reklama

30. rocznica upadku muru berlińskiego. Fakty, przyczyny i nowe odkrycia [ZDJĘCIA]

Andrzej DworakZaktualizowano 
Dzień, w którym runął mur w Berlinie. Fakty, przyczyny i nowe odkrycia Ricotti Alvaro/Press Association/East News
30 lat temu, 9 listopada 1989 roku, upadł mur w Berlinie. Tego dnia wydarzenia we wschodniej części miasta nabrały niesłychanej dynamiki i tempa, a rezultat - swobodny przepływ mieszkańców przez ściśle kontrolowaną do tej pory granicę - był wynikiem serii pomyłek oraz indywidualnej decyzji dowódcy jednego z posterunków granicznych.

Formalny koniec muru, a także komunistycznego reżimu, zapowiadały masowe demonstracje obywateli Niemiec Wschodnich oraz przełomowe decyzje polityczne. Nic już nie mogło uratować socjalistycznego porządku, nawet niezwykle szczodra obietnica pomocy ze strony chińskich towarzyszy, o której istnieniu zaświadczają właśnie odkryte dokumenty.

Wieczorem 9 listopada 1989 roku kierownictwo posterunku na przejściu granicznym przy Bornholmer Straße sprawował Oberstleutnant Harald Jäger. Silnie strzeżone przejście funkcjonowało jak zwykle, wszystko odbywało się zgodnie z ustalonym trybem służby, mur stał jak stał - odkąd go wzniesiono w sierpniu 1961 roku, żeby oddzielał dawny sektor radziecki, czyli Berlin Wschodni, od Berlina Zachodniego, który obejmował sektory dawnych amerykańskich, brytyjskich i francuskich władz okupacyjnych. Jäger zgłosił się właśnie w 1961 roku do służby w ówczesnej policji granicznej NRD, więc świetnie pamiętał początki muru.

Rozkaz Waltera Ulbrichta
W nocy z 12 na 13 sierpnia 1961 roku Ulbricht, przewodniczący rządzącej w NRD partii SED - czyli w praktyce dyktator kraju - wydał rozkaz zamknięcia granicy między Berlinem Wschodnim a Zachodnim. Wczesnym rankiem uzbrojeni enerdowscy pogranicznicy rozpoczęli zrywanie pokrycia ulic i chodników i rozstawianie barykad oraz zasieków z drutu kolczastego. Odgradzali w ten sposób dawny sektor radziecki od reszty miasta. W pobliże zasieków podjechały czołgi, ustawiono artylerię. Po kilku dniach (17 i 18 sierpnia) drut kolczasty i tymczasowe barykady zostały zastąpione murem z pustaków. Granica została zamknięta.

Wzdłuż liczącego 43 kilometry muru berlińskiego rozmieszczono ok. 15 tys. uzbrojonych strażników

Czegoś takiego w dziejach świata jeszcze nie widziano - nie licząc chińskiego muru, gdyż ten nie przebiega przez środek miasta, ani (z tych samych powodów) umocnień na linii demarkacyjnej między dwoma państwami koreańskimi, choć z czasem mur berliński będzie je przypominał. Tutaj za jednym zamachem podzielono trwale milionowe miasto na dwie części, tworząc stopniowo zaporę ekstremalnie trudną do pokonania.

Jak dokładnie to nastąpiło, ilustruje dobrze odnaleziony jakiś czas temu „dziennik budowy” lub szerzej „dziennik działań” - odręcznie spisany, 192-stronicowy brulion przeznaczony dla Karla Marona, szefa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych NRD. Zawiera on m.in. minutowy zapis meldunków i rozkazów związanych z budową muru, nazywaną tu „Akcją 13 sierpnia 1961”. Zapiski zaczynają się 12 sierpnia, a kończą na początku września i ukazują szczegółowo planowanie i wykonanie przedsięwzięcia.

Z ciekawszych danych - wzdłuż 43-kilometrowej przegrody rozmieszczono około 15 tys. uzbrojonych strażników, policjantów, członków jednostek szturmowych Policji Ludowej, grup bojowych klasy robotniczej, straży pożarnej i służby więziennej. Do tego dochodziły oddziały Armii Ludowej w sile około 7 tys. żołnierzy.

Historia NRD na byłej siedzibie Stasi. Niemcy świętują 30. rocznicę upadku muru berlińskiego

Źródło:
RUPTLY

Wszystko to wymagało wielkich przygotowań, precyzyjnej logistyki i dyscypliny, a także nakładów. Dlaczego przywódcy NRD zdecydowali się na taki krok i proszenie Moskwy o zgodę? Bo obywatele NRD uciekali masowo na Zachód, mimo zamkniętych od 1952 roku granic. Dziurą w ogrodzeniu okazywał się Berlin. Od 1949 roku do roku 1961 wschodnią część Niemiec opuściło 2,6 mln ludzi. W lipcu 1961 roku liczba uciekinierów osiągnęła najwyższy stan od 1953 roku, więc komunistyczne władze postanowiły to ukrócić ostatecznie. Mur - „opoka socjalizmu” - stał 28 lat, dwa miesiące i 26 dni.

Miesiąc, w którym pierwszy raz odpuściła Stasi
Wczesnym wieczorem 9 października 1989 roku na ulice Lipska wyszły dziesiątki tysięcy ludzi, żeby zademonstrować przeciwko władzy i żądać wolności. Komunistyczny reżim zamierzał rozpędzić protestujących i przygotował do tego duże siły, ale rozkaz do natarcia, a nawet strzelania, nie padł. Od tej chwili demonstracje przybierały na sile, a październik stał się miesiącem, w którym służba bezpieczeństwa Stasi straciła grunt pod nogami.

Już w kwietniu 1989 roku orkiestra straży pożarnej niewielkiej wioski w Brandenburgii pozwoliła sobie na publiczną prezentację piosenki, w której padały zakazane słowa: „Teraz zburzymy mur i zjednoczymy Niemcy”. Żeby odważyć się na taki występ, trzeba było przekonania, że czas już na takie manifestacje dojrzał, trzeba było poczucia, że nie czas już się bać.

Rzeczywistość przybierała kształt, o jakim jeszcze niedawno nikt w obozie socjalistycznym nie myślał - w Polsce do władzy dochodzili ludzie Solidarności, najpierw Węgry, a później Czechosłowacja pozwoliły Enerdowcom wyjeżdżać na Zachód, a przywódca ZSRR Gorbaczow zapowiedział, że nie będzie żadnej bratniej pomocy w tłumieniu protestów. W Ministerstwie Bezpieczeństwa Państwowego wiedziano niezbicie już od początku 1989 roku, że NRD najpóźniej za rok nie będzie w stanie spłacać zaciągniętych na Zachodzie pożyczek i stanie się bankrutem.

Jednak organizatorzy wielkich demonstracji w Lipsku byli przygotowani na to, że Stasi zaatakuje, że protesty skończą się krwawą łaźnią. Władze postawiły w stan gotowości 5200 uzbrojonych funkcjonariuszy, żeby zatrzymać tę największą manifestację w Lipsku z 9 października - ale rozkaz do otwarcia ognia nie padł. Według niektórych źródeł w proteście wzięło udział nawet 100 tys. ludzi. Zgromadzone przez Stasi siły były za małe. Brakowało też zdecydowania po stronie władzy, której członkowie już rozglądali się za nowymi możliwościami po upadku NRD. Dlatego to właśnie 9 października okazał się przełomem, a upadek muru miesiąc później tylko jego konsekwencją.

Na posterunku przy Bornholmer Straße
Około 20.00 Oberstleutnant Harald Jäger zrobił sobie przerwę na przekąskę i przy okazji włączył telewizor. Leciała transmisja z konferencji prasowej rzecznika SED Güntera Schabowskiego, który informował o nowych zasadach dla obywateli NRD dotyczących podróżowania.

Na pytanie dziennikarza, od kiedy można wyjeżdżać, Schabowski z pewnym wahaniem - i błędnie - odpowiedział, że w zasadzie już można. Jäger natychmiast połączył się telefonicznie z przełożonym, pułkownikiem Rudim Ziegenhornem, ale ten nakazał postępować według dotychczasowych zasad. Tymczasem przed przejściem zgromadzili się pierwsi ludzie. O 21.30 zachodnioberlińskie radio RIAS nadało pierwsze reportaże z otwartych rzekomo przejść granicznych - choć te były jeszcze w tym czasie zamknięte.

CZYTAJ TEŻ | Polacy również próbowali uciekać przez Mur Berliński i ginęli

Na Bornholmer Straße gromadziło się coraz więcej ludzi i sytuacja wymykała się spod kontroli. Jäger zarządził alarm, a potem na polecenie Ziegenhorna przepuścił na Zachód tych, którzy najgłośniej się tego domagali. Ich dokumenty zostały ostemplowane i unieważnione, tak że nie mogli wrócić. Ale oni w coraz większej liczbie przechodzili na drugą stronę i po krótkim pobycie wracali.

Jäger bał się, że chaos doprowadzi do tragedii, do strzelaniny i około 23.30 otworzył całkowicie przejście przy Bornholmer Straße. Miał dość, zdecydował na własną rękę, żeby wszystkich wypuszczać i wpuszczać. Jako pierwszy uczynił wyłom w murze.

To był koniec rządów twardogłowej ekipy w NRD. Niecały rok później NRD przyłączyła się do Republiki Federalnej. Pierwsze państwo robotników i chłopów na ziemi niemieckiej przestało istnieć.

Upadek muru berlińskiego w 1989 r. symbolicznie rozpoczął proces zjednoczenia Niemiec

Nie pomogli nawet Chińczycy
W ostatniej chwili komuniści z Chińskiej Republiki Ludowej zamierzali uratować towarzyszy z NRD. W opisywanym pierwszy raz w zeszłym tygodniu przez dziennik „Die Welt” i odnalezionym w archiwach enerdowskiego MSZ dokumencie jest mowa o propozycji Pekinu.

W przypływie braterskiej, socjalistycznej pomocy przywódcy chińskiej partii komunistycznej obiecywali, że zrobią wszystko, żeby ratować bratni ustrój w poczuciu odpowiedzialności za los socjalizmu na świecie. Oferta brzmiała w skrócie tak: Chiny wystawią do dyspozycji NRD tylu pracowników, ilu Berlin Wschodni zażąda. Chińska Republika Ludowa nie oczekuje w zamian zapłaty w dewizach, gdyż chodzi o pomoc polityczną. Należność będzie można uregulować za pomocą dostaw broni.

Na tę nęcącą propozycję nikt w NRD nie był już w stanie realnie odpowiedzieć.

Źródło:
RUPTLY

Obrazki ze strefy śmierci [ZDJĘCIA ARCHIWALNE] 27 lat temu r...

POLECAMY W SERWISIE POLSKATIMES.PL:

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie