2011 - Pierwszy Rozbiór Europy. Chcę się mylić

Paweł Fąfara
Paweł Fąfara
Paweł Fąfara Fot. Polskapresse
Europejski statek budowany przez dziesięciolecia może i nie był idealną jednostką, ale zapewniał pasażerom wyjątkowy, jak na inne statki świata, komfort. Przez niefrasobliwość niektórych członków załogi raz po raz zderzał się jednak z górami lodowymi, w końcu kadłub nie wytrzymał i statek nabiera wody. Dziś wciąż można go uratować przed zatonięciem.

Jednak załoganci, zamiast dyskutować w pierwszej kolejności o tym, jak załatać wyrwy w kadłubie i zatamować zalewającą silniki wodę, wciąż biją się przede wszystkim o komfort kajut w swojej części statku. A debatują głównie o tym, co zrobić, aby z górami lodowymi nie zderzać się w przyszłości. Choć tej wspólnej przyszłości może nie być, bo bez błyskawicznej akcji ratunkowej statek rozpadnie się na części. Jedne pójdą na dno, a inne popłyną razem, ale jako osobne kawałki chaotycznie poszczepiane linami i bosakami.

CZYTAJ TEŻ: Szczyt UE: Londyn zablokował zmianę traktatu. Będzie Europa 17+6

Słyszałem już kilka razy, że to wizja zbyt pesymistyczna. Niemożliwa. Moi oponenci przekonują mnie, że Europa jest mimo wszystko wciąż potęgą gospodarczą i polityczną, że rozpaść się i upaść nie może. Chciałbym, aby mieli rację. Ale co, jeśli nie?

Czy grudzień 2011 dla historii wspólnej Europy będzie tym, czym dla Polski był sierpień roku 1772? Pierwszym aktem upadku schodzącej potęgi

Po pierwsze - co to za potęga, którą może położyć na łopatki podniesienie z 6 do 7 proc. rentowności włoskich obligacji. Potęga, która nie jest w stanie samodzielnie poradzić sobie z ratowaniem choćby Grecji czy Hiszpanii, żebraczo wypatrując ratunku w chińskim skarbcu. Potęga bez woli politycznej i przywódców, którzy poza partykularnymi interesami swoich krajów nie dostrzegają tego, ile zjednoczenie i kolejne rozszerzenia Europy dały wszystkim krajom bogactwa, siły i wolności.

A historia uczy, że nie takie potęgi i w teoretycznie bardziej sprzyjających okolicznościach upadały. Szybciej, boleśniej niż jeszcze chwilę przedtem wyobrażali to sobie najwięksi pesymiści. Potęga to bowiem nie tylko aktualne twarde zasoby, ale też mądrość ich użycia, takiego sterowania, aby łatwo ich nie roztrwonić i nie stracić. Polska przekonała się o tym kilka stuleci temu wyjątkowo boleśnie, czy teraz czeka nas pierwszy, a potem kolejne rozbiory Europy? Daty, które za kilkadziesiąt lat będą brzmiały dla europejskich narodów - zgnębionych wojnami, nędzą, upadkiem znaczenia - równie złowrogo jak dla nas rok 1772, 1793, 1795?

Skupianie się europejskich przywódców i trwającego szczytu europejskiego na regulacjach tego, jak Unia ma funkcjonować w przyszłości, bez równoległego lub szybszego rozwiązania finansowych problemów teraźniejszości, to igranie z losem. Rosyjska ruletka. Podobnie jak pomysły dzielenia Unii na dwie części, dwie prędkości.

A co, jeśli za którymś pociągnięciem okaże się, że pistolet wystrzeli i dojdzie do całkowitego załamania się systemu finansowego, a w konsekwencji kryzysu gospodarczego na skalę lat 30. ubiegłego wieku. Tak się stać nie musi, ale może. A skoro może, to po co igrać z losem. Europejscy przywódcy zdają sobie z tego sprawę. Czy zdadzą egzamin z dojrzałości?

Paweł Fąfara

Wideo

Komentarze 9

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

i
inżynier

Unia Europejska to nie taka wartość jak Ojczyzna, więc jak się rozwali to nic takiego. Nośna idea zjednoczeniowa okazuje się być raczej piękną utopią (jak komunizm). A prawdopodobnie się rozleci, bo problemem nie jest jakieś proste załatanie dziury, a raczej fundamentalna zmiana sposobu myślenia o gospodarowaniu publicznymi pieniędzmi. W UE standardem jest, jak pan Paweł Fąfara zauważył, kłótnia o "bardziej komfortowe kajuty" dla elit politycznych, kosztem podatników albo co gorsza przyszłych podatników, lub wręcz drukowanie pieniędzy. Póki nie zmieni się ten sposób myślenia na taki, że elity polityczne są po to aby stworzyć jak największe możliwości (wolności) obywatelom/podatnikom do generowania wartości dodanej (dla nich głównie, nie dla budżetów), to nic z tego nie będzie. A zmiana taka wydaje się w naszej rzeczywistości bardzo trudna, co nie zmienia faktu że konieczna.

