AAA tor kolarski tanio sprzedam! Pytanie, co dalej z zawodnikami, co z polskim kolarstwem, pozostaje bez odpowiedzi

Arlena Sokalska
Arlena Sokalska
Zaktualizowano 
Szymon Starnawski
Sprzedaż toru kolarskiego w Pruszkowie - taki pomysł ma Polski Związek Kolarski na rozwiązanie problemu zadłużenia. Dług Polskiego Związku Kolarskiego wynosi dziś łącznie około 15 milionów złotych na rzecz około stu wierzycieli - przyznał prezes Krzysztof Golwiej. Największym z nich jest Mostostal Puławy, czyli firma, która tor w Pruszkowie zbudowała. Całkowity koszt wyniósł około 100 milionów złotych i był finansowany ze środków publicznych.

Zadłużenie powstało już w końcówce - kiedy to na ostatniej prostej należało zmienić kilka elementów związanych z nowymi przepisami w prawie polskim oraz nowymi regulacjami UCI. Mostostal od lat prowadzi negocjacje dotyczące spłaty zadłużenia - ani jednej z wynegocjowanych umów rozłożenia długu na raty Polski Związek Kolarski nie wypełnił.

Problem narasta, na tor 30 września wkroczył komornik, co oznacza, że zawodnicy nie mają jak trenować. Od maja polskim kolarstwem zarządza nowa ekipa z prezesem Krzysztofem Golwiejem na czele. I wszystko wskazuje na to, że sytuacja przerosła cały nowy zarząd.

„Tym ludziom nie powinno się powierzać składek na komitet rodzicielski w szkole, a co dopiero zarządzania taką instytucją. Nie rozumieją finansów publicznych, nie rozumieją zasad, nie rozumieją niczego… W tym czarnym tunelu nie ma nawet maleńkiego światełka. Jest tylko czarna, pusta dziura” - mówił minister sportu Witold Bańka w opublikowanym wczoraj wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego”.

W tej samej publikacji szef resortu zarzucał poprzednim, ale i obecnemu zarządowi PZKol, że nigdy nikt nie zjawił się w ministerstwie z jakimkolwiek planem wyjścia z kryzysu.

Tymczasem PZKol ma jednak plan, który został ujawniony na szumnie zapowiadanej konferencji prasowej. Otóż zarząd zamierza... sprzedać tor kolarski w Pruszkowie, zaś pieniądze - po spłaceniu długów - przekazać na szkolenie dzieci i młodzieży.

Kto i za ile miałby go kupić - nie wiadomo. Na dopytywanie dziennikarzy padały odpowiedzi w stylu: „No wiadomo, że to nie jest 50-metrowe mieszkanie w bloku...”. Jaki inny plan ma PZKol - na wypadek, gdyby jednak kupiec się nie znalazł? Tutaj w ramach odpowiedzi usłyszeliśmy opowieść, jakim to tor w Pruszkowie jest świetnym obiektem. Na pytanie o ewentualnych sponsorów wiceprezes PZKol Sebastian Rubin przyznał bezradnie: „Nikt nie chce z nami rozmawiać. Sprzedaż toru jest jedynym sensownym rozwiązaniem”.

Ale najbardziej dramatycznym momentem konferencji było inne pytanie z sali. Zadał je Krzysztof Maksel, dwukrotny wicemistrz Europy w sprincie drużynowym na torze. „Co zrobiliście do tej pory? Co z przetargami na sprzęt i odzież?” - dociekał zawodnik. Odpowiedzi nie usłyszał ani on, ani zebrani dziennikarze. „Wiemy, że to boli zawodników” - odpowiadali działacze. Z kolei na pytanie, dlaczego od dwóch lat nie ma szefa wyszkolenia, wiceprezes Rubin rozkładał ręce: „Kto normalny chciałby pracować w takich warunkach?”.

Działacze zarzekali się też, że nie pobierają żadnego wynagrodzenia za pracę w PZKol, inna sprawa, że nie płacą prawie nikomu. Związek nie przygotował też sprawozdania finansowego za 2017 i 2018 rok - bo według działaczy nie da się tego zrobić bez wsparcia Ministerstwa Sportu, a takiego wsparcia im odmówiono.

Najważniejszą konkluzją z konferencji były słowa prezesa: „Związek kompletnie nie funkcjonuje: ani finansowo, ani organizacyjnie”. I tu powinna zapaść kurtyna, gdyby nie to, że są jeszcze kolarze. Zawodniczki i zawodnicy, którzy przygotowują się do mistrzostw Europy w holenderskim Apeldoorn, będących ważnym sprawdzianem w roku przedolimpijskim, a poza tym zawodami niezbędnymi do kwalifikacji olimpijskiej.

Bez maszyn startowych i urządzeń do pomiaru czasu, zabezpieczonych przez komornika na początku tygodnia, kolarze nie mają jak startować. Wciąż nie wiadomo, czy otrzymają stroje i sprzęt na mistrzostwa Europy.

Działacze nie byli w stanie obiecać tego ani Makselowi, ani zebranym dziennikarzom.

Cytowany wcześniej minister sportu uważa, że PZKol wcześniej czy później upadnie, zaś ministerstwo robi wszystko, co może, wspierając zawodników poza strukturami związku.

W przyszłym roku PZKol będzie obchodził 100-lecie istnienia. Już dziś wiadomo, że żadnej gali nie będzie.

polecane: FLESZ: EURO 2020 - Polacy z rekordową premią za awans

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie