500 plus i kazania nie wpływają na dzietność

Zbigniew Bartuś
Zbigniew Bartuś
Zaktualizowano 
W roku 2016, po wprowadzeniu programu Rodzina 500 plus, skłonność Polek do posiadania dzieci nieco wzrosła - głównie za sprawą rodzin, które zdecydowały się na spłodzenie drugiego lub kolejnego dziecka. W 2017 r. doszło do powtórki. Rząd przekonywał, że to zasługa zasiłku. Tymczasem z analiz demograficznych wynika, że ów chwilowy wzrost dzietności (bo w 2018 r. mieliśmy znowu spadek) zawdzięczamy mieszkankom dużych miast, natomiast na wsi takie zjawisko nie wystąpiło: kobiety wcale nie palą się do rodzenia drugiego i kolejnego dziecka. Również urodziny pierwszych dzieci świętowano głównie w metropoliach. Na wsiach liczba urodzeń maleje. Jest tak m.in. w 99 proc. gmin wiejskich w Małopolsce.

Czy 500 plus może motywować do posiadania dzieci bardziej w miastach niż na wsi? Byłby to absurd. 500 zł w Krakowie, gdzie średnia płaca dobija do 6 tys. zł brutto, a koszty życia są wysokie, ma mniejszą wartość niż pod Tarnowem, gdzie średnia wynosi 3,5 tys. zł. Owszem, zasiłek ten poprawił byt części rodzin, zwłaszcza wielodzietnych, ale nie wpływa na poziom dzietności, a w każdym razie nie tak silnie, by powstrzymać trendy demograficzne i towarzyszące im zmiany obyczajowe.

Wnioski - oczywiste od lat w Szwecji, Francji, Irlandii, Hiszpanii, Włoszech... - są takie, że do wzrostu dzietności dochodzi tam, gdzie są najlepsze warunki godzenia pracy zawodowej z życiem rodzinnym i gdzie instytucje państwa - oraz inne - tworzą ekosystem wspierający wszystkich rodziców, bez ich oceniania, a już nie daj Bóg - szykanowania.

W Polsce takie najlepsze warunki są w uchodzących za liberalne (czyli „lewackich”) metropoliach. I właśnie tam masowo uciekają Polki - także po to, by rodzić dzieci. Natomiast na wsiach dzietność spada. Najbardziej na terenach znanych z przywiązania do rodziny, religii i tradycji - co powinno dać do myślenia zarówno moralizującej władzy, jak i duszpasterzom, którzy tak żarliwie ją wspierają.

Czytaj także

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Materiał oryginalny: 500 plus i kazania nie wpływają na dzietność - Dziennik Polski

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 4

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Niestety, zwiększyło to dzietność w już przeludnionym od lat Krakowie, natomiast w wyludniających się miastach i na wsi - wcale nie. Lepiej, by w Krakowie zmalała dzietność oraz by zakazano napływu ludności z innych miejscowości Polski oraz z zagranicy (w tym "mrowiu" życie nie jest komfortowe - odczuwa się syndrom przeludnionego miasta, i w ogóle przerośniętego - obszar Krakowa też jest zbyt duży), natomiast niech rodzą w wyludniających się Katowicach czy jeszcze szybciej wyludniającej się Łodzi. To, że Kraków ma obecnie więcej ludności niż Łódź nie cieszy, lecz smuci, tym bardziej, że Kraków to obecnie miasto prawie zupełnie pozbawione przemysłu, będące jednocześnie "zagłębiem biurowym". Dochód narodowy to wartość produkcji pomniejszona o koszty produkcji (a więc musi być produkcja),,a praca biurowa go nie tylko nie generuje, ale wręcz zjada (pensje pracowników biurowych - zresztą bardzo zawyżone w stosunku do innych zawodów -pochodzą z dochodu narodowego, więc to robotnik pracuje na urzędnika a nie odwrotnie), czyli Kraków to - z punktu widzenia makroekonomii - miasto-pasożyt, a rośnie bez opamiętania. Przyczyną tego rozrostu miasta są te przeklęte biurowce, których w Krakowie jest wielokrotnie więcej niż powinno być i stanowczo trzeba likwidować te biura (zarówno urzędowe, jak i korporacje), wyburzyć biurowce, na ich miejsce dać tereny zielone i skrzyżowania dwupoziomowe, przejścia podziemne (by autobusy miejskie nie stały na światłach) a ludności napływowej powiedzieć "wynocha z Krakowa" i wielodzietnych też przesiedlać do Katowic lub Łodzi (by miał kto pracować w przemyśle). Przeludnienie Krakowa powoduje dyskomfort życia i stanowczo dzietność powinna w Krakowie spaść (oraz powinna odpłynąć ludność napływowa). Tymczasem, co krok mamy (przepraszam za słownictwo) k...wskie wózki (czyli wózki dziecięce), pchają się matki z wózkami do zapełnionych autobusów, pchają się na zebrę gdy zbliża się autobus itd. Wszędzie tego jest pełno. Kraków powinien być wolny od rodzin wielodzietnych i powinno się je nazywać po imieniu (dziecioroby). Dziecioroby powinny być tam, gdzie się wyludniło (wsie, Katowice Łódź, Opole).

G
Gość

autor bredzi, 500zl zmniejsza wielkosc spadku liczby urodzin

O
Ola
23 września, 08:27, Gość:

Tobie nie wpłynęły na rozum.

Drogi płatny trollu, rozwiń. proszę, tę błyskotliwą (bez)myśl.

G
Gość

Tobie nie wpłynęły na rozum.

Dodaj ogłoszenie