c
cezar

Zaskakująca jest siła starych przyzwyczajeń, skala wasalnej mentalności, prowincjonalnych kompleksów i usłużności wobec silniejszego. Tak, jakby rządzący Polską jej nie kochali i nie wiedzieli, co to są polskie interesy, a historia nie była nauczycielką życia i nie lubiła się powtarzać. W czasach saskich i stanisławowskich jawnie działały agentury obcych mocarstw. Niektórzy nawet głosili, że przejawem "cnót obywatelskich i patriotyzmu" jest branie garściami pruskich talarów czy moskiewskich rubli oraz działanie na zgubę Ojczyzny. W okresie PRL służalcze wobec Związku Sowieckiego kierownictwo PZPR i rząd oraz reżimowe media i tzw. postępowa inteligencja przekonywali Polaków, że aby zbudować "świetlaną przyszłość", należy "zrezygnować z części suwerenności" i oddać się pod "zbawcze" skrzydła Moskwy. W 1976 r. zmieniono nawet Ustawę Zasadniczą i wiernopoddaństwo wobec Moskwy zadekretowano w ówczesnej Konstytucji.
W III RP przeżywamy swoiste déjá vu, czyli doświadczamy odczucia, że to, co przeżywamy obecnie, już kiedyś się wydarzyło. Niektórzy też działają w imię "świetlanej przyszłości", ale już nie "światowej ojczyzny proletariatu", lecz zfederalizowanej Unii Europejskiej zarządzanej przez Berlin. W ten sposób zakwestionowali pierwotną ideę integracji europejskiej, która polegała na zeuropeizowaniu Niemiec, a okazało się, że na naszych oczach dochodzi do zgermanizowania Europy kontynentalnej. A wyjątkowo gorliwie zabiega o to kierownictwo rządzącej krajem Platformy Obywatelskiej i kierownictwo państwa oraz chór ich popleczników i ideologów utopijnego europeizmu, którzy głoszą dogmat, że dla dobra projektu europejskiego i euro należy zrezygnować z prerogatyw suwerenności i oddać się pod "zbawcze" teutońskie skrzydła.
David Cameron potrafi dbać o interesy kraju, którego jest premierem, podobnie władze Czech czy Węgier. W Polsce sprzeczne z Konstytucją i niekonsultowane ze społeczeństwem ani parlamentem zrzeczenie się znacznej części atrybutów naszej niepodległości i żebranie o "bratnią pomoc" z Berlina jest przedstawiane przez rządzących jako "racja stanu". Jest to robione w jedwabnych rękawiczkach z użyciem bogatego arsenału socjotechnicznego.

Ś
Śledź

"Nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić" tak można przetłumaczyć (hebrajskie) Biblijne słowa boga który obawiając się rozwoju potęgi ludzkości - przejawiającej się w budowie potężnej wierzy Babel pomieszał im języki po to, aby nie mogli sie porozumieć i zgodnie współpracować. I tak trwa to od wieków. Zawsze coś staje na przeszkodzie by wspólnie rozwijać naszą cywilizację. Najczęściej jest to najzwyczajniejszy w świecie egoizm, szowinizm i ... głupota przywódców.
Anglia, przed II wojną światową, dała Polakom przykład co sądzi o traktatach i przymierzach. Wyspiarze zawsze widzieli jedynie własny interes. Jedynie USA mogło na nich wywrzeć jakikolwiek nacisk.

"Za wolność waszą i naszą" Polacy głosząc to hasło brali udział w walkach i przelewali krew na wszystkich frontach świata. Teraz PIS stara sie nas oduczyć solidarności międzynarodowej. Brać kasę i zwiewać. Reszta niech tonie.
To tylko wśród braci marynarskiej istniało niepisane prawo ratowania rozbitków na morzu niezależnie od narodowości i wyznania. Czyżby teraz PIS chciał sie upodobnić do dowódców hitlerowskich okrętów podwodnych którzy nie ratowali i nie rzucali kół ratunkowych ale wręcz strzelali do nieszczęśników.
Część państw tonie w odmentach kryzysu. PIS nie zamierza rzucać im kół ratunkowych. Chce odpłynąć. Dobrze że nie może strzelać.

c
cezar

Premier Wielkiej Brytanii David Cameron zagroził, że nie podpisze nowego traktatu UE, jeśli nie otrzyma wystarczających gwarancji, że chronione będą interesy jego kraju. Polską rządzą zdrajcy, którzy liczą na własne interesy.

W mrocznej dla Polski drugiej połowie XIX wieku Józef Szujski pierwszy odradzał pisanie fałszywej historii, która może stać się mistrzynią fałszywej polityki. Sto kilkadziesiąt lat później minister Radek S. śmiało wkracza na tą drogę.
Co dalej? Jeśli nic się nie odmieni, czeka nas tu parę lat intensywnej politische Bildung.
Jak długo? Póki minister Radek S. nie przekona zamieszkałych w naszym kraju Europejczyków (bo przecież nie: Polaków), że Polska to taki orangutan Europy, którego powinni się wstydzić i z tego poczucia wstydu, od lat im do głów wbijanego, powinni też zrezygnować z ambicji posiadania silnego państwa polskiego?

J
Jacek

Muszę jeszcze dorzucić moją opinie na temat przywódców, o których pan redaktor ma tak wysokie mniemanie zapewne w trosce o swoją posadę. Otóż nastąpiła wyraźna alienacja przywódców politycznych od reszty narodu, a przynajmniej z pewnością tak jest w przypadku Francji, Niemiec i Polski oraz znakomitej większości zasiadających w parlamencie europejskim i innych organach UE. Oni się martwią tylko o siebie i to jest dodatkowym czynnikiem pogłębiającym kryzys w Unii.

J
Jacek

Obecny model UE z pewnością się przeżył, jeśli w ogóle nie był błędny od początku. Niech pan, panie redaktorze, zada sobie dwa pytania: Kiedy Polska otrzymała najwięcej funduszy pomocowych od UE? oraz Kiedy Polska najbardziej się zadłużyła? Otóż na oba pytania odpowiedź jest taka sama: w okresie rządów PO. Nie sugeruje tutaj jakiejś szczególnej winy PO, ale zbieżność jest niewątpliwa i to samo dotyczy innych krajów: im większa pomoc unijna, tym większe zadłużenie. UE ciągle lekką ręką rozdaje pomoc, wymyśla nowe programy, na które zawsze są pieniądze. Nie ma kraju, który by nie korzystał z pomocy, a nawet pomoc jest udzielana krajom spoza Unii, jak np Afryce. Wydaje się, że UE dysponuje jakimś workiem bez dna, co jest raczej niemożliwe. Mamy tu najwyraźniej do czynienia z nieprzejrzystą księgowością; z pewnością szary obywatel nie ma żadnego dostępu do danych na ten temat, co świadczy o tym, ze transparentność, demokracja i swobody obywatelskie są w Unii jedynie atrapami bez istotnego znaczenia. A coś tu się po prostu nie bilansuje. Kiedy profesor Bender kandydował do parlamentu europejskiego, napisał w swojej ulotce, nie pamiętam dokładnie sformułowania, ale chodziło mu o to, że zamierza ukrócić rozkradanie milionów. Chociaż zdobył odpowiednią ilość głosów, do parlamentu się nie dostał; to zapewne z powodu tej niepoprawności politycznej, że ośmielił się posądzić urzędników unijnych o złodziejstwo. Być może miał rację, a z pewnością pieniądze są marnotrawione, a źródłem tego marnotrawstwa jest Bruksela. Wynikiem tego, ale nie tylko, jest obecny kryzys. Unia musi się zmienić. Najlepiej byłoby, gdyby związki w ramach Unii uległy rozluźnieniu, z zachowaniem tego co jest korzystne czyli swobody przemieszczania się i działalności gospodarczej, braku granic i ceł, co sprzyjałoby korzystnemu rozwojowi konkurencji. Centralistyczne zapędy parlamentu i komisji europejskiej przypominają w dużym stopniu, a nawet czasem przekraczają to, co obserwowaliśmy w najbardziej fundamentalistycznych krajach komunizmu. Dlatego też należy zacząć od reformy tych organów; powinny one być zredukowane ilościowo, ich rola powinna zostać ograniczona, a księgowość powinna zostać poddana publicznemu audytowi. Dążenie do stworzenia jednego państwa - Europy - jest bezsensowne, powinien to zrozumieć każdy, chyba że jest głupcem albo historykiem z wykształcenia.

P
Pesymista
W zupełności podzielam poglądy Pana Pawła Fąfary.
Z wyrazami szacunku - Pesymista
W
Widukind

niestrudzony propagandzista jedynie słusznej POZPR wystraszył się ! A nawet dostał sraczki. Boi się że kołchoz padnie i straci co przez lata nachapał. A przecież normalni ludzie od samego początku mówili że ten kołchoz to fikcja , że to właściwie burdel. Albowiem ścisły związek bogatych z biednymi skutkuje tylko tym że bieda dostaje świecidełka a bogaty przejmuje jego dobra. Towarzyszu Fąfara, skończyliście przecież technikum mechaniczne, to nie lepiej było zostać na wsi i naprawiać brony na przykład ? A tak to kompromitujecie siebie towarzyszu i Timesa. A Świński Ryj na Was czeka. A co do tego artykułu, to napisał Pan prawdę, PO raz pierwszy. I PO co było tyle lat kłamać skoro prawda i tak musi wyjść ? Co to za gość ten w Pańskim lustrze ?

s
sceptyk

Trampkarze ukradli władzę narodom Europy - w większości państw EU rozwiązania nie były poddane referendum - no i teraz jest chaos.

Dodaj ogłoszenie