441 mld zł dla Polski z budżetu UE zagrożone. Wykorzystanie całej sumy jest prawie niemożliwe

Agaton Koziński
Wydawanie pieniędzy z UE będzie o niebo trudniejsze niż teraz. Wykorzystanie całej sumy jest prawie niemożliwe. O największych zagrożeniach dla nowego unijnego budżetu pisze Agaton Koziński.

Strzelał szampan, płynęły SMS-y z gratulacjami, a premier częstował tortem - tak w Polsce fetowano zakończenie unijnych negocjacji w sprawie budżetu Unii na lata 2014-2020. Konkluzje rozmów Donald Tusk zaprezentował jako prawdziwy sukces. Oto Polska w nowej unijnej siedmiolatce będzie miała do wydania (na politykę spójności i rolną) łącznie niemal 106 mld euro, czyli 441 mld zł. Żaden kraj w UE nie wywalczył dla siebie większych pieniędzy. Ale to nie oznacza, że te sumy mamy już w kieszeni. W dokumencie kończącym budżetowe negocjacje jeży się od raf, o które można się rozbić. Poniżej trzy największe zagrożenia dla nowego unijnego budżetu.

Zagrożenie pierwsze: budżetofobia europosłów

Eurodeputowani już grożą, że budżetu nie zatwierdzą. Traktat lizboński daje im prawo do odrzucenia kompromisu budżetowego wypracowanego podczas szczytu unijnego. A lista zastrzeżeń, jakie do nowej perspektywy finansowej mają posłowie, jest naprawdę długa. W skrócie można je zamknąć stwierdzeniem: jest w niej za mało pieniędzy, a one będą wydawane w niewłaściwy sposób. Według eurodeputowanych unijny budżet powinien być dużo większy, jego wartość powinna oscylować nawet wokół 3-5 proc. PKB krajów członkowskich (zatwierdzona w piątek perspektywa zakłada, że każde państwo wpłaci do niego niecały 1 proc. swego PKB). Ich postulaty mówią, że zamiast wpłat bezpośrednich z poszczególnych stolic Unia powinna mieć własne dochody. Natomiast pieniądze powinno się wydawać na poszczególne projekty, które wspierają rozwój całej Europy, a nie przyznawać w kopertach poszczególnym krajom (taka jest filozofia zatwierdzonej perspektywy). Jako że sposób skonstruowania nowego budżetu jest - według eurodeputowanych - anachroniczny, to grożą jego zawetowaniem. Europarlamentowi nie podoba się także zapisana w projekcie nowej perspektywy dziura budżetowa, czyli różnica między wpływami do budżetu (ustalonymi na poziomie 908,4 mld euro) oraz zobowiązaniami (w wysokości 960 mld euro) - to może według nich zachwiać sposobem funkcjonowania całej Unii.

Trudno jednak zakładać, by prężenie muskułów europarlamentarzystów zaowocowało realnym wetem. Z prostej przyczyny - w przyszłym roku odbędą się wybory do europarlamentu. O składach list wyborczych decydują polityczni liderzy, a więc w większości przywódcy, którzy podpisali się pod nowym budżetem. Trudno się spodziewać, by którykolwiek deputowany chciał się narazić swemu politycznemu zwierzchnikowi tuż przed wyborami.

Zagrożenie drugie: Komisja chce się wykazać

Europarlament raczej nie okaże się dużym zagrożeniem dla nowego budżetu. Takim natomiast może się stać Komisja Europejska. Według konkluzji ostatniego szczytu UE zostanie ona wyraźnie wzmocniona po 2014 r., przede wszystkim zyska dodatkowe uprawnienia kontrolne. Poszczególne państwa stracą swobodę w wydawaniu przyznanych im sum. Każdy projekt wart ponad 50 mln euro (75 mln euro w przypadku projektów transportowych) będzie wymagał dodatkowej akceptacji ze strony KE, która będzie go oceniać pod względem przydatności.
Poza tym Komisja będzie kontrolować stan finansów publicznych w każdym kraju członkowskim. Te, które są nadmiernie zadłużone, będą karane zamrożeniem subwencji. Decyzja będzie wchodzić w życie automatycznie, chyba że zablokuje ją Rada Unii Europejskiej większością kwalifikowaną. Dotacje będzie można zablokować właściwie za każdym razem, gdy będą one wydawane w sposób niezgodny z ekonomicznymi kierunkami rozwoju UE. Mało precyzyjny zapis sprawia, że Komisja będzie miała szerokie pole manewru.

I prawdę mówiąc, KE z tego pola manewru będzie wręcz musiała korzystać. Wszystko dlatego, że do budżetu wpisano bardzo dużą rozbieżność między wpływami a zobowiązaniami. Jako że unijny budżet nie może mieć długów, oznacza to, że z części wpisanych do perspektywy projektów trzeba będzie po prostu zrezygnować. Najłatwiej będzie wtedy, gdy Komisja wykryje jakieś niedostatki i zablokuje pieniądze. Można już dziś się przygotowywać na to, że kontrole z jej strony będą wyjątkowo częste i dokładne, a takie sytuacje jak ta, gdy KE zablokowała 3,5 mld zł na budowę autostrad w Polsce, będą się po 2014 r. powtarzać regularnie.

Zagrożenie trzecie: koniec Unii, jaką znamy

Do nowego budżetu wpisano jeszcze jedną pułapkę: jego przegląd. Dwa razy, w 2016 i w 2019 r., zostanie dokonana rewizja wpisanych do niego ustaleń oraz kontrola sposobu wydatkowania środków. Stanowi to dużą pokusę do tego, by przemodelować kształt całej perspektywy - skory do tego może być w 2016 r. europarlament. W skrajnym przypadku mogłoby to nawet prowadzić do zlikwidowania kopert narodowych i zastąpienia ich działaniami projektowymi - dla Polski byłaby to bardzo niekorzystna sytuacja.

Bardzo ważny będzie przegląd w 2019 r. Wszystkie kraje będą musiały zamrozić 7 proc. środków, jakie otrzymują na politykę regionalną. W 2019 r. dojdzie do przeglądu sposobów wydawania subwencji i dopiero jeśli uzyska się pozytywną opinię, będzie można wykorzystać zablokowane pieniądze. Łatwo się domyślić, że w sytuacji, gdy budżet UE cały czas nie będzie zbilansowany, Komisja wyjątkowo niechętnie będzie się zgadzała na wydanie pozytywnej opinii - tym bardziej że kryteria oceny są nieostre.
Z kolei przegląd budżetu w 2016 r. niepokoi ze względów politycznych. Piątkowe porozumienie jest ważne, bowiem podpisali się pod nim wszyscy przywódcy unijny - to rzadki głos jedności w coraz bardziej podzielonej Europie. Nie można wykluczyć, że te podziały w najbliższych latach się pogłębią. Wielka Brytania mówi o referendum w sprawie członkostwa w UE. Kraje strefy euro coraz bardziej zacieśniają współpracę, w przyszłym roku zaczną tworzyć własny, niezależny budżet. Być może za trzy lata dzisiejsza Unia będzie istnieć tylko na papierze - a kraje dziś ją tworzące przegląd w 2016 r. wykorzystają do tego, by po prostu wycofać się z przyjętych w ubiegłym tygodniu ustaleń.

Załatwione? W 2020 r.

W 2005 r. zakończenie negocjacji budżetowych można było zwieńczyć głośnym "Yes, yes, yes!". Ówczesne reguły gry sprawiały, że otrzymanie ustalonych sum było niemal oczywiste. Jeśli nie popełniło się rażących błędów w ich wydawaniu, to euro płynęły do państw wartkim strumieniem.

Teraz jest inaczej - negocjacje były tylko rozgrzewką przed siedmioletnim maratonem bojów z Komisją Europejską, która będzie podważać pewnie każdą przysłaną jej fakturę. Dopiero jeśli w 2020 r. okaże się, że wydaliśmy taki sam procent pieniędzy z UE, jaki uzyskamy w 2014 r., to wtedy premier będzie mógł wysłać triumfalnego SMS-a z tekstem "Załatwione !!!!!".

Wideo

Komentarze 14

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Wspolczujacy
Przegrala kartolano-rydzykowa sekta.Przegrales Ty i czujesz sie jak poparzony ,oraz debilek polo,
ze styropianowym tortem. Twojej koltunskiej glowy, nawet na kota nie da sie zamienic.Wy juz tak macie.
Kalkulator
23000 na jednego polglowka .Na glowe z mozgiem 2300eu/osobe. Naucz sie "rachowac" ,to wiedza przyswajalna nawet dla prostakow.
Watpliwe,zeby Orban zdolal wykorzystac chocby jedno euro zanim Wegrzy mu podziekuja za koltunskie rzady.
Poborca podatkowy
Chorwacja 1800 eu/osobe
Litwa 1700 ,,
Portugalia 2000 ,,
Czechy 2090 ,,
WEGRY 2300 ,, tak,tak tylko tyle
Slowacja 2700 ,,
POLSKA 1890 ,,
Taki to q...sukces mozna osiagnac razem z Orbanem, jezeli proste rachunki stanowi wiedze tajemna.
W Brukseli jak i w Polsce milliard to 1000 milionow,a nie million milionow /billion/ .
Pobozne zyczenia nic tu nie zmienia.
l
leon
a ponadto Orban to nie Tusk i dobrze wykorzysta kasiorkę.A u nas tylko k**** i złodziej.
P
P4
Gazeta Wyborcza chwali Tuska za 303 miliardy zł. reszta już pewnie na Kajmanach
N
NorvidNH
PEŁO całe w palących się gaciorach. Wypisani kolesie z klanu Kiszczaka i cioci Hani na LSD.. Ale Kaczyński to za mało na obwiesiów z każdego zakamarka Polski.
Tylko ulica was rozliczy! TUSKU siadaj na wózku. czekają rozgrzani do białości kibole.
S
Sceptyk
Na czyje konto przelana ? Jak możne to sprawdzić ? Czy to prawda że będą przelewali 7 lat ? Czy już jest na koncie u Vincenta ? Czy ktoś może wyjaśnić ?
G
Gość
Jaki to q..wa sukces w polityce spójności -patrz niżej
Chorwacja 8 mld euro = 18.000 Euro na osobę (4,5 mln ludzi)
Litwa 6 mld euro = 17.000 Euro na osobę (3,5 mln ludzi)
Portugalia 20 mld euro = 20.000 Euro na osobę (10 mln ludzi)
Czechy 22 mld euro = 21.000 Euro na osobę (10,5 mln ludzi)
Wegry 23 mld euro = 23.000 Euro na osobę (10 mln ludzi) - tak, tak - ORBAN wywalczył!
Slowacja 15 mld euro = 27.000 Euro na osobe (5,5 mln ludzi)
Polska 72,9 mld euro = 15.000 Euro na osobę (38,5 mln)
P
PAKT FISKALNY
jak Tusk go ratyfikuje, a 17 lutego w sejmie będzie hucpa pt debata nad podpisanym w marcu 2011 r. traktatem międzypaństwowym, to Polska traci suwerenność !
„A dokładniej informować babci nikt nie śpieszy. Po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy!”

Tusk bez debaty sejmowej podpisał pakt fiskalny

Prawie rok temu, 2 marca 2012 r. Tusk podpisał w Brukseli nowy traktat międzyrządowy, tzw. pakt fiskalny. Marszałek Kopacz z PO ogłosiła 19 lutego 6 godzinną debatę w sejmie nad podpisanym paktem. Za przyjęciem paktu jest większość dejmowa PO-PSL-SLD-RP. Pakt wymusza więcej dyscypliny w finansach publicznych, zwłaszcza w państwach eurolandu. Poza Tuskiem pakt podpisali przywódcy 24 krajów UE, z wyjątkiem Wielkiej Brytanii i Czech. Polska chciała mieć w jak największym stopniu udział w podejmowaniu decyzji w ramach państw strefy euro. Ostatecznie 30 stycznia 2012 r. ustalono, że będą trzy rodzaje szczytów Unii Europejskiej: 27 państw całej UE, państw paktu fiskalnego czyli euro plus, oraz państw strefy euro, czyli 17, jeśli tematyka dotyczyć będzie wspólnej waluty.

Jarosław Kaczyński ostro krytykuje pakt fiskalny, PiS będzie głosowało przeciwko ratyfikacji tego paktu. "Podpisujemy pakt fiskalny, a w zamian nie otrzymujemy nic poza możliwością zasiadania i przysłuchiwania się szczytom grupy euro. Premier przyłożył rękę do tego, że Unia Europejska w swym dotychczasowym kształcie się rozpada. Powstanie Unia Europejska, która odrzuca reguły, które ją zbudowały - Unia hegemonii, w której na pewno nie będziemy uczestniczyć. Będziemy tymi podporządkowanymi."
E
Emma
Przy takim ogromie miediow wszelkiego kalibru, wystarczy dotrzec do miasteczek, wsi, by tych ludzi mobilizowac. Wiadomo,ze jesli ktos nie wezmie sie na dole za modernizacje, to gora wszystkiego nie obejmie.
E
Emma
Przy takim ogromie miediow wszelkiego kalibru, wystarczy dotrzec do miasteczek, wsi, by tych ludzi mobilizowac. Wiadomo,ze jesli ktos nie wezmie sie na dole za modernizacje, to gora wszystkiego nie obejmie.
p
polo
Tymczasem Tusek wart jest tyle, co ta piramida finansowa ułożona ze sztucznych pieniędzy.
Z wierzchu bogactwo i blichtr, w środku styropian.
Ot, cała tajemnica.
P
POparzony
Jeśli wszyscy wygrali w budżecie unii, TO KTO przegrał?
Też wszyscy. teraz wiemy dlaczego.
Tusk jak za komuny - wymienił psa za dwa koty. Ha, ha, ha
G
Gość
wtedy będziemy podlegać kontroli KE. Jak nie podpiszemy faktu, nie wejdziemy do unii bankowej.
Wlk. Brytania i Czechy NIE PODPISAŁY PAKTU FISKALNEGO i wygrały wszystko.
Dodaj ogłoszenie