Adam Bodnar: Moja misja na stanowisku RPO? Zlikwidować w Polsce problem bezdomności

Anita CzuprynZaktualizowano 
Wątpliwość, jaką mam, dotyczy tego, czy nowy Kodeks karny będzie służył bogatym. Daje on niezwykłe możliwości osobom, które mają zasobną kieszeń - mówi Adam Bodnar, kandydat na rzecznika praw obywatelskich.

Próbuje Pan ocenić swoje szanse na zostanie rzecznikiem praw obywatelskich?
Staram się o tym nie myśleć. Na początku traktowałem to bardziej w kategoriach spowodowania debaty na temat instytucji rzecznika praw obywatelskich. Czyli poprzez wystawienie siebie jako kandydata, nawet przy wsparciu mniejszościowym, spowoduję, że będzie dyskusja o tym, czym jest urząd RPO, w którym kierunku powinien podążać, jak powinien funkcjonować, czy odpowiada na potrzeby obywateli, czy też nie. Ale zaskoczyły mnie dwie rzeczy.

Jakie?
Skala poparcia organizacji pozarządowych, pod której wpływem Platforma Obywatelska również zdecydowała się mnie poprzeć. Cieszy mnie także jednoznaczne poparcie SLD i grupy posłów niezrzeszonych.

Jest Pan kandydatem koalicji PO-PSL i SLD.
Nie jestem kandydatem PSL. Widziałem się z premierem Januszem Piechocińskim, ale ostatecznie nie przemieniło się to w poparcie.

Co mu się w Panu nie spodobało?
Byłem bardzo zadowolony z tego spotkania. Byłem pozytywnie zaskoczony tym, że na spotkaniu z panem premierem usłyszałem wykład na temat konstytucyjnej roli rzecznika.

Powiedział, dlaczego Pana nie poprze?
Spotkanie odbyło się 9 czerwca, a tydzień później, gdy mijał termin zgłaszania kandydatów, premier Piechociński miał polityczne zamieszanie związane z wyborem Rady Krajowej w PSL. Jak rozumiem, rzecznik praw obywatelskich to nie był wtedy dla niego najważniejszy temat. Ale później, odnoszę wrażenie, że inne osoby z PSL mogły stwierdzić, że mam, być może, zbyt wyraziste poglądy i z tego powodu nie chcą mnie popierać. Żałuję, że nie mogłem się spotkać z klubem parlamentarnym PSL i na ten temat porozmawiać.

Wspomnienia z dzieciństwa to pomoc przy zbiorze truskawek czy ziemniaków. Nie lubiłem tego, ale pomagać trzeba było

Wyraziste poglądy znaczy radykalne?
Właśnie nie. Ukazał się wywiad, jaki przeprowadził ze mną Robert Mazurek, a wywiady Mazurka mają swój rytm, charakter i dynamikę. Jeżeli dyskutowaliśmy z panem Mazurkiem długo na tematy ideologicznie wrażliwe, to nie znaczy, że różne aspekty i niuanse tej rozmowy zostały odtworzone w tej rozmowie. Ale wydźwięk tego wywiadu był taki, jakbym miał strasznie skrajne poglądy. A nie mam. Myślę, że moje poglądy są spokojnie gdzieś na poziomie przeciętnego polityka Partii Konserwatywnej w Wielkiej Brytanii.

PO Pana osobą chce przyciągnąć lewicowych wyborców?
Nie chciałbym dyskutować o motywacji Platformy Obywatelskiej. Mam nadzieję, że PO docenia pracę, jaką wykonuję od 10 lat na rzecz praw człowieka. Jakie są motywacje polityczne - wydaje mi się, że to nie jest temat dla mnie.

Co się Panu nie podoba w działaniach pani rzecznik praw obywatelskich prof. Ireny Lipowicz?
To dla mnie niezwykle delikatny temat i moje starania chciałbym przeprowadzić w pozytywnej atmosferze. Aczkolwiek czasami trudno jest, gdy są zadawane pytania i przedstawiany określony program, nie odnosić się do działalności pani profesor. Chciałbym mówić w kategoriach, co można zrobić inaczej albo w jaki sposób zrobić pewne rzeczy, by osiągnąć większy skutek. Taka sfera, która mogłaby ulec wzmocnieniu w działalności rzecznika, to kwestia prowadzenia spraw sądowych. Rzecznik ma wiele instrumentów - od wniosków do Trybunału Konstytucyjnego poprzez wnioski o ujednolicanie orzecznictwa po przystępowanie do spraw sądowych czy kasacje w sprawach karnych. A to jest coś, czym się zajmuję w Fundacji Helsińskiej od początku mojej pracy w niej.

Jak Pana zdaniem wygląda nasz kraj, jeśli chodzi o przestrzeganie praw człowieka, obywatela? Dojrzała demokracja czy państwo reżimowe, jak nazywa je część społeczeństwa?
Trudne pytanie. Gdybym podchodził do niego czysto subiektywnie i wymieniał różne sprawy z praktyki fundacji helsińskiej, to nie wyglądałoby to najlepiej. Ale można do tego podejść obiektywnie, opierając się na raportach organizacji międzynarodowych, orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, na takich wskaźnikach, które można porównywać z innymi państwami europejskimi. Jest kilka sfer funkcjonowania państwa, gdzie, myślę, nie mamy się czego wstydzić, jesteśmy państwem demokratycznym bez większych zastrzeżeń. To są takie sfery jak wolność organizowania pokojowych zgromadzeń. Zdarzają się czasem sytuacje, w których interweniujemy, ale po tym, jak Sejm przyjmie nowy projekt prawa o zgromadzeniach, to nie będziemy mieli problemów ustawowych. Kolejna sprawa - wolność słowa. Jesteśmy obecnie na 18. miejscu w rankingu Reporterów bez Granic. Wolność zrzeszania się, tworzenia organizacji, stowarzyszeń, fundacji, związków pracodawców i pracowników - ze świecą szukać problemów. Prawie nie mamy w Polsce problemów z wolnością sumienia i wyznania. Ale dla mnie problemem, gdzie mam wątpliwość z oceną, jest przemoc policji. Z jednej strony poświęcam temu dużo czasu i uważam, że trzeba maksymalnie wyeliminować ten problem, ale z drugiej - ostatnio była historia w Olsztynie, gdzie policja sama poprzez swoje biuro spraw wewnętrznych zorganizowała prowokację i zatrzymała policjantów, którzy stosowali przemoc. Trudno więc powiedzieć, że jest totalnie źle, kiedy sama policja ma metody, mechanizmy, struktury, które potrafią oczyszczać szeregi.
A czy mamy przepisy, które rażąco godzą w prawa człowieka i obywatela i należy je zmienić?
Uważam, że problem nie tkwi aż tak bardzo w przepisach i w tym, że jakieś konkretne przepisy ingerują w prawo wolności jednostki, tylko raczej problem tkwi w tym, czego w tych przepisach nie ma albo gdzie należałoby zwiększyć ochronę prawa. To, co można by naprawić, i to powinna być misja rzecznika, aby poprawił to na poziomie ustawodawczym, ale także komunikacyjnym, to dostępność różnych środków zaskarżenia. Chodzi mi o takie sytuacje, jak skarga na przewlekłość postępowania sądowego, która jest stosowana, ale można by poprawić jej skuteczność. Mamy ustawę o pozwach zbiorowych, ale bardzo trudno jest doprowadzić do pomyślnego zakończenia jakiejkolwiek sprawy na jej podstawie. Nie mamy procedury odpowiedzialności odszkodowawczej za bezkarne oskarżenie - przez wiele lat można pozostawać oskarżonym, a w przypadku uniewinnienia nawet nie usłyszy się przepraszam od prokuratury, nie wspominając o odszkodowaniu. A druga sfera to kwestia praw socjalnych. Mamy w konstytucji cały rozdział o prawach socjalnych, jak się go czyta, to można mieć wrażenie, że powinno nam się dobrze żyć, tymczasem mamy mnóstwo osób bezdomnych, mamy problem z realizacją prawa do ochrony zdrowia, do zabezpieczenia społecznego, z poszanowaniem praw osób niepełnosprawnych, które otrzymują różne świadczenia od państwa, i tu jest ważna rola rzecznika, aby przekonywać państwo do tego, by te prawa były lepiej realizowane.

Zabranie przez policjanta prawa jazdy nie jest działaniem bezprawnym?
Uważam, że akurat ta procedura nie jest najlepsza, ponieważ mogą być sytuacje, aby poddać to ocenie. Po pierwsze, ze względu na błędy urządzenia radarowego - wszyscy wiemy, że te błędy się zdarzają, po drugie, to jest na tyle dolegliwe, że powinna nad tym być kontrola sądowa, szybka ścieżka sądowa.

Urząd RPO potrzebuje nowego ducha i nowej energii - to Pana słowa. Jaki ma być ten nowy duch i nowa energia?
Przede wszystkim chodziłoby mi o to, i widzę tu wyraźną potrzebę, rzecznik musi być obecny w całej Polsce.

Postuluje Pan okrągłe stoły w każdym województwie. Jakie problemy lokalnie dotykają obywateli, jeśli chodzi o ich prawa?
Pozwoli pani, że dokończę myśl. To duży wysiłek, by rzecznik odbywał regularnie, jak zaplanowałem, 16 spotkań z organizacjami pozarządowymi, wyciągnąć z tego wnioski i wziąć pod uwagę to, co te organizacje mówią. To wymaga energii. W biurze rzecznika pracuje dużo specjalistów, część z nich oczywiście znam, stykamy się w działaniach na rzecz praw człowieka od wielu lat i wydaje się, że jeżeliby z nimi odpowiednio współpracować, można by wydobyć duży potencjał zmian; można wręcz wiele z tych osób uczynić swoistymi ambasadorami poszczególnych zagadnień, którzy by częściej pojawiali się w mediach, wzmacniali komunikacyjną siłę rażenia biura RPO. Stąd się bierze to pojęcie nowej energii. A nowy duch? Ostatnie wybory prezydenckie pokazały, że jest w społeczeństwie oczekiwanie na inne spojrzenie na różne rzeczy.

Wybory pokazały, że ludzie nie kierują się w stronę lewicowych poglądów.
Widzę to inaczej. Wybory pokazały kryzys zaufania do organów państwa, do tego, że obywatel często jest pozostawiany sam sobie ze swoimi problemami i trudno jest mu rozwiązywać sprawy dnia codziennego. Co się przekłada także na sytuację z zakresu ochrony praw jednostki. Weźmy prosty przykład: przemoc policji. Teoretycznie są instrumenty dochodzenia odpowiedzialności państwa za przemoc policji, a tak naprawdę w praktyce jest to droga przez mękę, zarówno jeśli chodzi o uzyskanie odszkodowania, jak i tego, że funkcjonariusze faktycznie odpowiedzą. Dla wielu organizacji pozarządowych, lokalnych aktywistów ważnym tematem jest dostęp do informacji publicznej. Teoretycznie jest, ale gdy chce się z tego skorzystać, to się okazuje, że urząd gminy czy wojewoda używa różnych mechanizmów, byleby tylko informacji nie udzielić. W ramach działalności w Fundacji Helsińskiej dużo podróżuję i jeśli się przyjrzymy chociażby zachodniej Polsce, to widać, że tam są mocne problemy związane z władzą rodzicielską, kontaktami z dziećmi, zjawiskiem eurosieroctwa, z pracą emigracyjną. Z tego tytułu następuje rozluźnienie więzi społecznych. Jest mniejsze przywiązanie do tradycji. I to inne problemy niż te, które mają mieszkańcy wschodniej Polski, gdzie jest dużo emigrantów, pojawiają się zjawiska dyskryminacyjne, rasistowskie.

Jeśli już Pan wspomina władzę rodzicielską, to Pan jest za ograniczaniem prawa rodziców do wychowywania dzieci? Takie zarzuty się pojawiają.
Wiem, że ktoś mi coś takiego zarzucił, ale nie wiem, skąd się wziął taki pogląd. Rozumiem, że w kontekście mojej osoby pojawiają się teraz różne komentarze, ale nie wszystkie odpowiadają prawdzie. Absolutnie nie jestem za ograniczaniem prawa rodziców. Jeśli chodzi akurat o ten temat, to w ostatnim czasie byłem zaangażowany w kilku sprawach, gdzie ojcowie nie mieli kontaktu z dziećmi po rozwodzie. To jeden z najpoważniejszych problemów z zakresu relacji i praw dziecka i, można powiedzieć, z zakresu funkcjonowania państwa. Sam jestem ojcem dwójki dzieci i uważam, że to jest konstytucyjne prawo rodziców do wychowywania własnych dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami, wiarą, światopoglądem, mieć z nimi kontakt. To fundament dla każdego rodzica.
Obrączki Pan nie nosi.
Jestem rozwiedziony. Ale z dziećmi staram się spędzać tyle czasu, ile się tylko da.

Rzecznika praw obywatelskich powinny cechować: wysoki autorytet, walory moralne i wrażliwość społeczna. Jak te cechy kształtowały się u Pana? Z jakiego domu Pan pochodzi ?
Pochodzę z domu, w którym rodzice ciężko pracowali. Mama w moich rodzinnych Gryficach była urzędnikiem gminy, ojciec - mechanikiem, zaopatrzeniowcem, kierowcą. Prócz tego, że pracowali zawodowo, to mieli zawsze trochę ziemi i moje wspomnienia z dzieciństwa to pomoc przy zbiorze truskawek, buraków czy ziemniaków. Nie lubiłem tego, ale pomagać trzeba było. Z domu wyniosłem przede wszystkim kult pracy, rzetelność. Moim obowiązkiem było się dobrze uczyć. Moje pokolenie było pokoleniem nastawionym na sukces, a edukacja była tym kluczem do osiągnięcia sukcesu. Piękną diagnozę pokoleniową przedstawiła Paulina Wilk w książce "Znaki szczególne". Byłem jedyną osobą ze szkoły, która zdecydowała się na studiowanie prawa w Warszawie. Dla większości była to odległa wizja. Dla moich rodziców był to spory wysiłek finansowy, ale rodzice, podobnie jak i ja byli zdania, że jeśli już studiować, to coś konkretnego. "Coś synku, po czym będziesz miał zawód" - takie było myślenie.

Wybrał Pan prawo zamiast nautologii.
Miałem fantastycznego nauczyciela od fizyki, który założył klub Ligi Morskiej. Spotykaliśmy się, śpiewaliśmy szanty, a on potrafił zorganizować rejs "Henrykiem Rutkowskim" (teraz ten żaglowiec nazywa się "Kapitan Głowacki"). Opłynęliśmy Danię, Szwecję, Bornholm. Z tego wzięły się moje zainteresowania, a geografią zawsze się interesowałem. Ale czy chciałem być marynarzem i iść do Akademii Morskiej? To mnie aż tak nie kręciło.

Wychował się Pan w wierzącym domu?
Wierzącym, mówiąc kolokwialnie, na pół gwizdka. Mam wszystkie możliwe sakramenty, świadectwa religijne, ale chyba wiara nie była fundamentem tego domu. Mama jest religijna, ale to nie był katolicki, tradycyjny dom. Na Pomorzu Zachodnim mieszka ludność napływowa, gdzie podejście do tradycji jest trochę inne. Mama pochodzi z Kielecczyzny, ojciec przesiedlony w ramach akcji "Wisła". Tam wszyscy, którzy przyjeżdżali, byli wyrwani z korzeni. Mało pamiętam dziadków, nie miałem z nimi dużego kontaktu.

Wróćmy do Pana kandydowania na rzecznika praw obywatelskich. Pokazał Pan, że potrafi być skuteczny. No i zajmował się głośnymi sprawami: Paradą Równości, kiedy zakazał jej prezydent Lech Kaczyński, Alicją Tysiąc czy rodziną Wojnarowskich.
Dlaczego akurat te sprawy pani wymieniła?

Bo były głośne i kontrowersyjne, po obu stronach miały przeciwników i zwolenników.
Akurat te sprawy to jakieś pięć procent mojej pracy. Mieliśmy mnóstwo spraw dziennikarskich, o wolność słowa, przemoc policji, o standardy w więzieniach, kontaktów rodzicielskich, sprawy własnościowe, wywłaszczenia, wydobywanie ludzi z aresztów. Sprawa pani Alicji Tysiąc była ważna o tyle, i zawsze to podkreślałem, bo dotyczyła gwarancji państwa prawa. W państwie prawo ma być egzekwowane tak, jak ono obowiązuje. Sprawa pani Wojnarowskiej dotyczyła tego samego. Parada Równości interesowała mnie, ponieważ nie można nikogo dyskryminować w korzystaniu z wolności zgromadzeń. Poza tym sprawa ujawniła brak odpowiedniego trybu odwoławczego od zakazu zgromadzeń. To znaczy, jeżeli wydawana jest decyzja o zakazie zgromadzenia, to żeby można było się odwołać i uzyskać rozstrzygnięcie sądowe przed datą tego zgromadzenia. Rząd dopiero teraz przyjął prawo o zgromadzeniach, które ten problem rozwiązuje. Co ciekawe, teraz reprezentuję przed Trybunałem w Strasburgu Stowarzyszenie Wietnamczyków w Polsce, które miało dokładnie taki sam problem z zakazem zgromadzenia i brakiem możliwości skutecznego odwołania się.

Uważa Pan kibica Legii Staruchowicza i Dołeckiego z Wolnych Konopi za więźniów politycznych. Co Pan zrobił w ich sprawie?
W sprawie pana Staruchowicza byliśmy w kontakcie z pełnomocnikiem, wzmacnialiśmy naszymi argumentami, wielokrotnie wypowiadałem się w tej sprawie. Miałem wątpliwości, i mam je cały czas, dotyczące okoliczności aresztu pana Piotra Staruchowicza, momentu, kiedy ten areszt został dokonany - praktycznie na kilka tygodni przed rozpoczęciem Euro 2012. W sprawie pana Andrzeja Dołeckiego - został zatrzymany, dostał prawnika, ale przedstawiciele rodziny poinformowali nas, że prawnik niespecjalnie się stara. Znaleźliśmy naszego prawnika, który się sprawą zajął i w kilka dni doprowadził do uwolnienia go z aresztu, a następnie umorzenia postępowania i uzyskania odszkodowania. Dumny jestem, i jako fundacja dostaliśmy nawet nagrodę za to, że udało nam się stworzyć program pomocy pro bono dla osób pokrzywdzonych. Dziesiątki, jeśli nie setki osób skorzystały z kancelarii, adwokatów, radców prawnych, którzy pracują z nami pro bono.
W życie wszedł nowy Kodeks karny, a prezes PiS Jarosław Kaczyński powiedział, że będzie służył bogatym i przestępcom. Co Pan o tym sądzi?
Nie wiem, czy będzie służył przestępcom. Zwykle przyznanie odpowiednich praw i ochrony można argumentować tym, że będzie służyło przestępcom. Tylko nie możemy zapominać, że wśród osób podejrzewanych o przestępstwa są też osoby niewinne. To po pierwsze. Po drugie, niezależnie od tego, czy ktoś jest skazany, czy nie, to należy mu się odpowiedni standard obrony. Ten kodeks poprawia sytuację, zwiększa dostęp do adwokatów, radców prawnych, którzy będą reprezentować strony. Wątpliwość, jaką mam, dotyczy tego, czy będzie służył bogatym. Ten kodeks daje niezwykłe możliwości osobom, których stać będzie na profesjonalną obronę, na zatrudnienie dobrych prawników, a także na korzystanie z pomocy różnych instytucji w gromadzeniu materiału dowodowego. Chodzi o detektywów, ekspertów, biegłych czy inwestycji w poszukiwaniu świadków, którzy mogliby zeznawać na korzyść oskarżonego.

Na salach sądowych będzie jak w amerykańskich filmach?
Może tak być, że na tej ławie oskarżonych znajdzie się ktoś, kto będzie miał tak zasobną kieszeń, aby sobie pozwolić na gromadzenie materiału dowodowego. Zwykły Iksiński oskarżony o spowodowanie wypadku otrzyma adwokata, ale jeśli będzie chciał opinię biegłego, to nie będzie miał wsparcia państwa w zakresie sfinansowania takiej opinii. Może liczyć jedynie na to, że sąd w wyjątkowej sytuacji sam z siebie taką opinię zamówi, ale to wcale nie jest pewne. Będzie zatem skazany tylko na to, że ten adwokat będzie imponował sądowi swoją inteligencją i argumentami, ale nie będzie mógł przeprowadzić całego postępowania dowodowego, bo nie będzie miał na to pieniędzy. I tu widzę zagrożenie, że ta faktyczna nierówność może się pojawić. Ale mimo wszystko i tak będzie lepiej, niż było - bardzo ważne jest to, że teraz wiele osób w procesie karnym broni się samodzielnie. Teraz większość tych osób będzie miała obronę. To ważna zmiana.

Czy myśląc o stanowisku RPO, ma Pan jakąś misję, najważniejszą sprawę?
Mam. Chciałbym doprowadzić do zlikwidowania problemu bezdomności w polskich miastach. Nad sytuacją osób bezdomnych mało kto się zastanawia ze świata polityki. W samej Warszawie jest około 2 tysięcy osób, które z różnych powodów są bezdomne, często z chorobami psychicznymi, często niezdiagnozowane. Wydaje mi się, że jako państwo jesteśmy już stosunkowo bogaci i jesteśmy w stanie pozwolić sobie na to, aby tworzyć mechanizmy pomagające w wychodzeniu z bezdomności. Oczywiście, zawsze będzie jakiś procent osób, które z tych mechanizmów nie skorzystają i wybiorą życie na ulicy, ale obecnie nawet te mechanizmy, w postaci mieszkań tymczasowych, hosteli, nie funkcjonują. Co więcej, mamy w przepisach furtki tworzące ukrytą bezdomność. Z jednej strony mamy zakaz eksmisji na bruk, z drugiej - możemy dokonać eksmisji do pomieszczenia tymczasowego. Ono staje się formą przedłużonej eksmisji na bruk. Jest wiele organizacji zajmujących się bezdomnymi, od Caritasu przez Kancelarię Sprawiedliwości Społecznej, Monar, ale w rządzie nie ma ani jednej osoby, która by koordynowała problematykę przeciwdziałania bezdomności. Można by wrócić do pomysłu, aby taką osobę powołać.

Dlaczego akurat bezdomni?
To dla mnie kwestia najbardziej głębokiego poszanowania ludzkiej godności.

Instytucja rzecznika praw obywatelskich istnieje w Polsce od 1987 r. Jest, Pana zdaniem, wśród byłych RPO taka postać, która dokonała najwięcej dla praw obywateli?
Trudno oceniać wszystkich, w sytuacji kiedy każda z osób robiła, co potrafiła najlepiej. Ale nie ukrywam, że osobą, na której się zawodowo wychowałem, jest pani profesor Ewa Łętowska. Jest mózgiem prawniczym dla wielu środowisk prawniczych w Polsce i swój profesjonalizm prawniczy łączy z wyobraźnią, a jednocześnie z wielką propaństwowością. Bardzo wierzy w to, jakie znaczenie ma prawo dla funkcjonowania państwa, dla regulowania stosunków społecznych, jakie znaczenie ma stabilność instytucji, autorytet tych instytucji i współdziałanie między sobą. No i ma niezwykłą zdolność komunikacji ze społeczeństwem. Z kolei profesor Zoll kładł nacisk na kontakt ze społeczeństwem obywatelskim, a prof. Adam Zieliński na współpracę z Trybunałem Konstytucyjnym i sądami administracyjnymi. Dr Janusz Kochanowski miał umiejętność tworzenia zespołów ekspertów i poszukiwania rozwiązań systemowych. Profesor Lipowicz ma fantastyczne osiągnięcia, jeśli chodzi o ochronę osób starszych i niepełnosprawnych. Każdy z rzeczników ma swój trwały wkład. To, co ja chciałbym zrobić - to odbyć serię spotkań z nimi, aby zastanowić się, jak kontynuować ich działania, jak nieść tę pałeczkę dalej i służyć jak najlepiej wszystkim obywatelom.

***

Adam Bodnar z wykształcenia jest prawnikiem, od lat zaangażowanym działaczem na rzecz praw człowieka. Rzucił pracę w prywatnej kancelarii i od ponad 10 lat pracuje w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Od 2010 r. jest wiceprezesem tej organizacji. Pracuje jako adiunkt na Uniwersytecie Warszawskim, jest też ekspertem Agencji Praw Podstawowych Unii Europejskiej, gdzie zajął się doradztwem w zakresie przestrzegania praw człowieka w Polsce. Kandyduje na rzecznika RPO

polecane: FLESZ: Niebawem zmiana czasu, jedna z ostatnich

Wideo

Materiał oryginalny: Adam Bodnar: Moja misja na stanowisku RPO? Zlikwidować w Polsce problem bezdomności - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 8

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

M
Marta

Pan Adam Bodnar, wspominać kolejnych RPO i ich rolę kompletnie przemilczal jednego z najlepszych i najskuteczniejszych rzeczników czyli pana prof Tadeusza Zielińskiego drugiego / po prof. Łętowskiej/, swietnego oeawnija i rzeczywiście skutecznego obrońcy obywateli, Jedynego który miał cykliczny program w TV pt. Prawo i bezprawie, który składał mnóstwo wygranych Potem wniosków do TK. To był prężna urząd Rzecznika w tamtych czasach... A obecnie? Mnóstwo pięknych słów i jednostkowe działania. Zero komunikacji z obywatelami i zer infrnacji o działalności, Wstyd !!!!

M
Magda

Niech głodni zjedzą bezdomnych.

777

OBROŃCA ELIT PO PZPR LGBT .I POLACKICH FEE MIN .? =BIYDA MOGŁA BY ISTNIEĆ DO LIBERHAMA TYL KO FTEDY GDY NA NI BY SZŁO ZARO BIĆ.HIPO KORYTY i oPOratTUMANISSTY LIBER UJOafy Polactfa.

m
mzakrzewski

Pan Bodnar zamierza minimalizować bezdomność. Tylko że w Najjaśniejszej RP bezdomność i ubóstwo to znakomity biznes, na którym kokosy robią liczne organizacje pozarządowe. Znam ten temat od 20 bez mała lat. Obrazek zza płota. Na placu organizacji pozarządowej, na wsi, ponad 20 aut. Zlot? Niee- wydają unijną żywność dla ubogich. Pytanie ile rolnik może mieć aut na podwórku, aby był ubogim? Szacowny pan ie kandydacie: ubóstwo w Polsce to lukratywny biznes. Tylko naiwni ludkowie wierzą w jakąś szlachetność. Poza tym, cóż RPO może? Wnioskować, wnosić, debatować a wszyscy decydenci mogą go sympatycznie olać! Biuro obecnej RPO, onegdaj chwaliło się, że rozpatrzyło rocznie 60 tys spraw obywateli. Tylko 95 proc z nich otrzymało klauzulę ' niezgodne z kompetencjami RPO". Większy syf jest u Rzecznika Praw Dziecka, oni są totalnie odrealnieni, nastawieni na PR. Z dwojga złego, życzę Panu objęcia stanowiska. Niech dwór aktualnej RPO odpłynie w niebyt. Pani Lipowicz wyrządziła mnóstwo szkód idei obywatelskości, o prawach nie wspominając. Dziwne ze wierna córa PO i Kościoła popadła w taką niełaskę!? Szkoda p. A. Bodnara na to stanowisko. Prestiż na pewno. Z drugiej strony- moc prawa do kitu., Że wspomnę patologiczną ustawę o nieodpłatnej pomocy prawnej dla najuboższych. Ona najdobitniej pokazuje patologię i gigantyczne biznesy w okolicach polskiego wymiaru sprawiedliwości. Panie doktorze, Powodzenia!

s
sdcsdc

nową definicje bezdomności i nie ma sprawy. Przecież tak platfusiaste partyjniactwo załatwiło problem bezrobocia.

w
woj.

A na skróty , oskubać jednych , żeby dać drugim.

J
Jacek z Jackowa

Przypisywanie Bodnarowi jakiejś ideologii to nieporozumienie. On po prostu zajmuje się sprawami, gdzie czyjeś prawa i wolności zostały naruszone. Tyle i aż tyle. Czy to tak trudno zrozumieć? Dziennikarze na siłę szukają jakiegoś drugiego dna.

r
rzecznik

kolejne pierdu, pierdu, z którego nic nie wynika

Dodaj ogłoszenie