A co, jeśli historia trochę się powtarza? PiS ugrzązł w mętnym błotku drugiej kadencji. Trochę jak lata temu Platforma

Witold Głowacki
Witold Głowacki
brak
Naczelna reguła polityki ery PO-PiS zdaje się brzmieć tak: Pierwsza kadencja to czas teflonu i radosnych pląsów po zielonej łące. Ale druga kadencja to coraz bardziej rozpaczliwa walka o zrobienie choćby kroku

Platforma Obywatelska 24 stycznia bez wielkich fanfar obchodziła 20. rocznicę swego istnienia. W maju z kolei swoje 20. urodziny będzie świętować Prawo i Sprawiedliwość. Tak, choć ich pierwsze lata działania upłynęły jeszcze za rządów będącego na równi pochyłej SLD, PiS wespół z Platformą nadają ton polskiej polityce już od całych dwóch dekad. Trudno sobie zresztą wyobrazić, by Platforma mogła istnieć bez PiS-u, a PiS bez Platformy. Obie partie czerpią swą witalną siłę z tego, że nas sobą nawzajem nieustannie straszą. Czasem strasząc mają nieco racji, czasem całkiem sporo - najczęściej to jednak strachy na Lachy. Tym bardziej, że z punktu widzenia tych partii jest ktoś znacznie straszniejszy od PiS-u obrazowanego przez Platformę i Platformy obrazowanej przez PiS. To Polacy, którzy wciąż się zmieniają, i do których trzeba się nieustannie na nowo dostosowywać, cały czas przekonstruowując język polityki, programy i sposoby definiowania obaw i aspiracji. To też Polacy, którzy prędzej czy później się nudzą - i rozczarowują aktualnym składem parlamentarnej reprezentacji. To ich - a nie Tuska z Budką i Schetyną - boi się PiS. I to ich o wiele bardziej od Kaczyńskiego z Ziobrą i Kamińskim boi się Platforma. Polacy potrafią wynieść jedną z partii na piedestał, by potem ją z niego brutalnie i nieco kapryśnie zepchnąć. To o wiele gorsza perspektywa niż jakieś tam pogróżki o Trybunałach Stanu i Programach Cela Plus - do realizacji których dziwnym trafem nigdy nie dochodziło i najpewniej nie dojdzie.

Od sześciu lat to PiS odgrywa w polskim politycznym duopolu rolę strony dominującej, na tyle przekonująco, a momentami wręcz wszechogarniająco, że czasami wręcz zapominamy o tym, że w tej mocno skomplikowanej relacji politycznej był i ośmioletni okres hegemonii Platformy. Dla zwolenników PiS to wciąż te „osiem ostatnich lat”, choć minęło już sześć kolejnych; dla zwolenników Platformy „złota epoka w historii Polski”, choć jakoś nie widać, by mogła się ona szybko powtórzyć. Tymczasem fakty są takie, że był to okres mocno niejednorodny. I pod wieloma względami porównywalny z obecną epoką pod znakiem dominacji PiS-u.

Ale nie, nie. To nie będzie symetrystyczny wywód o tym, że obie partie bywają siebie warte, choć pod wieloma względami bywa to prawda. Tym razem warto przyjrzeć się dynamice ich rządów - i dynamice, z jaką tworzyło się i gasło ich społeczne zaplecze. Zobaczymy wtedy, że druga kadencja PiS-u może być znacznie bardziej podobna do drugiej kadencji Platformy niż obie partie chciałyby przyznać. W dodatku możemy też zobaczyć, że kiepska i żmudna druga kadencja jest być może czasem zapłaty za błyskotliwe sukcesy i tony teflonu z pierwszej kadencji.

Obie partie potrafią wygrywać wybory - zwłaszcza wtedy, gdy wszystko im sprzyja. Potrafią to robić tryumfalnie i z rozmachem - emanując energią, jak wygrywający w 2007 roku Tusk, albo uśmiechając się skromnie i zbierając burzliwe oklaski od zwolenników - jak Beata Szydło idąca w 2015 roku po fotel szefowej rządu. Było tak od początku ich w wielu aspektach wspólnej historii.

