kelnerzy zeznali, że po wybuchu afery podsłuchowej Falenta miał ich uspokajać, że dostaną "nagrodę od PiS", bo ma tam "dobre kontakty", a partia ta przejmie władzę "po przewrocie". Czuchnowski zwraca jednak uwagę, że informacje o kontaktach Falenty z PiS są wątpliwe - do ludzi związanych z partią Kaczyńskiego biznesmen zgłosił się dopiero trzy miesiące po wybuchu afery. Ale zaraz na początku podsłuchowego skandalu hipotez było przynajmniej kilka. ABW podtrzymywała, że za nagraniami i ujawnieniem podsłuchów stoją rosyjskie służby specjalne. Donald Tusk mówił wtedy nawet o "scenariuszu pisanym nie wiadomo jakim alfabetem" i zwracał uwagę na powiązane z Rosją lobby węglowe i gazowe. Inna z hipotez zakładała, że nielegalne podsłuchy zorganizowali ludzie polskich służb specjalnych, którzy chcieli wysadzić z siodła, a raczej z fotela ministra Bartłomieja Sienkiewicza.

I jak inwigilacja
Może dlatego Bartłomiej Sienkiewicz miał powołać tajną grupę, która sprawdzała, czy za aferą podsłuchową stoją byli szefowie Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Biura Ochrony Rządu oraz urzędujący szef CBA. Grupa specjalna miała używać nielegalnych podsłuchów, śledzić, inwigilować. - Sugestie, że za moją zgodą lub współudziałem były podejmowane nielegalne działania wobec innych osób, mijają się z prawdą - oświadczył z kolei Bartłomiej Sienkiewicz. Ale sprawą i tak zajęła się prokuratura.

J jak jedzenie
Restauracja Amber Room w Warszawie to jeden z najdroższych lokali w stolicy. Więc tabloidy z animuszem ruszyły do studiowania menu. Wyszło, że politycy bynajmniej nie oszczędzają na jedzeniu i piciu, zwłaszcza jeśli płacą za nie służbową kartą. "Na spotkaniu Sikorskiego z Rostowskim szef MSZ zaproponował do posiłku wino za 700 złotych. (…) Sikorski zamówił zupę z dyni i krwistą polędwicę wołową. Tych smakołyków nie ma już w menu Amber Room, ale zupa w tej knajpie kosztuje około 28 złotych, a inaczej przyrządzona polędwica około 89 złotych. Dwudaniowy obiad kosztował więc Sikorskiego 117 złotych. Rostowski zamówił foie gras i comber z królika. Foie gras Rostowskiego kosztuje 69 złotych, królika w tej chwili w Amber Room nie podają, ale jego cenę można szacować na około 80 złotych" - podsumował "Fakt".

K jak knajpy
Polityków i biznesmenów podsłuchiwano w Amber Room i w Sowa & Przyjaciele, przynajmniej o tych dwóch restauracjach mówi prokuratura. Media podają jednak, że mogło chodzić nie o dwie, a o pięć restauracji w Warszawie, oczywiście modnych wśród politycznych i biznesowych elit. Żeby było ciekawiej, polityków i biznesmenów podsłuchiwano w tzw. VIP roomach, czyli pomieszczeniach, w których goście powinni czuć się bezpiecznie, w każdym razie takie jest ich przeznaczenie. Może dlatego wielu polityków się w nich nie spotyka w myśl stwierdzenia: najciemniej pod latarnią.

P jak przecieki
Afera podsłuchowa to łakomy kąsek dla mediów. Może dlatego prokuratura wszczęła śledztwo i chce ustalić, kto przekazał dziennikarzom protokoły wyjaśnień podejrzanych i zeznań świadków ze śledztwa ws. afery taśmowej, bo publikowały je przynajmniej trzy gazety. - Uznaliśmy, że mamy do czynienia z uzasadnionym podejrzeniem popełnienia przestępstwa. Chodzi o bezprawne rozpowszechnianie materiałów ze śledztwa w sprawie nielegalnego nagrywania polityków i biznesmenów - tłumaczy Dariusz Korneluk, szef Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie.

R jak rozmowy
Politycy i biznesmeni nie przebierali w słowach. Język, jakim się posługiwali, wprawił w osłupienie tych, którzy wierzyli, że posługują się tylko taką polszczyzną jak w studiu telewizyjnym. Tematy rozmów też były ciekawe. Bartłomiej Sienkiewicz z Markiem Belką dyskutowali o finansowaniu deficytu budżetowego przez NBP i odwołaniu ówczesnego ministra finansów Jacka Rostowskiego. Podczas rozmowy Sienkiewicz zauważył: "Polskie Inwestycje Rozwojowe są, niestety, jak to się górnolotnie nazywa i bardzo eufemistycznie… Ich po prostu nie ma. To ch..., du… i kamieni kupa". Sławomir Nowak z Andrzejem Parafianowiczem rozprawiali o kontroli skarbowej prowadzona u żony Nowaka. Radosław Sikorski i Jacek Rostowski biesiadowali i spiskowali. Sikorski nie ukrywał, co myśli o współpracy polsko-amerykańskiej. Jan Kulczyk z Pawłem Grasiem miał rozmawiać o przejęciu przez Kulczyka firmy Ciech SA na warunkach stawianych przez Kulczyka. Z Janem Krzysztofem Bieleckim na temat możliwości dotarcia przez jednego z najbogatszych Polaków do grona zaufanych ludzi ówczesnego premiera Donalda Tuska. Miller z Kwaśniewskim ponoć szeptali o więzieniach CIA, ale miało być też o aferze Rywina. "Politycy byli wystraszeni, mówili cicho i ustalili wspólną wersję, gdyby ktoś ich o więzienia pytał. Pytali się wzajemnie, czy któryś z nich podpisywał jakieś dokumenty i czy są one do odzyskania. Ustalili pomiędzy sobą, że w razie czego, to znaczy, gdyby ktoś ich pytał, czy jakieś fakty pamiętają z tamtego okresu, to oni nic nie wiedzą. Zastanawiali się, czy i kto mógł robić jakieś notatki w tamtym okresie i czy jest sposób na dotarcie do tych dokumentów. Próbowali sobie przypomnieć, z kim rozmawiali, z kim się spotykali, co się wtedy wydarzyło" - miał zeznać Łukasz N. Przynajmniej tak napisał ostatnio "Wprost". I tak moglibyśmy wymieniać w nieskończoność.

S jak Sienkiewicz Bartłomiej
Miał być wielką nadzieją polskiej polityki. Inteligentny, błyskotliwy, nigdy w pierwszym politycznym rzędzie. Jego nominacja na szefa ministerstwa spraw wewnętrznych była sporym zaskoczeniem, ale Sienkiewicz był niewątpliwie człowiekiem doskonale przygotowanym do pełnienia tej funkcji. Miał za sobą drogę analityka Urzędu Ochrony Państwa, był też współtwórcą - i przez lata wicedyrektorem odpowiedzialnym za Wschód - Ośrodka Studiów Wschodnich. Od 10 lat prowadził specjalizowaną działalność biznesową - zajmował się konsultingiem m.in. w energetyce. Dużo publikował. Ale lekko nie miał. Krytykowany za złe zabezpieczenie Marszu Niepodległości, za mało skuteczną walkę ze środowiskami skinheadowskimi, wreszcie za to, że wiele obiecuje, z czego niewiele wynika, jakoś się trzymał. Sienkiewicza położyła afera podsłuchowa. Kiedy to okazało się, że kilku kelnerów dość skutecznie podsłuchiwało najważniejszych polityków w państwie i wpływowych biznesmenów. Sam szef MSW też dał się podsłuchać. I co tu dużo mówić, pewnie wolałby, aby te nagrania nigdy nie ujrzały światła dziennego. Koniec końców nadzieja polskiej odeszła z polityki i jest na razie jedyną polityczną ofiarą afery.

Z jak zdrady
Jak podał kilka dni temu "Super Express", w restauracji Sowa & Przyjaciele, gdzie podsłuchiwano ludzi polityki i biznesu, nagrano także sekstaśmy. A jakże! Ponoć w lokalu znajdowało się specjalne pomieszczenie, do którego nikt nie mógł zaglądać. Kelnerzy tylko wtedy, kiedy specjalnym urządzeniem ich przywołano. Ale ten pokój również był podsłuchiwany, a do nagrywania użyto pendrive'ów z mikrofonem, które oczywiście umiejętnie chowano. Czasami podsłuchy chowano za butelkami albo sprzętem grającym. Na jednej z taśm jest ponoć jest jakaś piękna bizneswoman uprawiająca seks ze znanym lobbystą. Na jeszcze innej - znany minister z koleżanką. Najpewniej nagrane są również prostytutki. Cóż, jest się czego bać.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

r
roky
Problem jest taki, ze nie musisz byc baronem narkotykowym, zeby ktos chciał wykorzystac coś przeciw Tobie. Ludzie coraz czesciej prowokują, zeby nagrac i skorzystac. Ja mam w biurze szumidło i nie musze sie stresować, kupiłem również w popularnym teraz spyshop
Dodaj ogłoszenie