ABW nie obroni się przed reformą. Sukces w sprawie Brunona K. nie zmieni planów rządu

Witold Głowacki, Włodzimierz Knap
Szef ABW, gen. Krzysztof Bondaryk
Szef ABW, gen. Krzysztof Bondaryk Wojciech Barczyński/Polskapresse
Już pierwsza konferencja prasowa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i krakowskiej prokuratury apelacyjnej w sprawie zatrzymania Brunona K. podejrzewanego o przygotowywanie zamachu terrorystycznego na budynek Sejmu wpisała tę sprawę bezpośrednio w kontekst planowanej przez premiera i ministra spraw wewnętrznych reformy służb specjalnych.

Współprowadzący konferencję prokurator Artur Wrona zaapelował bowiem w jej trakcie wprost do premiera o nieograniczanie kompetencji ABW. - Chwała służbom - mówił Wrona i długo wysławiał profesjonalizm agencji.

Pozwoliło to politykom i komentatorom na stawianie pytań o to, czy prokuratura i ABW nie zamierzają na fali sukcesu polegającego na udaremnieniu poważnego zagrożenia rozegrać własnej gry. Bo właśnie teraz przecież ważą się przyszłe losy tej służby specjalnej.

Pytali o to także w czwartek podczas poświęconego głównie sprawie akcji ABW posiedzenia sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych posłowie opozycji: - Dlaczego taka konferencja prasowa się odbyła, dlaczego to wszystko miało miejsce? Ten ogrom materiałów, który został przedstawiony na konferencji prasowej, zupełnie inaczej się ma do tego, co nam pokazano - mówił po posiedzeniu komisji jej wiceszef z ramienia PiS Marek Opioła.

- Mamy do czynienia z przecięciem przygotowań do zbrodniczego zamachu - mówił jednak szef speckomisji Konstanty Miodowicz z Platformy Obywatelskiej, który wcześniej określał wystąpienie prokuratora Wrony jako "profesjonalny lobbing na rzecz zachowania uprawnień ABW". Po posiedzeniu speckomisji Miodowicz kontrowersyjną konferencję ocenił tym razem już jako "zgodną ze standardami takich prezentacji".

Czy to nie nazbyt łagodna ocena? Rzecz w tym bowiem, że właśnie w drugiej połowie listopada minister spraw wewnętrznych Jacek Cichocki wraz ministrem obrony Tomaszem Siemioniakiem mieli przedstawić Kolegium ds. Służb Specjalnych (wchodzą w jego skład premier i szefowie MSW, MSZ, MON, MF oraz BBN) projekt gruntownej reformy służb. Ma ona służyć uproszczeniu skomplikowanych zależności między działającymi w Polsce pięcioma najważniejszymi służbami specjalnymi - ABW, AW, SKW, SW i CBA. Zmiany będą też wiązać się z obszarami działania wywiadu skarbowego i policyjnego CBŚ. Zespół pracujący nad reformą ma opracować sposób na zapobieganie częściowemu powielaniu się dziś kompetencji poszczególnych służb.

Planowane zmiany mają zaś dotyczyć w dużej mierze ABW. Cichocki kilkakrotnie mówił już o ogólnym charakterze reformy. ABW miałaby zostać odciążona w zakresie drobniejszych spraw. Te miałyby przejść w kompetencje policji, CBŚ, także CBA i policji skarbowej. Natomiast ABW miałaby skupić się przede wszystkim na zadaniach informacyjnych i sprawach kluczowych dla bezpieczeństwa państwa. Rozważano także odebranie ABW części uprawnień śledczych.

Wciąż ważą się losy służb wojskowych. Według jednej z koncepcji - popieranej przez szefa ABW Krzysztofa Bondaryka - zadania Służby Kontrwywiadu Wojskowego miałyby zostać przejęte przez ABW, natomiast Służba Wywiadu Wojskowego miałaby zostać włączona do Agencji Wywiadu. Z kolei szef MON opowiadał się za pozostawieniem rozdzielnych służb wywiadu wojskowego i cywilnego. Cichocki w odpowiedzi podkreślał, że bardzo szanuje stanowisko szefa MON.
Sama ABW, o której tak ciepło wypowiadał się prokurator Wrona, miała natomiast w ostatnim czasie raczej kiepską passę. Najmocniej krytykowano agencję za spóźnioną reakcję w sprawie Amber Gold. W połowie października z ABW odeszło dwóch zastępców Krzysztofa Bondaryka, co także było łączone ze sprawą Amber Gold. Od początku roku wiele mówi się też o możliwości odejścia samego szefa agencji - pisaliśmy o tym wcześniej w "Polsce".