Zwycięzca za każdym razem dostaje solidny zapas teflonu, chroniącego przed mediami i gniewem ludu. Nie wiedzieć czemu jest to jednak taki sam teflon, jak ten, który kupujemy na tańszych patelniach do smażenia jajek. O tym, że już go nie ma, dowiadujemy się dopiero wtedy, gdy jajeczko sadzone przywiera nam do powierzchni, akurat gdy marzy nam się solidne niedzielne śniadanie. Tego samego doświadczają też nasi politycy - z obu stron PO-PiS-owego lustra.

W 2005 roku PiS i Platforma szły po władzę - bardzo długo zgodnie i pod rękę - dyskontując przede wszystkim polityczne błędy swych poprzedników i zagospodarowując te obszary społecznych emocji, z których istnienia ekipa Leszka Millera albo nie zdawała sobie sprawy, albo też nie miała już szans, by na nie skutecznie odpowiedzieć - bo wiązały się z największymi grzechami polskich postkomunistów - barwnie ilustrowanymi przez aferę Rywina i inne historie z obszaru korupcji politycznej i nie tylko politycznej, w rodzaju afery starachowickiej. Wygrał ostatecznie PiS - doszło do błyskawicznego i burzliwego rozwodu obu partii spod znaku moralnej odnowy, a zwycięzca - w tym wypadku Kazimierz Marcinkiewicz - dostał tyle teflonu, że wydawało się, że starczy mu to na długie lata. Wtedy zresztą to nie teflonu PiS-owi zabrakło - tylko raczej wystarczającej liczby głosów, by rządzić bez kłopotliwego sojuszu z Giertychem i Lepperem - ostatecznie to ten kłopotliwy sojusz i jego stricte polityczne implikacje okazały się gwoździem do trumny pierwszej epoki PiS.

Platforma wygrała wcześniejsze wybory w 2007 roku i wzięła władzę w sposób bardzo podobny do tego, w jaki brał ją dwa lata wcześniej PiS. Tu również na Polaków oddziaływała logika Wielkiego Resetu, przekreślenia rządów, które przestały im się podobać i których część obywateli zaczęła się bać. Po tym niekłamanym sukcesie Donald Tusk dostał tyle teflonu, ile sam ważył - przez pierwsze lata rządzenia nie imało się go dosłownie nic. A Platformie udało się utrzymać władzę przez dwie pełne kadencje - problem jednak w tym, że w sensie politycznej efektywności i zdolności do budowy i poszerzania społecznego zaplecza ta druga kadencja była jedynie cieniem pierwszej.

I tu właśnie zaczyna się rysować bardzo ciekawa analogia. Bo przecież i druga kadencja PiS-u przebiega zupełnie inaczej niż pierwsza.

Pierwsza kadencja Platformy bardzo mocno różniła się od drugiej pod względem nastrojów społecznych i postrzegania ekipy rządzącej przez Polaków. Zdumienie dziennikarzy i komentatorów „teflonowością” Donalda Tuska i jego partii w pierwszym okresie rządów po roku 2007 pod wieloma względami przypomina podobne zdumienia - obserwowane w latach 2015-2019 i dotyczące znacznej odporności na krytykę i jednoczesnej zdolności unikania wielu konsekwencji własnych ewidentnych błędów wykazywanych przez PiS. Gładkość, z jaką rząd Tuska przeszedł przez aferę hazardową, jest tu idealnym przykładem. Dość długo wydawało się nawet, że Platforma przejdzie niemal obronną ręką przez tak potężny kryzys jak ten, który spowodowała katastrofa smoleńska - choć już w drugiej kadencji stawało się jasne, że Smoleńsk zostawia za sobą cień, od którego Platforma i Tusk długo nie będą się mogli uwolnić.

Niemniej cała druga kadencja Platformy to mocno rozciągnięty w czasie, trwający długie cztery lata okres schyłkowy. Niepopularne decyzje polityczne z jej pierwszej połowy - jak wydłużenie wieku emerytalnego czy potem tzw. skok na OFE, następnie zaś coraz bardziej widoczne pośrednie skutki globalnego kryzysu ekonomicznego wywołanego przez upadek banku Lehman Brothers i bardzo neoliberalnej reakcji pierwszego rządu Tuska na ten kryzys - to wszystko spychało tę drugą kadencję na niezbyt może stromą, ale konsekwentnie opadającą równię pochyłą.

Pakiet najpopularniejszych liberalno-centrowych interpretacji dotyczących afery podsłuchowej i jej politycznych skutków przedstawia wszystko to, co działo się po pierwszych publikacjach „Wprost” jako rodzaj kataklizmu, który spadł na niczego niespodziewającą się rządzącą partię niczym grom z jasnego nieba, przekreślając jej dalszą przyszłość z powodu tego, że na nagraniach jej ważni politycy wypowiadali liczne brzydkie wyrazy. Ta dość naiwna konstrukcja ma się zadziwiająco dobrze do dzisiaj.

Tymczasem afera podsłuchowa wybuchła dopiero w trzecim roku drugiej kadencji rządów Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej. Choć politycy Platformy - zwłaszcza bezpośrednio czy pośrednio trafieni podsłuchami - wolą myśleć o aferze w ten sposób i teraz, nie była ona bynajmniej jakąś oderwaną od całego spektrum realiów katastrofą, która z dnia na dzień zniszczyłaby sprawną, świetnie naoliwioną i doskonale funkcjonującą machinę rządów ekipy Donalda Tuska. Przeciwnie - rząd Tuska przez właściwie całą drugą kadencję doświadczał powolnego spadku poparcia, prosta kontynuacja stylu i działań z epoki przedsmoleńskiej nie była już tym, co wystarczałoby Polakom, a Platforma nie potrafiła już znaleźć odpowiedzi na ich zmieniające się oczekiwania i aspiracje.

Był czas, w którym szczerze mówili o tym w wywiadach Marcin Król, Janusz Czapiński czy Michał Boni. Ale Tusk jakąś częścią siebie zdawał sobie z tego sprawę już na progu swej drugiej kadencji, która w przeciwieństwie do pierwszej bynajmniej nie była usłana różami. Na konferencji z okazji stu dni swego drugiego rządu Tusk zmuszony był dość kwaśno przyznać, że tym razem sondaże już jego rządom nie sprzyjają. Było to dość oględne stwierdzenie, jeśli weźmiemy pod uwagę, że po 100 dniach jego drugiej kadencji aż 55 procent Polaków według CBOS oceniało, że drugi rząd Tuska radzi sobie gorzej od tego pierwszego.

Zaglądam do archiwalnego publicystycznego tekstu Grzegorza Rzeczkowskiego z „Polityki” z okazji 100 dni rządu Tuska. Rzeczkowski zauważa w nim krytykę spadającą na rząd ze strony… „Gazety Wyborczej” i TVN i trochę z nią polemizuje, pisząc że za wcześnie jeszcze na rozliczanie Tuska z niepowodzeń w polityce zagranicznej, zwłaszcza w Brukseli, w której zdaniem „GW” Tusk miał wówczas niemal „nie istnieć”. Czas pokazał zresztą, że akurat w tej kwestii Rzeczkowski miał stuprocentową rację, zważywszy na późniejszą unijną karierę byłego już premiera.

Już u progu drugiej kadencji ekipa Tuska miała więc coraz słabsze sondaże i coraz gorszą prasę - także na łamach tytułów naturalnie sprzyjających liberalnemu centrum.

Afera podsłuchowa czerpała swoją siłę rażenia przede wszystkim z tego, że na nagraniach Polacy znaleźli nie tylko liczne brzydkie wyrazy, ale i szereg potwierdzeń swych odczuć i przypuszczeń dotyczących elity politycznej, ze szczególnym uwzględnieniem polityków Platformy. Arogancja i buta władzy, oderwanie od realiów życia polskiej większości, zblatowanie elit polityki i biznesu oraz - być może to najgorsze - te żenujące wywody polityczne i geopolityczne o robieniu laski, kamieni kupie i pracy za miskę ryżu tych wszystkich kieszonkowych Machiavellich i powiatowych Schmidtów - to wszystko było na nagraniach. Polacy usłyszeli na nagraniach ludzi z obcego sobie, wyalienowanego świata władzy, w dodatku ludzi, których trudno polubić i którym jeszcze trudniej wierzyć.

To samo jednak przezierało z badań socjologów i sondaży. Poparcie dla rządu powoli topniało przez niemal całą drugą kadencję Tuska, nijak nie pomogło mu też przejęcie sterów przez Ewę Kopacz. Afera podsłuchowa nie była na tym sondażowym wykresie jakimś szczególnie wstrząsającym tąpnięciem - był to raczej kolejny akord na liście wielu innych porażek i rozczarowań Platformy.

Co ciekawe, PiS długo nie zbierał z tego bezpośredniej sondażowej premii. Bardziej zauważalne postępy zaczęły się dopiero po wyjeździe Tuska do Brukseli, w ostatnim, bardzo już schyłkowym roku drugiej kadencji Platformy pod rządami Ewy Kopacz. I tu jednak beneficjentami problemów Platformy stawali się także najpierw Paweł Kukiz, a potem Ryszard Petru ze swoimi ugrupowaniami.

Dziś pod wieloma względami warto spojrzeć na drugą kadencję PiS trochę poprzez kontekst drugiej kadencji Platformy. Owszem, to bardzo nietypowy czas w polityce - epidemia koronawirusa wywróciła nasze życie do góry nogami, a jej polityczne skutki mogą być bardzo brutalne dla rządzących - nie tylko zresztą w Polsce. Nie ma jednak długotrwałych rządów bez mierzenia się z problemami, które wykraczają poza standardy i rutynę codzienności. Platforma nie doświadczyła u władzy niczego porównywalnego z pandemią, ale PiS nie doświadczył z kolei niczego porównywalnego z kryzysem gospodarczym lat 2008-2011, ani tym bardziej ze Smoleńskiem. Rzeczy nie do wyobrażenia jednak się zdarzają, a politycy są oceniani także przez pryzmat tego, jak próbowali się z nimi zmierzyć.

Niektóre procesy zdają się dziać niezależnie od pandemii. Odsetek przeciwników rządu Mateusza Morawieckiego rośnie niemal nieprzerwanie już od wyborów 2019 roku. Odsetek zwolenników rządu zaczął natomiast spadać wraz z początkiem pandemii - i generalnie nadal spada.

Zarazem zaś PiS stracił swą znaną z pierwszej kadencji zdolność do względnie łatwego forsowania dowolnych zmian w prawie bez konieczności oglądania się na skutki. Masowe demonstracje Strajku Kobiet nie były już postrzegane przez PiS tak, jak wcześniejsze manifestacje KOD-u czy obrońców sądów - czyli jako może niezbyt przyjemna, lecz nieuchronna konsekwencja podjęcia pewnych określonych politycznych decyzji, konsolidująca jedynie zdeklarowanych przeciwników PiS i tym samym niegrożąca politycznymi stratami. Tym razem to już ruch, który skutkował zmniejszeniem się poparcia - czyli zapłatą za polityczny błąd w pełnej wysokości.

W drugiej kadencji nie działa też już magia transferów socjalnych z początku pierwszej kadencji - tak jak w drugiej kadencji Platformy nie budziła już tej samej społecznej euforii, co rok czy dwa lata wcześniej budowa autostrad czy stadionów. Coś, co niosło partię najpierw do władzy, a potem przez całą pierwszą kadencję, dziś dla wyborców jest już elementem coraz bardziej zastanej rzeczywistości. Czymś, czego przypominanie przez polityków może być przez wyborców odbierane jako wypominanie.

W realiach ery PO-PiS-u pierwsza kadencja wydaje się być znacznie bardziej łakomym kąskiem od drugiej. PiS korzystał z tego ochoczo, gdy sam zbierał się do marszu po władzę kosztem słabnącej i pogrążonej w coraz większym bezwładzie późnego rządzenia Platformy. Dziś to PiS tkwi po kolana w gęstniejącym błocie drugiej kadencji, w którym każdy ruch przychodzi znacznie trudniej i kosztuje znacznie więcej niż jeszcze całkiem niedawno, na zielonej łące, jaką z dzisiejszej perspektywy jawi się kadencja pierwsza. Najciekawsze pytanie nie dotyczy więc tego, czy PiS zdoła skądś zaczerpnąć energię do przejścia jeszcze paru kroków, tylko kto skorzysta na tym, że stoi poza krawędzią bagienka rządów drugiej kadencji.

Polacy boją się biedy

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie