13 stycznia 2019 z Pawłem Adamowiczem. To oni spędzili z prezydentem ostatnie godziny. "Moment ataku długo mi się śnił"

Rafał Mrowicki
Rafał Mrowicki
Od lewej: Marcin Makowski, Karolina Mizik, prezydent Paweł Adamowicz i Michał Wlazło. - Gdy udało nam się dojść do Zbrojowni Marcin zaproponował, żebyśmy też zrobili sobie zdjęcie z prezydentem. To było ostatnie wspólne zdjęcie - wspomina Karolina Marcin Makowski
- Stałam przy schodach i widziałam jak ochrona znosi zamachowca. Jego wyraz twarzy to coś, czego nie zapomnę do końca życia. To mi się śni po nocach. Było widać w jego oczach zadowolenie, ekscytację, triumf - publikujemy wspomnienia czterech osób, które spędziły 13 stycznia 2019 roku z prezydentem Pawłem Adamowiczem. O tych emocjach publicznie opowiadają po raz pierwszy.

Początek

Michał Wlazło, asystent prezydenta Pawła Adamowicza, obecnie asystent prezydent Aleksandry Dulkiewicz.

Działałem jako radny Młodzieżowej Rady Miasta Gdańska. Zapytał, czy nie chciałbym zostać jego asystentem. Wręczył mi książkę. Szef bardzo lubił czytać i obdarowywać swoich współpracowników i znajomych książkami. Powiedział, że po paru tygodniach mnie z niej przepyta. To była „Zła zmiana” Aleksandra Halla. Pracę zacząłem 29 stycznia 2018 roku.

Marcin Makowski, członek stowarzyszenia Wszystko dla Gdańska

Wcześniej często widywałem prezydenta jako wolontariusz i rady Młodzieżowej Rady Miasta. W kwietniu 2018 dostałem sms-a od mojej przyjaciółki z informacją, że prezydent zaprasza na spotkanie młodych. Było to pierwsze spotkanie stowarzyszenia Wszystko dla Gdańska. Po którymś z briefingów prasowych prezydent zapytał mnie, czy jako radny dzielnicy Zaspa Rozstaje nie chciałbym kandydować do Rady Miasta.

Karolina Mizik, prawniczka, członkini stowarzyszenia Wszystko dla Gdańska

Pana prezydenta poznałam przy okazji wyborów samorządowych w 2014 roku. Rozdawał ulotki i zachęcał ludzi do głosowania. Miałam wtedy pewien problem z postępowaniem administracyjnym w mojej rodzinie, chciałam sama sobie z tym poradzić, ale moja wiedza ze studiów była jeszcze zdawkowa. Pomyślałam, że to może być dobra okazja, żeby poradzić się prezydenta. Wręczył mi ulotkę, powiedziałam mu o sytuacji i poprosiłam o pomoc. Wyraził zainteresowanie. Wysłuchał. Uznał, że to na tyle poważne, że zaprosił mnie na dłuższą rozmowę. Zerwał kawałek plakatu wyborczego i zapisał sobie mój numer telefonu.

Zadzwonił niedługo potem, telefon zadzwonił podczas wykładu.

Grzegorz Szczuka, dyrektor Wydziału Rozwoju Społecznego Urzędu Miejskiego w Gdańsku

Pracowałem z nim w urzędzie mniej więcej 4 lata. Dla szefa obszar społeczny był bardzo istotny. Ostatni rok naszej współpracy i jego życia był bardzo intensywny. To czas, w którym najbardziej zbliżyliśmy się do siebie.

Więź

Michał

Po tym jak zacząłem pracować dla prezydenta, byłem w sądzie na rozprawie z Młodzieżą Wszechpolską. Na długo zapamiętałem ten dzień. Jak redaktor Sitek biegał za nami w Europejskim Centrum Solidarności, po tym gdy szef ogłosił powody swojego startu w wyborach. Wróciłem do urzędu, usiadłem i myślałem: Po co tyle hejtu, nienawiści, po co są te ataki?

Czytaj także

Marcin

Raz spotkaliśmy się przypadkiem na imprezie na ulicy Elektryków, gdzie prezydent był ze swoją rodziną. Rozmawialiśmy 3 godziny.

Karolina

Zaproponował mi, żebym została jego stypendystką. Dołączyłam do programu Mentor Gdańskiej Fundacji Innowacji Społecznej. Żeby dawać coś od siebie, prowadziłam spotkania dla dzieci w domu sąsiedzkim na Oruni, zajęcia z fotografii, filmowe, pomagałam w lekcjach, udzielałam korepetycji z języka angielskiego.

Gdy mój tata ciężko zachorował, leżał w szpitalu za granicą. Gdy lekarze mówili, że już nic nie można zrobić, pierwszą osobą, z którą chciałam o tym porozmawiać był pan prezydent. Zapytałam, czy zna dobrego specjalistę, z którym mogłabym skonsultować wyniki badań taty, polecił mi dobrego lekarza, ale niestety nie zdążyłam z tej pomocy skorzystać, bo następnego dnia mój tata zmarł.

Pan prezydent był pierwszą osobą, której o tym powiedziałam.

Grzegorz

Gdy przychodziły doń niepełnosprawni potrafił zapytać: „Jak mam się przywitać z osobą niewidomą? Mam powiedzieć: „Dzień dobry, miło panią widzieć?”, „do widzenia’?”. Ktoś mógłby uznać, że nie miał ogłady, ale większość z nas nie wiedziałaby jak się zachować. Mówił do szefów jednostek miejskich: „Może warto pomyśleć, żeby komuś pomóc”. Chwilę przed wyjściem na Światełko do nieba byliśmy w sztabie, siedziało tam kilkudziesięciu urzędników, szef im dziękował.

Lubiliśmy się „prztykać”. Włączać sobie żart albo sarkazm, jako pewnego rodzaju tarczę. To było fajne, nasze.

Wybory 2018

Karolina

Był maj albo czerwiec. Szłam na ślub cywilny znajomych w siedzibie Rady Miasta. Po uroczystości stałam na zewnątrz w kolejce, żeby złożyć życzenia. Nagle widzę, że idzie pan prezydent. Rozmawiał przez telefon, niósł teczkę, rzeczy mu leciały z rąk. Był sam. Przywitaliśmy się. Później usłyszałam, że woła mnie jakiś kobiecy głos. To była Magdalena Skorupka-Kaczmarek (rzecznik prezydenta - red.). Mówiła, że pan prezydent chce ze mną porozmawiać. Zapytał, czy nie chciałabym kandydować z okręgu numer 4.

To był bardzo intensywny czas, choć pracowałam też zawodowo, to przed i po pracy bardzo angażowałam się w kampanię. Raz z panią Magdą Adamowicz wieszałam banery prezydenta do 3:00 nad ranem, a potem o 7:00 zaczynaliśmy znowu. Zrobiliśmy świetną robotę i pan prezydent wygrał.

Widzieliśmy się w sylwestra. Robiłam imprezę u siebie w domu, byli u mnie Marcin Makowski, Gosia Glamowska (córka prezydenta Grudziądza, siostrzenica żony prezydenta Adamowicza - red.). Pan prezydent zadzwonił na Face Time’ie żeby złożyć nam życzenia.

Marcin

W kuluarach ktoś powiedział „pierwsza tura nasza”. Uspokoiłem się. Prezydent też to słyszał, ale dopóki nie zobaczyliśmy wyniku na wykresie w telewizji to nie dowierzaliśmy. Prezydent był tym zwycięstwem zbudowany. Czuł, że ma mandat zaufania, gdy to nie PO czy PiS wygrały wybory, ale właśnie Paweł Adamowicz.

13 stycznia

Michał

O 13:45 spotkaliśmy się przed domem rodziców szefa, był u nich na obiedzie. O 14:00 byliśmy już przy fontannie Neptuna na umówione dwa wywiady. O 14:10 zaczęliśmy kwestę. Mieliśmy pójść w stronę Złotej Bramy, wrócić do Zielonej i z powrotem do Złotej, ale plan nie wypalił. Przez dwie godziny przeszliśmy zaledwie 300 m. Mnóstwo ludzi chciało wrzucić datek, porozmawiać, zrobić sobie zdjęcie. Po 16:00 skończyliśmy kwestę, poszliśmy do Zbrojowni, żeby rozliczyć puszki. Wyszło 5 613,11 złotych.

Postanowiliśmy iść na najlepsze pierogi w mieście do radnego Piotra Dzika. Po drodze zahaczyliśmy o budynek sądu, szef został tam zaproszony na 18:00. Było bardzo zimno, więc o 18:30 wpadliśmy jeszcze na herbatę.

Ok. 19:50 weszliśmy na scenę. Przedtem czekaliśmy jakieś 3 minuty. Szef był bardzo skupiony. Wszedł dopiero, gdy, za trzecim razem, dałem sygnał.