W tym kontekście słowa prokuratora apelującego o ograniczenie reformy wydawały się próbą desperackiej obrony obecnej pozycji ABW i jej szefa.

Wiemy już, że apel prokuratora Wrony nie spotkał się ze zrozumieniem najwyższych urzędników państwa odpowiedzialnych za służby. - Umocniło mnie to w przekonaniu, że ABW działająca i zajmująca się takimi sprawami i koncentrująca uwagę na takich sprawach będzie dla państwa bardziej przydatna - mówił tuż po ogłoszeniu wyników operacji ABW wobec Brunona K. premier Donald Tusk. - Dla mnie to było zaskakujące, nie wiem, jak to się łączy z dzisiejszą konferencją - tak komentował zaś we wtorek wieczorem wypowiedź prok. Wrony minister spraw wewnętrznych Jacek Cichocki. I on podkreślał, że prace nad reformą toczą się nadal, w normalnym trybie.

Ostatnia akcja ABW mimo wszystko więc i tak nie stanie się skutecznym argumentem na rzecz zatrzymania reformy. Kolegium Służb Specjalnych ma zapoznać się z jej projektem ostatecznie do połowy grudnia.

- Wiem, że to spotkało się z powszechną krytyką... Żeby była jasność: nie wszedłem w porozumienie z ABW co do obrony uprawnień tej służby, nie działałem z pobudek politycznych. Agencja nie miała pojęcia, co powiem podczas konferencji. Impulsem do wypowiedzenia tych słów była dyskusja, jaką w gronie prokuratorów prowadziliśmy o tym, co zrobilibyśmy, gdyby ABW nie miała dotychczasowych uprawnień. Doszliśmy do wniosku, że wtedy skuteczne przeprowadzenie takiego śledztwa przy udziale innych służb, nie uwłaczając im, nie byłoby możliwe - tak tłumaczy zaś "Polsce" swe wtorkowe słowa prokurator Artur Wrona.

To chyba jednak nie jest wystarczające wytłumaczenie wszystkich błędów popełnionych podczas wtorkowej konferencji. - ABW i prokuratorom nie wolno było robić takiego spektaklu. I nie chodzi o to, czy zagrożenie ze strony Brunona K. było realne, czy nie, lecz takie nagłośnienie sprawy spowoduje, że ten człowiek może znaleźć naśladowców - ocenia konferencję prokuratorów i ABW prof. Antoni Z. Kamiński, kierownik Zakładu Bezpieczeństwa Międzynarodowego i Studiów Strategicznych Polskiej Akademii Nauk. Doktor Adam Bodnar z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka zwraca natomiast uwagę, że osoby piastujące stanowiska państwowe - w tym prokuratorzy oraz funkcjonariusze ABW - powinni zawsze uważać na język, którym opisują domniemanego przestępcę i wykazywać pewien poziom wrażliwości przy informowaniu o sprawie. - O ile wiem, zasada domniemania niewinności nadal obowiązuje - podkreśla Bodnar.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

R
ROZENKA
TRZEBA JĄ JAKOŚ RATOWAĆ.

PO-TRZEBNY JAKIŚ TEMAT ZASTĘPCZY, ŻEBY LUDZIE NIE DOWIEDZIELI SIĘ O WIELKIEJ KLAPIE BUDŻETOWEJ.

MOŻE CHŁOPAKI Z ABW MAJĄ JAKIEŚ PO-MYSŁY?

COŚ LEPSZEGO NIŻ TEN WIRTUALNY GAJ FOLKS Z KRAKOWA.

Z akt sprawy XIV KP 1004/12/S znajdujących się w Sądzie Okręgowym w Krakowie wynika, iż zamach był prowokacją policyjną dwóch agentów ABW działających w pięcioosobowej grupie Brunona K.

To agenci ABW udawali najbardziej radykalnych członków grupy. To oni byli nie tylko pomysłodawcami przeprowadzenia zamachu i autorami planu wysadzenia Sejmu w czasie, gdy będzie znajdował się w nim Prezydent, ale przede wszystkim to agenci ABW zaoferowali się, że dokonają samobójczego ataku taranując bramę sejmu ciężarówką wypełnioną materiałami wybuchowymi.

Dlatego właśnie Brunon K. został aresztowany w fazie przygotowania do zamachu terrorystycznego, a nie podczas usiłowania dokonania zamachu na Prezydenta i Sejm.

-Do usiłowania nie mogło dojść ponieważ sam zamach miał być przeprowadzony nie przez Brunona K. ale przez inne osoby z grupy, którymi byli agenci Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego działający pod przykrywką.
Dodaj ogłoszenie