Aborcja to uznanie podmiotowości kobiet

prof. Magdalena Środa, filozof, etyk
Przy legalizacji aborcji nie chodzi o politykę, ale o uznanie podmiotowości kobiet, zdolności i prawa do decydowania o sobie.

Czy jestem pro life? Za życiem? Jak najbardziej! Urodziłam i wychowałam dziecko, pomagam innym dzieciom, zajmuję się czwórką dziewczynek z terenów popegeerowskich, którym organizuję wakacje i pomoc w nauce, piszę nawet z nimi książki, pomagam ludziom starszym, zajmuję się zwierzętami, nie tylko swoimi, ale wiejskimi i porzuconymi, wielu psiakom i kotom uratowałam życie, karmię je, regularnie płacę na schroniska opieki dla zwierząt, bo zwierzę, wbrew temu, co sądzi większość mieszkańców polskiej wsi, to istota, która żyje, cierpi, a - dzięki naszej pomocy - potrafi być szczęśliwa.

Staram się zachowywać proekologicznie i innych do tego zachęcam, bo przyroda również żyje i ma wartość nie tylko eksploatacyjną, ale i samą w sobie. Wreszcie, biorę udział we wszystkich możliwych manifestacjach antywojennych, bo oburza mnie zabijanie, gdziekolwiek miałoby miejsce i z jakichkolwiek powodów. Gdybym miała polityczną władzę, dokonałabym też reorganizacji budżetu narodowego, minimalizując wydatki na zabijanie (wojsko, organizacje paramilitarne), a zwiększając te, które są związane z troską o życie (polityka prorodzinna i socjalna).

Jestem więc pro life i z tych samych powodów jestem przeciwko przymusowi do rodzenia dzieci, bo uważam, że życie, które już istnieje, wymaga ogromnej troski. A do nieszczęść tego świata nie powinno dodawać się tragedii zmuszanych do macierzyństwa matek i niechcianych, odrzuconych dzieci.

Ale nie dziwi mnie wcale, że - jak pisze redaktor Górny - za polityką przymusu wobec kobiet stoją nie tylko osoby wierzące, ale również ateiści czy agnostycy. Jeśli bowiem będziemy obserwować historię prawodawstwa dotyczącego aborcji, to zorientujemy się, że z wiarą religijną ma ona niewiele wspólnego. Kościół nigdy specjalnie nie potępiał aborcji i gdyby chrześcijańska Europa przestrzegała wszystkich jego zakazów, zwłaszcza dotyczących rozwoju medycyny (zakaz sekcji zwłok, eksperymentów, szczepień, transplantacji), nigdy nie dowiedzielibyśmy się, na czym polega rozwój płodowy człowieka. Religijna żarliwość w obronie płodu ma zaledwie kilkadziesiąt lat i wcale nie jest związana z pogłębieniem wrażliwości moralnej, lecz z poczuciem zagrożenia ludzi Kościoła.

Kościół nigdy też nie był za ochroną życia za wszelką cenę, zwłaszcza jeśli postawa taka miałaby prowadzić do promowania pacyfizmu. To raczej buddyzm jest za zniesieniem przemocy niż katolicyzm. Przez setki lat Kościół poszerzał swoją władzę, zabijał innowierców, nonkonformistów i heretyków, mordował i torturował w imię nawracania. Czynił to narzędziami, które nie są pro life.

Nie tylko Kościół był indyferentny wobec problematyki narodzin, ale również państwo. Do czasu. A mianowicie dopóki jego substancja, czyli populacja, nie była zagrożona. Zarówno postawy, jak i prawodawstwo antyaborcyjne nabierają znaczenia i rygoryzmu w kontekście wojen i wzrostu nastrojów nacjonalistycznych. Co nie ma nic wspólnego z wiarą, Bogiem i troską o każde życie, lecz z poczuciem, że "trzeba nas więcej", by skuteczniej zabijać obcych. I tak, najbardziej rygorystyczne ustawy antyaborcyjne powstały po I wojnie światowej, gdy np.

Francja postanowiła się odrodzić; ustawa z 1920 roku zabraniała nie tylko aborcji, ale też jako zdradę narodową traktowała wszelką formę antykoncepcji. Za rządów Vichy za aborcję groziła kara śmierci (kilka wyroków wykonano), podobnie było w nazistowskich Niemczech i w stalinowskim Związku Radzieckim, który wszak nie był państwem wyznaniowym w sensie religijnym. W Polsce zakaz aborcji i antykoncepcji panował za czasów Bieruta, który - o ile mi wiadomo - z katolicyzmem nie miał nic wspólnego.

Powody restrykcyjnych praw antyaborcyjnych z reguły nie miały charakteru religijnego, tylko demograficzny lub wiązały się z władzą totalitarną. Wszędzie na świecie, ilekroć toczą się wojny lub wzrastają nastroje narodowe (co na jedno wychodzi), kobiety zmusza się do rodzenia. I nader często korzysta się z uzasadnień religijnych, chociaż niekoniecznie. Zwykły patriotyzm wystarczy, a ateista też wszak może być patriotą.

Teraz też jest taki okres, tyle że powody są ponadnarodowe, a mianowicie kulturowe i cywilizacyjne. Chodzi o białą rasę i jej stan liczebny w Europie. Czy ktoś widział zwolenników pro life, którzy walczą z aborcją wśród muzułmańskiej ludności Europy, Turków w Niemczech, imigrantów z Maghrebu we Francji czy wśród czarnych obywateli Stanów Zjednoczonych? Czy chodzi więc o wszelkie życie, czy o pewne życia?

W moim przekonaniu tu chodzi o "białe życie", chodzi o liczebność, siłę i znaczenie Europy. I ja to doskonale rozumiem. Europa populacyjne kurczy się, karleje i traci swoją siłę w obliczu innych kultur czy ras. Niewątpliwy wpływ na to ma emancypacja kobiet. Ich upodmiotowienie, poczucie wolności i wzrost odpowiedzialności wobec dzieci. Rozumiem więc doskonale Guiliano Ferrerę, bohatera Grzegorza Górnego, który troszcząc się o populację Europy, założył organizację "Aborcja? Nie, dziękuję". I rozumiem, że zawsze, ilekroć zajdzie on w ciążę, powie nie aborcji i urodzi. Postawa ta wydaje mi się godna szacunku. Ale nie żywię szacunku dla osób, które nie rodząc, zmuszają do tego innych w imię interesów patriarchalnie rozumianej wspólnoty.

Gdy mężczyźni szli na wojnę, by ginąć, kobiety nie miały żadnej władzy, by ich zatrzymać. To nie wasza sprawa, mówiono. Jeśli sprawą mężczyzn przez setki lat było zabijanie, to myślę, że obecnie sprawą mężczyzn powinna być troska o życie i wyzbycie się wszelkiej formy przemocy. A właśnie z przemocą, agresją i deptaniem kobiecej podmiotowości mamy do czynienia we współczesnych ruchach tak zwanego pro life.

Dla jego zwolenników kobieta (biała kobieta, najlepiej Europejka) to inkubator, który ma urodzić. I koniec. Dzieci mogą być niechciane, niekochane, kobieta może stracić zdrowie lub pracę, byle rodziła! Na chwałę Kościoła, narodu czy białej rasy. Jak już urodzi, nie zajmie się nią żadna władza (przecież akurat w naszym kraju polityka socjalna czy promaternalna jest żałosna), nie zajmie się też nią żaden prolifowiec, bo ci uaktywniają się wyłącznie na etapie zmuszania kobiet do rodzenia, a nie na etapie wychowania dzieci.

Czy pan Grzegorz Górny zajmuje się jakimś życiem poza własnym i własnej rodziny? Czy pracuje jako wolontariusz w hospicjach, czy pomaga dzieciom niepełnosprawnym, czy wspomaga sierocińce, czy zamierza założyć rodzinę zastępczą, czy kocha zwierzęta? To jest pro life! A nie zmuszanie innych, by robili to, czego my nie możemy, nie chcemy, nie lubimy, a co nam pasuje do naszej wizji świata.

