5 lat rządu Donalda Tuska. Smolar: Premier to pragmatyk bez wizji

Agaton Koziński
Aleksander Smolar
Aleksander Smolar Fot. archiwum
- W swoim rządzie Donald Tusk ma samych przeciętniaków - mówi politolog Aleksander Smolar w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

16 listopada 2007 r. został zaprzysiężony rząd Donalda Tuska. Wcześniej polska polityka funkcjonowała od kryzysu do kryzysu - a każdy kryzys oznaczał małe lub większe trzęsienie. Dopiero Tusk dał Polsce stabilizację polityczną. Coś z tej stabilizacji wynikło?
Stabilizacja, o której pan mówi, może być rozumiana w dwojaki sposób. Po pierwsze, cała mapa polityczna zmieniła się wraz z dominacją PO i PiS. Przed nimi mieliśmy wiele różnych ugrupowań o różnych nazwach i krótkim zazwyczaj żywocie. Stabilizacja, którą zapewniła Platforma po dojściu do władzy, wiązała się bezpośrednio z odsunięciem od niej PiS. Sporządzając pierwsze bilanse rządów PO, Donald Tusk podkreślał, że jego największymi sukcesami było odsunięcie PiS od władzy oraz zapewnienie krajowi poczucia stabilności. Rozmawiając o rządach PO po wyborach 2007 r., trzeba przypomnieć kontekst. Ta partia przejęła władzę od PiS, który coraz bardziej negował zasady, na których oparta jest demokracja liberalna. To, że Tuskowi udało się ten proces zatrzymać, uważam za jedną z największych jego zasług.

Rzeczywiście, PO jest niezwykle skuteczna w blokowaniu PiS możliwości powrotu do władzy. To jeden z elementów stabilizujących system. Tylko czy to nie jest sztuka dla sztuki?
By odpowiedzieć na to pytanie, trzeba się najpierw zastanowić, do czego mogłyby doprowadzić dłuższe rządy PiS. Można to sobie wyobrazić, obserwując sposób sprawowania władzy przez Viktora Orbána na Węgrzech. W demokracji liberalnej władza wykonawcza jest ograniczona przez wiele różnych procedur i instytucji od niej niezależnych. Wyraźnie widać, że Orbán skutecznie je marginalizuje, dotyczy to m.in. trybunału konstytucyjnego, banku centralnego. Dysponując mniejszymi możliwościami, PiS podążał w tym samym kierunku. To jest wizja demokracji nieliberalnej, w której zwycięska partia robi mniej więcej co chce. Demokracja liberalna opiera się na pesymizmie antropologicznym, który świetnie wyrażał na przykład James Madison, były prezydent USA.

Na czym polegał definiowany przez niego pesymizm antropologiczny?
On uważał, że ludziom władzy trzeba zakładać instytucjonalny "kaftan bezpieczeństwa" po to, by nie zagrażali innym. Orbán próbuje zrzucić ten kaftan, podobnie działał Kaczyński, skarżąc się na "imposybilizm" wytwarzany przez naszą demokrację. Tusk, owszem, ma grzechy na swoim sumieniu, ale respektuje zasady demokracji liberalnej. Nie jest on zagrożeniem dla instytucji i dla obywateli.

Mogę dać tytuł rozmowie: Tusk uratował demokrację liberalną w Polsce?
Na pewno była ona nadgryzana, a Tusk przywrócił w pełni szacunek dla jej zasad. Dał też społeczeństwu poczucie bezpieczeństwa. Choć to niejedyne jego osiągnięcie. Inne miały miejsce w polityce zagranicznej. Czas rządów PiS to był okres, kiedy Polska była zantagonizowana niemal ze wszystkimi, a przede wszystkim z Niemcami i Rosją, i z Unią Europejską. Dobre stosunki PiS utrzymywał tylko z naszymi wschodnimi sąsiadami: Litwą, Ukrainą, trochę oddaloną Gruzją. Pięknym symbolem tej współpracy był wyjazd z inicjatywy Lecha Kaczyńskiego pięciu prezydentów do Tbilisi w chwili, gdy wybuchła wojna rosyjsko-gruzińska.
Polityka wschodnia rządom PO kompletnie się nie udaje.
Jeśli przyjrzeć się bliżej tej polityce w wykonaniu PiS, to też wielu sukcesów nie widać. Symboliczna była ostatnia wizyta Lecha Kaczyńskiego na Litwie tuż przed tragiczną śmiercią. Został on tam upokorzony, gdyż przyglądał się w Wilnie, jak w tamtejszym Sejmie przepada projekt ustawy umożliwiającej litewskim Polakom zapis swego nazwiska w języku polskim. Także na Ukrainie Polska nie odnosiła wielu sukcesów - w okresie rządów PiS w tym państwie dokonywała się negatywna ewolucja polityczna. Oczywiście, nie była ona zawiniona przez polskie władze, ale też nie udało się im tej przemiany zablokować. Niepowodzenia PO na wschodzie również wynikają głównie z negatywnej ewolucji, jaka zachodzi w tych krajach: na Białorusi, Ukrainie, w Gruzji. Polska miała i ma ograniczony na to wpływ. Partnerstwo Wschodnie, choć ma dziś ograniczony wpływ, jest instytucją, która może w przyszłości odegrać jeszcze ważną rolę. Chcę podkreślić jeszcze jedną ważną różnicę między PO a PiS w polityce zagranicznej.

Słucham.
W relacjach wewnątrz UE PiS nie miał właściwie żadnej zdolności koalicyjnej - właśnie z powodu tych konfliktów, o których już mówiłem, oraz dość negatywnego stosunku do samej Unii. Po dojściu do władzy PO sytuacja zmieniła się radykalnie. Rząd Tuska zdołał odbudować tę zdolność koalicyjną, a nawet wyniósł ją na wyższy poziom - widać to było w 2008 r. podczas negocjacji paktu klimatycznego, gdy udało się zbudować dużą koalicję jego przeciwników, ale widzimy to także teraz podczas negocjacji budżetu UE. Przecież koalicja tzw. przyjaciół spójności liczy 15 państw i jej zbudowanie to duży sukces polskiego rządu. PiS pozostawał w ramach Unii dość osamotniony. Nawet nasi południowi sąsiedzi traktowali nasz kraj jako niewiarygodny. Różnice w podejściu do polityki międzynarodowej widać także w stosunku do USA. PiS deklarował bardzo żarliwą miłość do Ameryki. Z tego między innymi powodu z rządu PiS wyleciał Radosław Sikorski - zarzucano mu, iż zbyt twardo negocjował z Amerykanami warunki współpracy przy tarczy antyrakietowej, stawiał warunki, które Jarosław i Lech Kaczyńscy odebrali jako zagrożenie dla stosunków z USA. Ale relacje z Waszyngtonem nie były dobre. Mimo wielu gorących deklaracji Amerykanie z obawą spoglądali na radykalizm działań rządu PiS. Rządy PO miały inny stosunek do USA, większą wagę przywiązując do relacji w ramach Unii, ale nie znaczy to, że relacje z Waszyngtonem są dziś gorsze.

Słuchając Pana wywodu, można odnieść wrażenie, że rząd Tuska jest niemal idealny.
Budzi obawę sytuacja, w której o 10 proc. wzrosła liczba Polaków, którzy wierzą, że w Smoleńsku doszło do zamachu. To jest potencjał wybuchowy. PO za to współodpowiadaWcale tak nie twierdzę. Zresztą gdy Tusk obejmował władzę, byłem jego ostrym krytykiem. Obecnie krytykę tę złagodziłem, gdyż wychodzę z założenia, że dziś rząd ma mniejsze pole manewru niż w 2007 r. Cały czas uważam jednak, że Platforma w chwili objęcia władzy nie miała żadnego planu działania. Takie plany tworzyli Jan Rokita oraz grupa jego współpracowników - ale oni w rządzie Tuska się nie znaleźli. Taka sytuacja sprawiła, że w 2007 r. władzę w Polsce objęli politycy, którzy nie byli do tego w żaden sposób przygotowani. Przecież nawet Tusk, człowiek niewątpliwie inteligentny, nie miał w chwili obejmowania funkcji premiera żadnego doświadczenia w kierowaniu instytucjami państwa, wcześniej był szefem partii oraz pełnił dość symboliczną funkcję wicemarszałka Senatu. Donald Tusk ideologizował ten stan nieprzygotowania. Drwił z samego pojęcia reform, które niedawno dopiero doczekały się ograniczonej rehabilitacji w języku PO. Tusk głośno też zapowiadał w wywiadach, że będzie wyrzucał z partii za wyciąganie z szuflad projektów ustaw - widząc w nich nie szanse, lecz zagrożenie dla racjonalnych rządów. Nobilitował w istocie brak działań. Ta postawa wynikała z jego i Platformy nieprzygotowania, ale również z jego diagnozy stanu kraju. Tusk nie bez racji sądził, że Polacy, po traumatycznych doświadczeniach lat 80. i czasu transformacji, chcą mieć wreszcie spokój. W istocie leczenie snem stało się podstawowym wyznacznikiem polityki. O minimalistycznych celach, jakie rząd ten sobie stawiał, świadczy sławna formuła Tuska o polityce ciepłej wody w kranie, której jego rząd hołdował. Tusk nie miał ambicji bycia mężem stanu. Chciał, żeby Polacy, po doświadczeniach transformacji i po rządach PiS, mieli poczucie bezpieczeństwa, przewidywalności i choć skromnego postępu materialnego.
Tusk na początku swych rządów zakreślał długofalowe strategie, na przykład raport "Polska 2030", ale nawet nie próbował ich realizować.
Przygotowanie raportu "Polska 2030" przez Michała Boniego i jego młodych współpracowników zajęło kilka lat. Dla władzy była to w istocie dekoracja. Jedynym czytelnym długofalowym celem rządów PO była reelekcja w 2011 r. Tę skromność planów można częściowo tłumaczyć blokowaniem mechanizmów decyzyjnych przez obecność Lecha Kaczyńskiego w Pałacu Prezydenckim - nie ukrywał on swojej wrogości do rządu PO. Tusk nie mógł więc liczyć na współpracę prezydenta. Choć rząd nigdy tak naprawdę nie sprawdził go, wprowadzając tylko jedną reformę: likwidację emerytur pomostowych. Potem przegrał przy projekcie ustawy komercjalizacji szpitali i zrezygnował z dalszych działań. A przecież gdyby bombardowali prezydenta kolejnymi ustawami, to Lechowi Kaczyńskiemu byłoby bardzo trudno wszystko wetować.

Ale Tusk usprawiedliwiał się, mówiąc, że nie może nic robić, bowiem blokuje go prezydent.
Pogląd ten nie był pozbawiony podstaw. Chociaż zarazem taka sytuacja ułatwiała przygotowywanie zwycięskich, kolejnych wyborów. A więc była PO na rękę.

Jak Pan porównuje Tuska z 2007 i 2012 r., to jakie różnice Pan widzi?
Widzę zmiany nie tyle w samym Tusku, co w warunkach, w jakich musi pracować. W chwili, gdy obejmował on władzę, panowały dużo lepsze warunki do rządzenia niż teraz. Dziś mamy gorszą koniunkturę gospodarczą, pogorszyła się także sytuacja wewnętrzna Platformy. Z partii zostali właściwie wyeliminowani wszyscy, którzy byli nieprzeciętni. Dziś obraz tej partii zdumiewa. W tej partii nie ma już właściwie nikogo poza Tuskiem. Znikł gdzieś Grzegorz Schetyna, ważna kiedyś funkcja szefa klubu parlamentarnego wygląda, jakby była nieobsadzona.

Ile w tym winy Tuska, który popełnia błędy kadrowe i otacza się niewłaściwymi ludzi? Afera hazardowa najlepszym na to dowodem - Tuska bezpośrednio ona nie dotyczyła, ale osoby z jego najbliższego otoczenia.
Afery korupcyjne na szczytach władzy wybuchają nawet w najbardziej dojrzałych demokracjach - najważniejsza w tej sprawie była reakcja Tuska, który nie zawahał się wyrzucić z rządu swoich bliskich współpracowników. Ale od tamtej pory, jak się wydaje, Tusk jest sam, wokół niego są tylko wykonawcy, a nie partnerzy intelektualni czy polityczni. Jedynym wyjątkiem, jak się wydaje, jest Jan Krzysztof Bielecki, doradca Tuska. W otoczeniu premiera można na pewno wyróżnić Radosława Sikorskiego - człowieka o silnej osobowości i bardzo pozytywnej w tym rządzie roli, oraz Jacka Rostowskiego - wielkiego kasjera Rzeczypospolitej, nad którym nie ma nikogo, kto odpowiadałby za całość polityki ekonomicznej tego rządu. Poza nimi właściwie pustka. Także z tego wynika ten brak jakiejkolwiek myśli strategicznej w działaniach Tuska. Zdumiewa niechęć premiera do dokonania zmian w rządzie - normalny mechanizm odnawiania zaufania społecznego do rządzącej ekipy w demokracji.
Przed chwilą zapytałem o różnice między Tuskiem dziś a pięć lat temu, ale Pan zaznaczył, że mniej zmienia się on, a bardziej świat wokół niego. W jaki sposób się zmienia?
W 2007 r. mieliśmy bardzo dobrą koniunkturę gospodarczą. To był czas, by podejmować odważne zmiany. Raport "Polska 2030" wyznaczał rozumnie kierunki zasadniczych zmian. W tym raporcie mówi się o zagrożeniu dryfem rozwojowym. Późniejszy rozwój sytuacji pokazał jednak, że to dryfowanie, w które wpadliśmy, wcale nie było najgorszym scenariuszem. Dziś już widać, że można napisać jeszcze gorszy, związany z procesami globalizacji i zaostrzającej się konkurencji międzynarodowej. Ratują nas dotychczas środki unijne. Ale i tu sytuacja się pogarsza. Pod tym względem bilans rządów Donalda Tuska wypada słabo. Tusk jest do bólu pragmatyczny i wyznacza sobie w zasadzie tylko krótkoterminowe cele. To źródło jego sukcesów, ale także jego największe ograniczenie. Widać to było na początku drugiej kadencji. Premier był do niej nieprzygotowany, nawet do dokonania zmian personalnych w rządzie. Efektem tego nieprzygotowania była seria wpadek, która zaczęła się już w grudniu 2011 r., a które w efekcie poważnie osłabiły kapitał zaufania społecznego, jaki premier miał jeszcze rok temu. Tusk ten kapitał wykorzystał do przedłużenia wieku emerytalnego - a resztę spożytkował na gaszenie pożarów, które wcale nie musiały wybuchnąć. Ogólnie pogorszenie koniunktury i wpadki rządu wpłynęły negatywnie na nastroje Polaków. Dziś są oni dużo bardziej niespokojni niż jeszcze dwa lata temu, kiedy nie zdawali sobie w ogóle sprawy z tego, że jest kryzys. To także konsekwencja katastrofy smoleńskiej i zaniedbań rządu przy wyjaśnianiu jej przyczyn. Dla mnie do dziś jest niewyjaśnione, czemu odszedł z rządu Jerzy Miller, który stał na czele komisji wyjaśniającej jej przyczyny.

Brak nominacji do rządu wyglądał jak kara za złe wykonanie tego zadania.
Tusk mógł postawić kogoś innego na czele tej komisji, bo przecież wiadomo było, że sprawa katastrofy będzie dalej zatruwała atmosferę kraju, ale tego nie zrobił. To sprawia, że od długiego czasu jedynym źródłem informacji, często fantazyjnych, są ustalenia zespołu Antoniego Macierewicza. Po stronie rządu nie ma nikogo, kto mógłby dać im merytoryczny odpór.

Może właśnie o to chodzi? Na początku Pan wymienił jako sukces Tuska odsunięcie PiS od władzy. Czy pięć lat jego rządów nie sprowadza się do umiejętnego zarządzania strachem wśród Polaków przed powrotem Jarosława Kaczyńskiego na fotel premiera?
To jest cyniczna interpretacja motywów premiera. Po pierwsze, rządy PO i PSL mają znacznie poważniejsze osiągnięcia, o czym mówiłem. Choć na pewno jest dużo prawdy w tezie, iż Tusk korzysta z kapitału obaw, poczucia zagrożenia, jakie PiS stwarza. Musi budzić głębokie obawy to, iż o 10 proc. wzrosła liczba Polaków, którzy wierzą czy biorą pod uwagę możliwość, że w Smoleńsku doszło do zamachu. Tak sądzi obecnie więcej osób, niż wynosi elektorat PiS. To jest potencjał wybuchowy, który może zostać wykorzystany przez PiS lub jakąś bardziej radykalna grupę. Platforma współodpowiada za tę sytuację.