Paweł Adamowicz podczas kwestowania z WOŚP
Paweł Adamowicz podczas kwestowania z WOŚP Facebook Pawła Adamowicza


Marcin

Rano spotkałem się z członkami stowarzyszenia Wszystko dla Gdańska i zbieraliśmy pieniądze na Przymorzu. Potem pojechaliśmy z Karoliną Knebą do centrum Gdańska. Spotkaliśmy się tam m.in. z wiceprezydentem Piotrem Kowalczukiem. Z Karoliną Mizik chcieliśmy już jechać do domu, ale napisał do nas Michał Wlazło, żebyśmy spotkali się z prezydentem przy fontannie Neptuna o 14:00. Przy prezydencie było mnóstwo ludzi.Zaprosił nas do Pierogarni u Dzika. Powiedział: „Idziemy przed sąd, potem zapraszam was na herbatę. Obiecałem im, więc muszę tam pójść”.

Chciał żebyśmy weszli z nim na scenę. Blue Cafe grało piosenkę „Do nieba”. Wziąłem zimne ognie, rozdałem je wolontariuszom.

Karolina

Michał napisał do nas, że o 14:00 będą z prezydentem na Długiej. Podchodziło tyle osób, że ledwo mogliśmy się przemieszczać. Pan prezydent chciał z każdym porozmawiać, uścisnąć dłoń, złożyć życzenia noworoczne. Gdy udało nam się dojść do Zbrojowni, Marcin zaproponował żebyśmy też sobie zrobili z prezydentem zdjęcie. Ostatnie wspólne. Tak się stało.

Byliśmy bardzo głodni. Pan prezydent miał mieć spotkanie z radnym Piotrem Dzikiem, zaprosił nas do niego na obiad. Rozmawialiśmy o tym, że finał WOŚP to piękny dzień, że ludzie są dla siebie dobrzy, że nie spotkaliśmy się z niczym negatywnym, choć w kampanii bywało różnie. Poszliśmy na herbatę, potem w stronę sceny. Nikt nas nie skontrolował.

Grzegorz

Tego dnia reprezentowałem władze Gdańska na konferencji w ECS-ie. Stamtąd pojechałem do sztabu na Targ Węglowy. Przyszedł szef , rozliczyć swoją puszkę, podziękować liczącym. Porozmawialiśmy.

Byliśmy po imieniu, ale bardzo ciężko mi to przychodziło. Najczęściej mówiłem „szefie”. Czułem respekt. Zresztą moment przejścia na „ty” nie dał mi więcej luzu, ta relacja już wcześniej była bardzo sympatyczna, często oparta na uśmiechu, żartach.

Teraz sobie to uświadamiam... To było w drodze na scenę. Rozmawialiśmy o żłobkach i opiece nad maluchami w mieście. Szef mówił, że chciałby, żeby była u nas na poziomie duńskim. Ja sobie zażartowałem, zwracając się do niego per „ty”: „Tak, wróciłeś ze Stanów i teraz chcesz tu zrobić American dream”. Odpowiedział mi: „Jesteśmy w Gdańsku, musimy dać radę. Ty będziesz za to odpowiedzialny. Zapytam cię jeszcze o te żłobki, tylko nie odchodź...” i wszedł na scenę.

To była nasza ostatnia rozmowa.

Zamach

Michał

Gdy szef skończył swoje przemówienie, zrobiłem mu ostatnie zdjęcie. Zaczęło się odliczanie do Światełka do nieba, patrzyłem na ludzi. Ktoś nadbiegł z prawej strony. Szef usiadł na podeście po lewej stronie. Podszedłem do niego, zobaczyłem krew. Ochroniarze złapali napastnika. Zadzwoniłem do najbliższych Magdy Skorupki-Kaczmarek i do Marka Bonisławskiego (ówczesnego dyrektora biura prezydenta ds. komunikacji - red.). Straciłem czucie. Karetka zabrała mnie do szpitala. Przywieźli mnie ok. 21:00. Wyszedłem ok. 2:00. Leżałem na sali obserwacyjnej, na korytarzu pełno policji. Usłyszałem jak pielęgniarka mówi, że przywieziono napastnika. Przyszedł ordynator i zapytał czy nie chciałbym wyjść do domu. Odparłem, że tak, że w domu czułbym się lepiej.

Marcin

Zadzwoniłem najpierw do Piotra Grzelaka, potem do pani prezydent i Marka Bonisławskiego. Do pani Magdy nie dzwoniłem. Bałem się. Szwagier pana prezydenta, prezydent Grudziądza Maciej Glamowski, był ze mną na linii przez jakieś 40 minut.

Pojechaliśmy z Karoliną do szpitala. Siedzieliśmy tam do 3:30. Wyszedł do nas pan Piotr Adamowicz, podziękował za obecność i powiedział, że sytuacja jest bardzo trudna. Pojechaliśmy do domów. O 6:00 rano byliśmy w szpitalu z powrotem.

Karolina

Stałam przy schodach i widziałam jak ochrona znosi zamachowca. Jego wyraz twarzy to coś czego nie zapomnę do końca życia. To mi się śni po nocach. Było widać w jego oczach zadowolenie, ekscytację, triumf.

Zamówiłam taksówkę pod LOT i pojechaliśmy z Marcinem do szpitala. Równocześnie przybyła Ola Dulkiewicz.

Gdy wróciłam do domu, nie mogłam wejść do środka. Stojąc pod drzwiami rozpłakałam się. Poszłam do pracy tylko po to, by wypisać zwolnienie. Wróciłam do szpitala.

Grzegorz

Trzeba było pomóc Michałowi, przejąłem jego telefon, który był telefonem pierwszego kontaktu.

Rozmawiałem z Maćkiem Buczkowskim (ówczesnym dyrektorem kancelarii prezydenta - red.), ustaliliśmy, że zwołujemy sztab w urzędzie. Wszyscy wiedzieli co robić, choć działaliśmy trochę w amoku, a trochę w wyciszeniu i wycofaniu.

Wróciłem do domu między 2:00 a 3:00. Do rana siedziałem w fotelu i patrzyłem się w telewizor.

Śmierć

Michał

Spałem chyba do 14:00, bo o 15:00 przyjechała pani psycholog. Jeszcze nie wiedziałem co się stało. Odgrzałem sobie obiad, mama włączyła radio. Usłyszałem jak marszałek Bogdan Borusewicz mówi zdanie „miał całe życie przed sobą”. Zrozumiałem co się stało.

Rodzice zawieźli mnie do szpitala, chciałem być bliżej... Kupiłem dwa znicze. Z jednym poszedłem na OIOM. Z drugim - przed urząd, wtedy na Długiej trwała już wielka manifestacja. Poza mną w urzędzie była tylko pani sprzątająca. Poszedłem pod gabinet szefa. Chwilę postałem. Potem wróciłem do domu.

Lekarze kazali mi zostać jak najdłużej w domu. Jak zwykle nikogo nie posłuchałem. Praca pomagała, nie brałem urlopu.

Przez jakiś czas miałem ciężkie sny. Dziś na szczęście są coraz rzadziej. Raczej w kontekście pozytywnym. Przywołują dobre wspomnienia, a nie moment ataku. Ten długo mi się śnił.

Marcin

Myślałem, że gdybym nie był tam na miejscu, to aż tak bym tego nie przeżywał. Drugiego dnia po śmierci prezydenta zadzwonił do mnie mój profesor z Uniwersytetu Gdańskiego i powiedział „Panie Marcinie, nawet pan nie wie, ile osób chciałoby być na pana miejscu, żeby spędzić te ostatnie godziny z prezydentem”. To zmieniło moje myślenie o 180 stopni.

Do Bazyliki Mariackiej chodzę 2 razy w tygodniu.

Wciąż pamiętam, jak prezydent mówił tamtego dnia, że finał WOŚP to piękne święto całego narodu, mówił, że to czas, gdy wszyscy są dla siebie dobrzy.

Karolina

Było tam już mnóstwo ludzi. Czuliśmy, że jest bardzo źle. Czekaliśmy na powrót pani Magdy z córkami.

Pojechałam do domu na niecałą godzinę, wróciłam do szpitala i już wiedzieliśmy. To był drugi cios, podobny do tego, jakim była śmierć mojego taty. Pan prezydent mówił, że nigdy nie zastąpi mi ojca, bo się nie da, ale trwał przy mnie.

Byliśmy z Marcinem przed salą pana prezydenta, gdy informacja o śmierci została podana publicznie. Na dole było dużo ludzi. Zaczęli płakać, zaczęły się rozdzwaniać telefony, ludzie krzyczeli. W szpitalu rozpętała się histeria. Pacjenci, odwiedzający, lekarze, studenci byli pełni bólu. Marcin i ja rozpłakaliśmy się.

Michał wszedł zaraz po tym, jak wyjechała pani Magda. Rzuciliśmy się sobie na szyję. Poszłam z nim na oddział. Siedzieliśmy tam trzymając się za ręce, płakaliśmy.

Michał chciał zapalić znicz przed urzędem. Pojechaliśmy tam wspólnie. Potem wrócił do domu. Ja poszłam na Długą. Akurat rozległo się „Sound Of Silence”. Trafiłam na mojego nauczyciela z liceum. Nawet nie pogadaliśmy, tylko mnie przytulił.

Kilka dni po tym co się wydarzyło byliśmy z Marcinem u pani Magdy opowiedzieć jej co widzieliśmy. Powiedziała, że cieszy się, że tam byliśmy, bo wie, że prezydent bardzo nas lubił.

Grzegorz

Wszyscy rzucili się wtedy w wir roboty, żeby jakoś odreagować.

Po pogrzebie wyszliśmy z kościoła z Markiem Bonisławskim jako ostatni, byliśmy tam od 6 rano. Strasznie zmarzliśmy. Dopiero po pół roku tam wróciłem. Podszedłem do urny.

Mam wciąż w biurku ostatnią dekretację od szefa. Numer jego telefonu wciąż jest w mojej komórce. Ileś razy nawet wysłałem do niego SMS-a. W szafie mam jego książkę. Nikt nie nadałby jego książce tytułu „Gdańsk jako wspólnota”, jeśli nie jest wrażliwy społecznie.

Myślę, że obrona mojego doktoratu będzie kropką nad i, czymś, co przypieczętuje moją znajomość z Pawłem Adamowiczem. Że kibicował mi to za mało powiedziane. On dopytywał, dociskał, mobilizował, czasami nawet publicznie. W post scriptum SMS-a z życzeniami świątecznymi musiał napisać: „Nie mogę się już doczekać żeby przeczytać kolejne rozdziały twojego doktoratu” - a nigdy ich nie przeczytał. I nie przeczyta.

Cały Gdańsk wierzy, że dobro zwycięży! "Nikt nie chciał w ty...

Most w Pilchowicach nie zostanie wysadzony

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
14 stycznia, 19:24, Kerris:

Cześć, nazywam się Kerris Fraser z Tajlandii. Chcę podzielić się niesamowitym doświadczeniem z wszechmocnym Dr Ogundele, rzucającym zaklęcia, mój mąż Greg chciał się ze mną rozstać i złożył pozew o rozwód, a on był z inną kobietą, naprawdę byłem zdewastowany płakałem dzień i noc każdego dnia, opowiedziałem mojej przyjaciółce o mojej sytuacji, a ona opowiedziała mi o potężnym rzucającym zaklęcia o imieniu Dr Ogundele. Czułem się trochę sceptycznie, ale postanowiłem spróbować wszystko, o co poprosił mnie dr Ogundele, i obiecał mi wynik 24 godzin, a następnego ranka, kiedy skończył z tym zaklęciem, ku memu największemu zaskoczeniu to Greg, mój mąż na kolanach, błagał mnie o wybaczenie i przyjęcie go z powrotem i dziś jesteśmy razem, jestem bardzo szczęśliwy dzięki dr Ogundele. Ma moc każdego rodzaju problemu, może również pomóc ci się z nim skontaktować przez: E-mail: (ogundeletempleofsolution@gmail.com) WhatsApp lub Viber Chat: ( 27638836445).

Ty cvv€lu

k
kasienka

19 października 2020 r upływa kolejna rocznica MORDU POLITYCZNEGO przez członka Platformy Obywatelskiej na sp posle Rosiaku w jego BIURZE POSELSKIM w Lodzi.

k
kasienka

Ile to już lat upłyneło od morderstwa Posla Rosiaka w jego BIURZE POSELSKIM przez członka Platformy Obywatelskiej? Kiedy rocznica? Nie powinniśmy o tym brutalnym MORDERSTWIE zapomniec.

o
oko

brednie, nagranie jest że ponad pół godziny siedział na scenie ,i jakoś się nie wykrwawiał nawet za brzuch się nie trzymał, cała ta sprawa się kupy nie trzyma

k
kasienka

Jest smutnym faktem, że człowiek został z jakiś powodów zamordowany. Ale też jest faktem, że morderstwo umozliwila niezabezpieczona impreza przez organizatora imprezy - Owsiaka. Nie powinniśmy też zapominać, że zmarły ("zwany Budyniem") miał otwarte sprawy w prokuraturze. Miał olbrzymie ilości kont oraz dziwnie tanio otrzymanych nieruchomosci. Zapisał się też w historii Gdańska jako ten, który wyprzedal zakłady miejskie zagranicznym spółkom, które nienalezycie dbaly o srodowisko. W 2018 bodajze, za jego rządow miało miejsce wielodniowe zanieszczenia odchodami Zatoki Gdanskiej. Robienie z niego kogoś wyjątkowego i niemalże "swietego" jest mocnym naduzyciem. Powinniśmy także o tym mowic i nie zapominac. Osobiście nie chciałabym mieszkać na ulicy imieniem tego pana.

Dodaj ogłoszenie