Zgadzam się jednak w zupełności z przekonaniem, że być za lub przeciw aborcji nie oznacza automatycznie zajmowania określonej pozycji ideologicznej czy politycznej. Nie jest tak, że prawica jest przeciwko aborcji, a lewica dąży zawsze do jej legalizacji.

Prawo do aborcji w Europie Zachodniej nie zostało ustanowione dzięki spektakularnym politycznym zwycięstwom lewicy ani też dzięki postępującej sekularyzacji społeczeństw zachodnich. W większości państw unijnych legalizacja aborcji i rozpowszechnienie antykoncepcji - paradoksalnie - stało się możliwe dzięki prawicy. Bo tu nie chodzi o politykę, a o uznanie podmiotowości kobiet, zdolności i prawa do decydowania o sobie i własnej płodności. Mniej więcej od czasów powstania nowożytnego państwa, które zastąpiło wyznaniowe struktury feudalne, myśli się o obywatelach nie w kategoriach budulca, lecz w kategoriach jednostek, które mają swoje niezbywalne prawa, niezależnie od tego, czy są kobietami, czy mężczyznami.

Gdy w 1974 r. minister prawicowego rządu Francji Simone Veil, osoba głębokiej wiary, przedstawiała parlamentowi projekt liberalizacji prawa do aborcji, użyła jeszcze innego argumentu - szacunku wobec prawa. Simon Veil mówiła:

"Większość spośród państwa czuje i wie, że nie da się zapobiec nielegalnie przeprowadzanym aborcjom, tak jak nie da się zastosować prawa karnego wobec wszystkich kobiet podlegających jego surowym wymogom. Czemu zatem nie wolno nam przymykać oczu na ten problem? Z tej przyczyny, że obecna sytuacja jest zła. Powiedziałabym nawet, że znajdujemy się w stanie opłakanym i tragicznym.

Sytuacja jest zła, gdyż otwarcie urąga prawu, a nawet wystawia je na pośmiewisko. Kiedy rozziew między popełnionym wykroczeniem przeciwko prawu a wykroczeniem przez to prawo ściganym jest tak wielki, że nie można mówić o jakiejkolwiek stosowalności kary, wówczas szacunek obywateli wobec prawa - a co za tym idzie - autorytet i władza państwa wystawione zostają na szwank".

Po latach pytana, dlaczego tak trudna była walka o prawo do legalnej aborcji i antykoncepcji, powiedziała, że mężczyźni przywykli do poddaństwa kobiet, zawsze je bowiem mogli zmuszać - w zależności od potrzeby - do rodzenia dzieci, lub - gdy było to niewygodne - do spędzania płodu.

Dzięki antykoncepcji i prawu do aborcji kobieta zyskała niezależność i władzę nad swoją rozrodczością, a więc i życiem. Był to wielki zwrot w historii kobiet i wielki przewrót w stosunku do tych tysiącleci, gdy to mężczyzna panował na prokreacją. Wielu mężczyzn poczuło się nagle sfrustrowanymi, wywłaszczonymi, ogarnął ich lęk. Pozbawiliśmy ich męskości!

Jeśli chodzi zaś o inną kobietę, mianowicie o Orianę Falaci, to posługiwanie się jej przykładem nie jest dobrym pomysłem na zilustrowanie laickiego humanizmu, o którym pisze Górny. Falaci mogła żałować usuniętej ciąży i swego nienarodzonego dziecka, lecz gdyby ją do jego narodzenia przymusiło restrykcyjne prawo, to z furią walczyłaby o jego zniesienie. Bo nade wszystko ceniła sobie wolność. Falaci nie ukrywała też nigdy swojej walki pod dobrze brzmiącymi sloganami i jeśli bała się o Europę, jej słabość wobec zalewu islamu, to pisała o tym otwarcie. Nie podzielam jej poglądów, ale cenię jej odwagę i otwartość. Bo nade wszystko nie lubię hipokryzji.