Aleksander Smolar, prezes Fundacji Batorego, politolog. Były doradca premiera Tadeusza Mazowieckiego

Wideo

Komentarze 12

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gabriel
Panie Profesorze, nie błyszczy też Pan wizją ?
a
a skrzypek z dachu patrzy
Oj Smolary, Solorze, Michniki, Blumstajny, Linderbergi, Mazury i inne bandziory, dobraliście sobie przedstwiciela na miarę waszych potrzeb, wasze konta puchną - także krwią polaków - a bieda w kraju i zadłużenie jak pętla na szyi - to jest ten smolarowy pragmatyzm
k
kolo
Popierasz PO? Skontaktuj się z lekarzem lub farmaceutą :)
77
i nam przypomina, o pięcioleciu Tuska, imieninach Kwaśniewskiego o zasłużonych dla III RP.
u
ubecki
Ubecka zakazana morda.
Nie mogę patrzeć na tego bydlaka.
s
solar
Idiotyczny tytuł tego wywiadu nie ma żadnego odniesienia do treści. Sytuacja przypomina trochę sprawę "Rzepy" z tą różnicą, że Gmyza za idiotyczny tytuł i podobny tekst z hukiem wyrzucili.
t
trzeżwy
7 CUDÓW GIERKA W POLSCE.
1. nie było bezrobocia
2. mimo ze nie było bezrobocia, nikt nic nie robił.
3. mimo ze nikt nic nie robił, plan wykonywano w 150 procentach.
4. mimo ze plan wykonywano w 150 procentach, nigdzie niczego nie było.
5. mimo ze nigdzie niczego nie było, każdy wszystko miał.
6. mimo ze każdy wszystko miał, wszyscy wszystko kradli.
7. mimo ze wszyscy wszystko kradli, to co kradli, zawsze było.
7 CUDÓW TUSKA W POLSCE.
1. jest bezrobocie.
2. mimo ze jest bezrobocie, wszyscy pracują.
3. mimo ze wszyscy pracują, plan nie jest wykonywany nawet w 50 procentach.
4. mimo ze plan nie jest wykonywany nawet w 50 procentach, wszędzie wszystko jest.
5. mimo ze wszędzie wszystko jest, nie wszyscy wszystko maja.
6. mimo ze nie wszyscy wszystko maja, kradną głównie ci, co maja wszystko.
7. mimo ze kradną głównie ci co maja wszystko, nie udaje sie nikogo złapać i niczego odzyskać.
o
obserwator
Jednak POLSKI troche szkoda....
M
Marcinescu
Całe cztery strony Smolarowskich wywodów można streścić w zdaniu:

ZASŁUGĄ TUSKA JEST TO ŻE MIAŁ SZCZĘŚCIE

Dobrze dla Donalda chu..wo dla Polski
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu 5 lat rządu Donalda Tuska. Smolar: Premier to pragmatyk bez wizji
p
polo
Cyt;
"Bronisław Komorowski odznaczył Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Zasługi George´a Sorosa, amerykańskiego miliardera i spekulanta, donatora lewackich projektów ideologicznych promujących aborcję, eutanazję, legalizację narkotyków i układów homoseksualnych".
Uhonorował też szefa związanego z Sorosem Instytutu Społeczeństwa Otwartego oraz m.in. przedstawicieli CS Mott, German Marshall Fund, Rockeffeler Brothers Fund, Fundacji Forda, Open Society Foundations, czyli fundacji zaangażowanych w globalistyczne glajszachtowanie świata. […]
Więcej wPolityce.pl
Order dla Sorosa. Czy obecny prezydent nie spłaca kolejnego długu wdzięczności wobec swojego zaplecza politycznego, i to tego najstarszego?

Czy teraz kojarzycie, kto w okradaniu Polaków bierze czynny udział?
31 węzłowy Burke
tego trupa ?
j
jureq
a chyba pan Smolar ani pragmatykiem ani wizjonerem tylko cały czas teoretykiem
Dodaj ogłoszenie