Aby polski cukier nie był gorzki

Juliusz Bolek
Do klasyki cytatów Trzeciej RP weszła opinia, wygłoszona niegdyś przez Władysława Bartoszewskiego, zgodnie z którą Polska w Unii Europejskiej jest brzydką panną na wydaniu. A zatem - nie powinna grymasić, ale siedzieć cicho i cieszyć się, że ktokolwiek chce z nią rozmawiać. Niestety, ta kuriozalna teoria prowadzenia dyplomacji bywa w wielu sprawach realizowana w praktyce przez naszych decydentów. Należy mieć nadzieję, że przynajmniej w bardzo istotnej dla przyszłości polskiego rolnictwa kwestii nie będzie mieć zastosowania. Chodzi o propozycję liberalizacji unijnego rynku cukru.

System kwotowy, obowiązujący dziś jako podstawa regulacji tego rynku, jest mocno socjalistyczny. Przyznawanie poszczególnym państwom - a następnie producentom - limitów produkcji nie ma nic wspólnego z wolnym, samoregulującym się rynkiem. Nic dziwnego, że już od dawna nie brak głosów za uwolnieniem produkcji cukru i obrotu nim. Najbardziej radykalne stanowisko zakłada wręcz otwarcie Unii na import cukru z innych państw bez większych ograniczeń.

Wolnorynkowe argumenty chwytają za serce, a zasada, zgodnie z którą nie urzędnicze decyzje, ale swobodna konkurencja powinna decydować o tym, czyj produkt kupi konsument, jest logiczna. Jednak z polskiego punktu widzenia jest ona dziś argumentem za tym, by liberalizacja nastąpiła nie wcześniej niż za 7-8 lat. O faktycznej konkurencji możemy mówić tylko wówczas, gdy w krajach starej i nowej Unii będą podobne warunki w zakresie uprawy buraka cukrowego i produkcji cukru. Dziś we Francji i w Niemczech wydajność hodowli buraka cukrowego z hektara jest ok. 50-60 proc. wyższa niż w Polsce. Nie ma co się dziwić - polskie rolnictwo po okresie PRL startowało z innego pułapu. Potrzeba jeszcze kilku lat, by polscy plantatorzy podnieśli wydajność swojej hodowli. Wtedy będziemy mogli rozmawiać o realnym konkurowaniu z zachodnimi plantatorami. Gdyby teraz znieść system kwotowy, owa konkurencja przypominałaby wyścig poloneza z ferrari.

Polscy europarlamentarzyści w debacie o regulacji unijnego rynku cukru powinni patrzeć przede wszystkim na interes tysięcy polskich rolników. Unia Europejska jest grą narodowych interesów pod płaszczykiem idealistycznych wspólnotowych haseł. Wiedzą o tym Francuzi i Niemcy, powinniśmy pamiętać i my. Z drugiej strony, plantatorzy nie powinni podchodzić do odłożenia liberalizacji z myślą: "mamy zatem jeszcze kilka lat oddechu, a potem - to się zobaczy…". Ten okres musi być wykorzystany na dokończenie modernizacji i solidne przygotowanie się do konkurowania na unijnym rynku. Czas ulg dla nowych państw członkowskich UE dobiega końca - dlatego powinniśmy go należycie wykorzystać.

Juliusz Bolek, przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Z
Zbig
Globtroter, jeśli spojrzymy na światowy rynek cukru, to się okaże się, że wolności nigdzie nie ma. Dlatego proszę Cię nie opowiadaj tutaj historii o samoregulującym się mechanizmie wolnego rynku. I co to jest w ogóle za filozofia - tamci padają to nich i też ci upadną! No właśnie nie, niech trwają, ponieważ cukrownictwo to jedna z tych niewielu branż, gdzie jeszcze wszystkiego nie przegraliśmy.
O
Obywatel
Dlatego, ze najpierw zachodnie koncerny za grosze przejęły dużą cześć polskich cukrowni, a następnie je pozamykały, pod pretekstem, ze są limity i te cukrownie są niepotrzebne. Teraz zlikwiduja limity i spokojnie przejmą polski rynek, a nasi rodzimi producenci i rolnicy pójdą na zielona trawkę (czyli po zasiłek do Vincenta). Jeżeli mamy zlikwidować kwoty, to ok ale dajmy naszym chwile na dostosowanie sie do nowych warunków. Tak właśnie powstawały największe potęgi gospodarcze swiata. Najpierw Japońska, potem Koreanska, a ostatnio Chińska. Własny rynek trzeba chronić do czasu, aż stanie sie gotowy do konkurencji i ekspansji na inne kraje.
O
Obywatel
Dlatego, ze najpierw zachodnie koncerny za grosze przejęły dużą cześć polskich cukrowni, a następnie je pozamykały, pod pretekstem, ze są limity i te cukrownie są niepotrzebne. Teraz zlikwiduja limity i spokojnie przejmą polski rynek, a nasi rodzimi producenci i rolnicy pójdą na zielona trawkę (czyli po zasiłek do Vincenta). Jeżeli mamy zlikwidować kwoty, to ok ale dajmy naszym chwile na dostosowanie sie do nowych warunków. Tak właśnie powstawały największe potęgi gospodarcze swiata. Najpierw Japońska, potem Koreanska, a ostatnio Chińska. Własny rynek trzeba chronić do czasu, aż stanie sie gotowy do konkurencji i ekspansji na inne kraje.
g
globetroter
dlczego mamy czekać do czasu gdy "polskie"cukrownictwo bedzie gotowe do konkurencji na wolnym rynku?dlaczego nie było ograniczeń w handlu detalicznym i hurtowym .polscy handlowcy też nie byli gotowi na konkurencję gigantów.nikt nie płacze gdy polskie placówki detaliczne i hurtowe padają ludzie tracą pracę i dorobek życia w imię wolnego rynku.dlaczego mamy przejmować się ludżmi z branży cukrowniczej? dlaczego mają być "wybrani"?wolny rynek to wolnoś obrotu dla wszystkich.reforma która miała spowodować niższe ceny na rynku doprowadzła do podwyżki .tak regukują urzędnicy unijni
O
Obywatel
Trzeba bronić polskich rolników i producentów. Wszystkie kraje tak robią, tylko my nie potrafimy bronić naszego interesu narodowego.
Dodaj ogłoszenie