Wideo

Komentarze 10

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
J
I dlatego nie tylko katolicy są przeciwni aborcji.
K
Kobieta
Jestem ambitna, stosuje antykoncepcje i uważam, ze kobieta powinna decydowac o sobie. Mimo to uważam, że w tym jednym przypadku nie decyduje o sobie ale również o innym małym człowieku. Skoro walczy pani o aborcje nie jest pani moralna.
w
wowes
Pani Środa reprezentuje degenerację moralną,która posługuje się gładkimi frazesami i pozorna logiką dla wyrażenia swoich poglądów. Ale rozsądny,o zdrowej osobowości człowiek słucha jej wypowiedzi z obrzydzeniem.Niebezpieczny jest fakt ,że wiele osób ulega takim argumentom.To ci co kupują lepiej reklamowany proszek do prania,wierzą ,że cywilzację Inków stworzyły ufoludki a horoskop wyznacza im regulamin dnia.
P
Pikuś
Historia nauki zna wiele przypadków błądzących naukowców. Niektórzy wręcz w swoich poszukiwaniach przekraczali linię szaleństwa. Tylko po co ich drukować?
6438
Niezależnie czy Magdaleną Środą zgadzamy się czy nie, to potrafi ona klaronie przedstawiać swoje racje i je uzasadniać. To nie jest tylko kraj katolików.
c
cvb
Miliard w Środę, miliard w sobotę. A w czwartek? Taka pani mądra - proszę powiedzieć...
p
petrus
Nazwanie Simone Weil osoba wierzacajest klamstwem, ona sama okreskla sie jako "indyferentna zydowka". I nie jest ona z partii prawicowej tylko z liberalnej UDF (jak poslska PD). Podobnie prwdziwe sa informacje o aborcji i KK
klam, klam a cos z tego zostanie
r
rych
Przeciez to nie mozliwe jest by osoba wyksztalcona, z tytulem profesora w dodatku, w calej tej godnej podziwu batali o kobiete, nie dostrzegala prostego faktu, ze broniac jednego zycia, bez mrogniecia okiem poswieca zycie inne, w dodatku zupelnie niewinne? Zatem o co moze jej chodzic? Moze ma ambicje przekonania innych, ze czarne to biale a biale to czarne, by sprawdzic granice ludzkiej latwowiernosci i naiwnosci? Czy ktos jej za to placi, a moze robi to dla swojej wlasnej skrzywionej satysfakcji? Naprawde nie wiem.

Pani profesor mierzy czlowieczenstwo miloscia do kotkow i pieskow oraz wolnoscia do zabijania ludzi. To dopiero humanitarna i godna czlowieka postawa. Moze w takim razie wypuscmy z wiezien i nie karajmy wiecej mordercow, gwalcicieli i calej reszty psychopatow, dla ktorych zdrowie i zycie ludzkie nie ma najmniejszego znaczenia, a ktorym zdarzylo sie kiedys poglaskac jakiegos kotka, albo przynajmniej szczerze zadeklaruja swoja milosc do pieskow? Przeciez znaczylo by to, ze i oni sa pro life czyz nie?

Czy naprawde swiat juz tak zszedl na psy, ze otwarte klamstwa moga byc argumentem w powaznej... w jakiejkolwiek! dyskusji?
c
chrześcijanin
Kłamstwa na kłamstwach kłamstwa poganiają w tym tekście. Chrześcijanie bronią każdego życia, każdego dziecka i każdej kobiety, z każdej rasy i nawet każdej religii. Aborcję w Polsce (okupowanej) wprowadzili najpierw hitlerowcy, potem staliniści w 1956. Rasiści sympatyzujący z buddyzmem powinni poznać lepiej historię monarchii buddyjskich w Azji Wschodniej, zanim zaczną go propagować. Ideały obu religii są podobne, gorzej z ich wykonaniem. Dodam jeszcze, że mamy z żoną przysposobione dziecko z domu dziecka i psiaka ze schroniska oraz również staramy się żyć proekologicznie. Ale nie zgadzamy się na ochronę wybranych i bezwzględne zabijanie pozostałych.
w
wwwd
Pani Profesor a co z podmiotowością dziecka???????

Jeszcze jedno pytanie do Pani Profesor, kiedy zaczyna się dziecko a kiedy kończy embrion???
Dodaj ogłoszenie